W 1692 roku ani w miasteczku Salem, ani w osadzie o tej samej nazwie nie było żadnego doktora z uniwersyteckim wykształceniem. Podstawowe farmaceutyki nie różniły się od tych stosowanych w starożytnej Grecji. Wykorzystywano leki w rodzaju żuczej krwi, lisiego płuca oraz wysuszonego serca delfina. Istotnym składnikiem okładów i proszków były ślimaki, łatwiejsze do pozyskania niż róg jednorożca. Tłuszcz wytopiony z opiekanego jeża wpuszczony do ucha stanowił “znakomite remedium na głuchotę”. Najwybitniejsi ówcześni medycy z kolonii uważali saletrę za najlepszy środek w przypadku odry, bólu głowy i rwy kulszowej. Cotton Mahler twierdził, że sześćdziesiąt kropli lawendy i potężny kęs piernika zaradzi utracie pamięci. U epileptyków uprząż z wilczej skóry działała ponoć cuda, podobnie jak wypieczony gnój czarnej krowy i sproszkowana żabia wątroba, przyjmowane pięć razy dziennie. Histeria została dopisana do katalogu chorób na długo przed 1692 rokiem. Lekarz z Salem wykorzystywał w terapii mleko kobiece zmieszane z krwią z obciętego kociego ucha.
Tłumaczenie Jan Dzierzgowski
To były takie czasy. Co do tego cytatu można jeszcze dodać?
Długo zastanawiałam się od czego zacząć ten tekst. Ale jest jedno dominujące uczucie, jakie miałam podczas lektury i które pojawia się, jak tylko o niej pomyślę. Ta książka jest przerażająca. To, co wydarzyło się w XVII wieku i objęło zdecydowanie większy obszar niż tylko Salem jest przerażające. Nie tylko dlatego, że jest zupełnie niezrozumiałe (wszystko można wyjaśnić), ale dlatego, że w ogóle się wydarzyło. Ja w tych wydarzeniach widzę analogię do późniejszych wydarzeń (Żydzi podczas wojny, Tutsi i Hutu w Rwandzie), a to tylko pokazuje, że pewne rzeczy się nie zmieniają. Łatwo nami manipulować, zawsze znajdą się jednostki, które zrobią bardzo dużo, by zaszkodzić komuś innemu, często nawet bez konkretnego powodu. Salem to historia ludzkiego upadku i tymczasowego obłąkania, zapis naszej słabości, który pokazuje, że w zasadzie nawet dzisiaj nie możemy czuć się bezpieczni. Ludzie, pomimo całej swojej dobroci, są zwyczajnie nieobliczalni, a to jest przerażające.
Stacy Schiff wykonała kawał świetnej roboty. Bibliografia w tej książce jest olbrzymia, są ilustracje, co zawsze podkreślam, bo one dodają książce wartości. Jeżeli chodzi o treść to mogłabym wyróżnić trzy warstwy. Pierwsza z nich to historia. Autorka w sposób bardzo szczegółowy zarysowuje nam tło wydarzeń. Stara się bardzo, żeby czytelnik dojrzał i zrozumiał połączenia między poszczególnymi elementami, ich wpływ na siebie, żeby zrozumiał, dlaczego wydarzyło się to wszystko. I choć kręcimy głową z niedowierzaniem właściwie od samego początku, naprawdę rozumiemy. Kiedy czytamy o warunkach, jakie wtedy panowały, jak ludzie żyli, jakie były polityczne i religijne naciski, jak były traktowane kobiety, przestajemy się dziwić, a zaczynamy rozumieć. Cała książka jest duszna, mroczna, ciemna. Obnaża najgorsze cechy człowieka i nie ma przed tym ucieczki przez kilkaset stron. Najgorsze chyba fragmenty dotyczą kobiet. XVII-wieczny świat to świat mężczyzn i tych najgorszego gatunku.
