Tym, co mnie napędza jest wiedza i jej zdobywanie. Uwielbiam wiedzieć, uczyć się nowych rzeczy. To najbardziej doceniam w literaturze (choć oczywiście rozrywka ma również istotne znaczenie). To chciałabym tworzyć na blogu – piszę o książkach, które uczą, staram się dorzucać informacje i ciekawostki okołoksiążkowe, chciałabym też wykorzystać temat ebooków do opowiedzenia ich historii. Bo dużo o nich mówimy, zastanawiamy się co lepsze, dzielimy na zwolenników i przeciwników, roztrząsamy kwestie technologiczne. Ale kto zna nazwisko pana, który ebooki wymyślił? No właśnie.
Książka, jakiej nie znacie
O historii ebooków nie można pisać bez historii książki. Miałam taki przedmiot na studiach i zdecydowanie był jednym z moich ulubionych. Uwielbiam czytać o historii książki, swojego czasu miałam całą półkę książek na ten temat. Potem się ich pozbyłam, a teraz trochę tego żałuję. Zawsze sobie myślę o biednych zwojach i tabliczkach, kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że książka to jest tylko papierowa! Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do tej wersji książki, którą znamy, że trudno nam sobie wyobrazić, że kiedyś było zupełnie inaczej – i że w przyszłości też może być zupełnie inaczej. A przecież kiedy spojrzymy na to z dystansu i odpowiedniej perspektywy, okaże się, że wszystko jest pewnego rodzaju etapem przejściowym. Także forma książki.
Nie wiemy, kiedy powstała pierwsza książka. Wiemy, kiedy ludzie opanowali umiejętność komunikowania się, gromadzenia informacji i ich zapisywania, do dzisiaj zachowało się wiele przykładów – malowidła naścienne, patyczki z karbami z XIII wieku, które służyły jako pokwitowania podatkowe, tabliczki z pismem klinowym, egipskie papirusy, listewki bambusowe, manuskrypty na liściach palmowych. Pisano na kościach, korze, pergaminie, tablicach, w końcu wynaleziono papier. Kiedy myślimy o książce przed oczami staje nam plik połączonych ze sobą kartek, z grubymi okładkami. Wiecie, że ta współczesna forma wywodzi się ze średniowiecznego kodeksu, który zastąpił wcześniejsze zwoje? Pozostaje zadać sobie pytanie, co zastąpi książkę dzisiejszą. Czy może to już nastąpiło i są to właśnie ebooki?
Historia książki jest fascynująca, bo to nie tyko historia przedmiotu, ale opowieść o rozwoju człowieka i jego relacji ze światem. Książki zmieniały się razem ze światem i świat zmieniał się razem z książkami. W nich odbijało się wszystko i śledzenie ich przemian daje nam całkiem niezły obraz danych czasów. Bardzo polecam sobie o tym poczytać, jeśli chcecie mogę przygotować Wam listę lektur.
Kto wynalazł ebooka?
Powstanie pierwszych komputerów i później sieci internetowej umożliwiło dzielenie się plikami. Powstanie ebooków było kwestią czasu. I jak to zazwyczaj bywa z wynalazkami zmieniającymi świat, mają wielu ojców i wiele matek.
Jedną z kandydatek jest Ángela Ruiz Robles, która w 1949 roku stworzyła Enciclopedia Mecánica, urządzenie zawierające teksty i grafikę na szpulach. Motywacja Robles wynikała z chęci zmniejszenia ilości książek noszonych przez jej uczniów. Po planach rozwoju urządzenia widać, że doskonale wiedziała co robi – wersja końcowa urządzenia miała obejmować nagrania dźwiękowe, szkło powiększające, kalkulator i lampkę elektryczną do nocnego czytania. Brzmi dobrze, prawda?

Innym kandydatem do miana wynalazcy ebooka jest włoski ksiądz, Roberto Busa. Jego Index Thomisticus nie jest jednak samodzielną publikacją, raczej narzędziem do wyszukiwania tekstów w dziełach Tomasza z Akwinu. Co ciekawe, to właśnie on wymyślił termin hiperłącze (choć i tu ojców jest kilku – wspomnę tylko Paula Otleta, który jest również twórcą Uniwersalnej Klasyfikacji Dziesiętnej, w skrócie UKD, czyli zasad, według których ustawia się książki na półkach w bibliotekach).
Są jeszcze Doug Engelbart i Andries van Dam. Engelbart zaprojektował oN-Line System, pierwszy system, który wykorzystywał hiperłącza (wynalazł też mysz komputerową). Van Dam z kolei był twórcą dwóch projektów – Hypertext Editing System i FRESS, a co ważniejsze, to jego uznaje się za twórcę hasła książka elektroniczna. (Andy z Toy Story dostał swoje imię właśnie po nim!)
