
Chciałabym Was dzisiaj serdecznie zaprosić na krótką rozmowę z autorką Anną McPartlin. Wiecie, że powieści czytam rzadko, obyczajowe to już w ogóle, ale ona chwyciła mnie za serce absolutnie. Wspaniała, ciepła osoba, bardzo miła i pomocna. Napisała 7 książek, u nas zostały wydane dwie (na razie i mam nadzieję, że szybko się to zmieni). Ostatnie dni Królika zaskoczyły mnie totalnie, a Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu potwierdziły tylko to, że Anna McPartlin ma niesamowitą umiejętność pisania o rzeczach najtrudniejszych. Czy przypuszczalibyście, że będziecie płakać ze śmiechu przy książce o umieraniu? Ja też nie, a tak dokładnie było. Dla mnie absolutne mistrzostwo. Tak jak napisałam w recenzji, uwielbiam takie pisanie, bez sentymentalnego rozmamłania. Anna McPartlin bierze życie i wszystkie tragedie na klatę (a miała co brać!) Akceptuje życie takim jakim jest i nas też do tego namawia. Koniecznie przeczytajcie jej książki! Z rozmowy dowiecie się wielu ciekawych informacji, o samej Annie, o jej inspiracjach. Mnie osobiście bardzo ucieszyła jedna rzecz 🙂 Zapraszam!
♦
Prowadziła Pani alternatywny kabaret, była Pani również stand-uperką przez cztery lata. Co spowodowało, że zaczęła Pani pisać książki?
Jestem taką osobą, która bardzo łatwo się nudzi na scenie, a okazało się, że pisanie nigdy mnie nie nudzi. Do odkrycia tego, że byłam prawdopodobnie bardziej zaangażowaną pisarką niż aktorką, dochodziłam powoli. Pewnego dnia miałam wypadek, zostałam uderzona przez samochód i podczas pobytu w szpitalu zaczęłam myśleć a może mogłabym napisać książkę? Rok albo dwa szykowałam się do zrealizowania tej decyzji i potraktowania na serio, ale kiedy już to zrobiłam, nie było odwrotu.
Czy pisanie takich emocjonalnych książek to łatwe zadanie? Czy przeżywa je Pani bardzo mocno, czy wręcz przeciwnie?
Pisanie dla mnie to najczęściej prosta sprawa, zwłaszcza wtedy, kiedy znam już swoje postacie – wtedy historia po prostu sama się pisze. Jestem bardzo uczuciowa i przeżywam wszystkie emocje swoich bohaterów. Mam takie dni, kiedy siedzę sama w pokoju i ryczę ze śmiechu w jednej chwili, a płaczę w następnej. To nie jest dokładnie najzdrowszy i najnormalniejszy widok, jaki można zobaczyć 😉
Jestem bardzo ciekawa, jak wygląda Pani dzień. Czy ma Pani jakieś pisarskie rytuały, zwyczaje?
Kiedy piszę, mając w głowie jakiś końcowy termin, bardzo często zaczynam pracę około 5.30 rano (!) Pracuję w łóżku, śniadanie jem też w łóżku, podczas pisania. Przerwę robię sobie koło 11. Biorę prysznic, idę na spacer z psami, jem lunch i biorę się z powrotem do pracy (zazwyczaj na sofie, ze śpiącymi psami u boku). Piszę zazwyczaj do około 17-18. Robię kolację i spędzam spokojny wieczór. Kiedyś pisałam przy muzyce, a każda książka posiadała swoją ścieżkę dźwiękową. Teraz jednak wolę i staram się pisać w ciszy.
Jak tworzysz swoje historie?
Zaczynam zawsze od jednego charakteru. Potem buduję inne postacie wokół tego jednego. Historia pojawia się sama. Bo kiedy znam już postacie, historia wynika z nich. Znam pierwszą i ostatnią stronę na pamięć zanim zacznę pisać. Więc wiem, dokąd zmierzam, ale najlepszą częścią jest oczywiście sama droga.
Skąd Pani bierze pomysły na swoje powieści? Są one naprawdę wyjątkowe – pisze Pani o tak trudnych sprawach, a jednocześnie Pani książki są pełne optymizmu i nadziei. Jak to się robi?