Wielu duchownych parało się alchemią, mimo że potępiali sztuki tajemne (…) Purytanie mieli obsesję na punkcie przewidywania przyszłości. Astrologiczne almanachy sprzedawały się znakomicie. W 1683 roku uroczystość wręczenia dyplomów na Harvardzie przełożono na później z powodu zaćmienia słońca. Bóg przemawiał do purytanów w burzowych grzmotach, w lśniących kometach, w smoczym dymie.
Druga warstwa to sama historia czarownic i polowania na nie. Autorka bardzo dokładnie przeprowadza nas przez wszystkie etapy, od pierwszych oskarżeń, przez procesy, aż po zacieranie śladów i skutki całej sytuacji (to bardzo zaskakująca część, bo ja np. raczej nie myślałam, że takie polowania mogły mieć aż taki wpływ na sytuację gospodarczą kraju i rodzin). Purytański świat był okrutny, gdzie okultyzm, religia i folklor i medycyna miały przesadną skłonność do łączenia się, a ilość rzeczy, które zagrażały człowiekowi wywoływała poczucie zagrożenia z każdej strony i od każdego, co z kolei prowadziło do chorej podejrzliwości. Już nawet nie chodzi o wiarę w czarownice czy konszachty z diabłem – bardziej przerażające wydaje mi się to, że znalazły się osoby, które wykorzystały sprzyjające okoliczności do własnych celów. Ciekawe też jest to, że właściwie Salem nie było ani jedyne, ani największe, ani pierwsze. Epidemia czarownictwa rozprzestrzeniła się, np. w Andover, w którym oskarżonych było więcej ludzi niż w mieście i osadzie Salem razem wziętych. Co ciekawe – o Salem wie każdy, a o Andover nikt.
W aktach sądowych znajdziemy cały wachlarz praktyk, począwszy od natarczywych pocałunków aż po gwałty. Zdarzały się one, gdy kobieta rozwieszała pościel; był przypadek, że mężczyzna napadł kobietę, po którą pojechał, by pomogła jego żonie w połogu. Dziewiętnastoletni służący próbował zgwałcić dziesięcioletnią dziewczynkę pracującą w tym samym domu. Nie raz kobieta natykała się wieczorem w łóżku na obcego mężczyznę.
Trzecia warstwa to procesy, które również są opisane bardzo dokładnie. Dowiemy się kto oskarżał kogo i na jakiej podstawie. Jak dochodziło do oskarżeń, jak wyglądało przesłuchiwanie, jakie były kary i tortury. Przyznam szczerze, że w tych momentach trochę odpływałam, bo relacja z takiego przesłuchania potrafiła być dla mnie nużąca. Nie było tego wiele, ale zdarzały się momenty, że czułam się już tym zmęczona. Polowanie na czarownice to było ogromne przedsięwzięcie, w które było zaangażowanych bardzo wiele osób. Zebrać wszystko i opisać tak dokładnie, jak zrobiła to Stacy Schiff, to wielka sztuka. A ona zrobiła to jeszcze w bardzo ciekawy sposób – więc pomimo kilku momentów, w których książka zwalnia, będę ją polecać zawsze i wszędzie.
Udział w polowaniach na czarownice sprawiał, że często sam zaczynałeś czynić to, co czyniły najwstrętniejsze z istot: katolicy, Francuzi lub wiedźmy.
Jeśli tylko chcecie wyjść poza stereotypowe i popkulturowe postrzeganie Salem, koniecznie przeczytajcie tę książkę! Znajdziecie w niej wiele tragedii, cierpienia, przerażających sytuacji i niezrozumiałych czynów. A wszystko wydarzyło się przecież naprawdę. I tak, wiele można zrzucić na zacofanie czy brak wiedzy. Wiele, ale nie wszystko.
♦




[…] Marginesy dwa lata temu wydało też Czarownice. Salem 1692 Stacy Schiff. Napisałam jej bardzo pozytywną recenzję – kiedy myślimy o czarownicach, […]