Nie można w tym momencie nie wspomnieć o Lemie. W swoim Powrocie z gwiazd z 1961 roku napisał tak: Całe popołudnie spędziłem w księgarni. Nie było w niej książek. Nie drukowano ich już od pół wieku bez mała. A tak się na nie cieszyłem, po mikrofilmach, z których składała się biblioteka „Prometeusza”. Nic z tego. Nie można już było szperać po półkach, ważyć w ręce tomów, czuć ich ciężaru, zapowiadającego rozmiar lektury. Księgarnia przypominała raczej elektronowe laboratorium. Książki to były kryształki z utrwaloną treścią. Czytać można je było przy pomocy optonu. Był nawet podobny do książki, ale o jednej, jedynej stronicy między okładkami. Za dotknięciem pojawiały się na niej kolejne karty tekstu. Ale optonów mało używano, jak mi powiedział robot-sprzedawca. Publiczność wolała lektany – czytały głośno, można je było nastawiać na dowolny rodzaj głosu, tempo i modulację.
Współczesny Gutenberg
Najczęściej jednak mówi się o Michaelu Harcie, który jest twórcą Projektu Gutenberg, jednego z moich ulubionych miejsc w sieci. Pisałam już Wam o nim w części trzeciej o tym, skąd brać darmowe ebooki. Hart będąc na studiach dostał dostęp do uczelnianego komputera z podłączeniem do sieci (to był rok 1971, więc to było coś!). Chciał dobrze wykorzystać ten czas, ale nie bardzo wiedział jak. Kiedy znalazł w plecaku kopię Deklaracji Niepodległości, doznał olśnienia – postanowił sprawdzić, czy będzie w stanie zrobić z komputerem coś nowego, wyjątkowego, coś, co przetrwa ponad 100 lat. Przepisał na komputerze Deklarację i chciał rozesłać ją użytkownikom. Nie mógł tego zrobić, bo takie obciążenie w tamtym czasie zepsułoby Internet. Zostawił więc plik do pobrania przez użytkowników. I tak powstał Projekt Gutenberg. Hart potem zaczął skanować inne dokumenty, projekt zacząć się rozrastać, możliwości były coraz większe – dzisiaj to prawie 60 tysięcy darmowych ebooków.
Czy książki znikną?
Kiedy Projekt Gutenberg nabrał rozpędu, potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Razem z rozwojem i usprawnianiem Internetu, pojawiały się kolejne ebooki, kolejne pomysły i kroki milowe. W 1986 Judy Malloy napisała Uncle Roger, pierwszą książkę z odnośnikami, które prowadziły do innych wydarzeń, w zależności od wyborów czytelnika! A co najlepsze – dzisiaj też możecie to przeczytać! Link macie pod nazwą. W 1990 sprzedawano na dyskietkach pierwszy ebook, w 1992 roku powstaje pierwszy czytnik, w 2000 Stephen King wypuszcza swoją powieść tylko i wyłącznie w postaci ebooka, w 2007 Amazon tworzy Kindle’a. Dzisiaj Internet ma miliardy użytkowników, jeszcze więcej stron internetowych, ebooki stały się równorzędną formą na tyle, że kiedy książka ma tylko formę papierową, da się to odczuć.
Pozostaje pytanie, które postawili Umberto Eco i Jean Claude Carriere – czy książki znikną? Bardzo ciekawie całą sprawę skomentował Łukasz Gołębiewski w Śmierć książki. Jeśli nie znacie, to bardzo polecam! Jaką formę książka przybierze w przyszłości? Możemy zgadywać, ale myślę, że trzeba być Lemem, żeby zgadnąć dobrze. Tak jak w starożytności nie śnili o kodeksach, jak w XIX wieku ludzie nie śnili o komputerach czy telefonach komórkowych, tak my dzisiaj nie możemy mieć pojęcia, co będzie za 100 czy dwieście lat. Możemy się jedynie domyślać, choć tez nikt nam nie zabroni stawiać. Ja nie wyobrażam sobie życia bez książek. Początkowo musiałam nauczyć się czytać ebooki, ale od kiedy znam Legimi, jestem zachwycona. To naprawdę jeden z lepszych wynalazków książkowej teraźniejszości. Choć jeśli chodzi o fotografowanie, to wciąż wolę papierowe książki jako modelki. Myślę też, że e-czytanie czeka każdego, to naturalny kolejny krok po papierze. I przecież wcale nie musimy wybierać – książki w tych dwóch formach wspaniale się uzupełniają.
♦
Wpis powstał we współpracy z