Inspiruję się wszystkim. Inspiracją mojej ostatniej książki Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu był klip na Youtubie z programu Ellen Degeneres. Płakała. Opowiadała o chłopcu, który dał w szkole walentynkę innemu chłopcu. Następnego dnia odbiorca kartki przyszedł do szkoły i zastrzelił chłopca, który mu dał tę kartkę. Ellen powiedziała, że życia obydwu tych rodzin zostały zniszczone, jeden chłopiec został zabity, drugi stał się mordercą. Ellen zadała ważne pytanie – czego ten chłopiec uczył się w domu, co sprawiło, że myślał, że właściwą reakcją na walentynkową kartkę od innego chłopca jest zabicie go? To naprawdę bardzo mocno mnie poruszyło i prześladowało przez długi czas. Skąd bierze się nienawiść i brak tolerancji? Co im sprzyja? Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu jest o nietolerancji, osądzaniu innych, strachu i izolacji. Ale jest także o miłości, spokoju, radości i sile. Ostatecznie jestem osobą pozytywną i pełną radości, której po prostu przydarzyło się, że wie trochę o cierpieniu. To stąd właśnie pochodzą światło i mrok w moich książkach.
Pani przepis na szczęście?
Kochać osobę, z którą jesteś. Robić w życiu to, co kochasz i co jest twoją pasją. Nie martwić się tym, czego nie masz i być wdzięcznym za to, co masz.
Co Pani czyta w wolnym czasie?
Właśnie skończyłam czytać książkę irlandzkiej pisarki Liz Nugent. Jej tytuł to Lying in Wait. To jeden z tych kryminałów, które pokazują najczystsze zło w najbardziej wysublimowany sposób. Naprawdę mam nadzieję, że będziecie mieć możliwość przeczytania jej!
Czy ma Pani jakiś pisarki wzór? Autora, który jest inspiracją?
Jest taki pisarz – Roddy Doyle i to właśnie dzięki niemu jestem pisarką. Kiedy przeczytałam jego Barrytown Trilogy, pierwszy raz pomyślałam, że ja też bym mogła napisać książkę. Że potrafiłabym. W dalszym ciągu uwielbiam czytać jego teksty. Bohaterowie napisani przez niego są tak bardzo prawdziwi, wyskakują po prostu ze stron!
Pani książki to wspaniałe opowieści do sfilmowania. Są takie plany?
Tak, właśnie teraz piszę scenariusz na podstawie powieści Ostatnie dni Królika. To bardzo ciekawy proces i cieszę się każdą chwilą takiej pracy.
Napisała Pani 7 książek. Czy kocha je Pani po równo, czy któraś jest wyjątkowa?
Mam miejsce w sercu dla nich wszystkich, dla każdej z innego powodu, ale Ostatnie dni Królika są wyjątkowe i zawsze będą miały kilka punktów więcej. Postać Molly Hayes jest hołdem dla mojej teściowej, Terry McPartlin. Jest bardzo wiele Terry w Molly. Terry zmarła na początku tego roku, więc praca z tekstem Królika pozwala mi ją mieć cały czas przy sobie.
Jakie są Pani literackie plany?
Niedawno napisałam książkę dla dzieci, która jedzie teraz na Targi Książki we Frankfurcie, więc zobaczymy, jak to wszystko wyjdzie. Przez jakiś czas myślałam nad pisaniem książek dla dzieci, więc w tym roku postanowiłam to spełnić. Jak tylko skończę scenariusz do Królika, zaczynam kolejną powieść, ale więcej nic nie zdradzę. To był bardzo zajęty rok.
Czy jest jakaś rzecz w byciu pisarką, którą lubi Pani najbardziej?
Uwielbiam wszystko! To, że pisanie to mój zawód przez ostatnie 10 lat to prawdziwy przywilej.
Na koniec chciałam zapytać o reakcje czytelników na Pani książki. Czy ma Pani wrażenie, że Pani książki sprawiają, że świat jest lepszy?
Dostaję mnóstwo bardzo miłych listów. To niesamowicie mnie cieszy, kiedy ktoś dzieli się ze mną swoją osobistą historią, ponieważ historia, którą przeczytali ich dotknęła i wzruszyła. A co do drugiego pytania – chciałabym. Mam nadzieję, bo to bardzo miła rzecz, do której można dążyć.
♦
Razem z wydawnictwem HarperCollins mamy dla Was trzy egzemplarze Gdzieś tam w szczęśliwym miejscu <3 Piszcie w komentarzach, jakie jest Wasze najszczęśliwsze miejsce, a ja 26 października wylosuję (bądź wybiorę, wszystko zależy od odpowiedzi) nowych właścicieli 🙂 Powodzenia!

♦
A ja bym na koniec jeszcze chciała serdecznie podziękować Regałowi Nowości i Pani Karolinie, dzięki której miałam w ogóle przyjemność zapoznać się z książkami McPartlin. Bo sama nie jestem tak do końca przekonana, czy bym na nią wpadła! Zatem dziękuję! :*

Najszczęśliwsze miejsce? Długo zastanawiałam się gdzie to jest. W końcu zrozumiałam, że nie potrafię wybrać jednego. Moim najszczęśliwszym miejscem jest siodło, w którym mam szansę poczuć się prawdziwie wolna, są nim ramiona ukochanego chłopaka w których mam szansę poczuć się prawdziwie kochana i jest nim dom. Miejsce w którym mam szansę poczuć się prawdziwie bezpieczna. To oznacza, że chyba jestem prawdziwą szczęściarą mając trzy najszczęśliwsze miejsca.
Pozdrawiam,
Donka.reads 🙂
Wyślij mi swój adres na priva! 🙂
Aaaa! Super <3
Już wysłałam meila 🙂
Moje szczęśliwe miejsce jest w uśmiechu mojego dziecka. Jasne, mam swoje ulubione miasta, ulubione miejsca (jak wanna czy łóżko, o ile jestem tam z książką), ale jeśli mam być szczera same ze sobą, to muszę przyznać, że absolutnie nic, żadna moja pasja czy przyjemność (książki, książki 😉 książki) nie może się równać z tym, co czuję, patrząc na jego radość. Mogąc dzielić szczęśliwe chwile z moim chłopcem, jestem po wielokroć szczęśliwsza.
Najwcześniejsze miejsce, hmmm, mogłabym wymieniać chyba do późnego wieczora.
Jednak jedynym z tych najbardziej szczęśliwych, pięknych i magicznych jest pokój mojego młodszego brata, kiedy to wieczorami prosi, żeby mu poczytać.
Moimi najszczęśliwszymi miejscami są mój dom i biblioteka. Dom, w którym otacza mnie cudowna wielopokoleniowa (jest nas aż 5 pokoleń pod jednym dachem!) rodzina. Rodzina, na którą zawsze mogę liczyć, która zawsze mnie wspiera. Jestem szczęśliwa w domu, w którym codziennie jest gwarno, radośnie, każdy dla każdego znajdzie dobre słowo i chwilę na pogaduchy. Uwielbiam słuchać opowieści moich pradziadków, czasem zabawnych a czasem przerażających jak ich wspomnienia z wojny, ale kocham też wygłupy z najmłodszym pokoleniem- moimi siostrzeńcami- ich rumiane buźki i cudne uśmiechy 🙂 Drugim miejscem jest biblioteka gdzie czuję cudowny zapach starych książek, widzę sfatygowane okładki i tak czasem myślę, kto przede mną czytał dane dzieło… W bibliotece szukam a co ważniejsze odnajduję chwile wytchnienia i spokoju, tylko ja i regały pełne cudowności… Tak, to są moje szczęśliwe miejsca….
Wyślij mi swój adres na priva!
Bardzo ciekawy wywiad ^^
A ja mam takie miejsce tutaj, gdzie teraz mieszkam – mam 5 minut spacerkiem nad morze, swoją górkę do czytania na wydmach i święty spokój, bo moi sąsiedzi to sami Holenderzy i nie rozumiem ani słowa 😀 W dodatku okazało się, że morze jest bardzo tajemnicze i inspirujące, a zawsze wydawało mi się nudne, bo to nie góry 😉
Moje najszczęśliwsze miejsce jest tam gdzie jest mój 4-letni łobuz ❤ Nie ważne czy zarządzi grać “mecz” i muszę stać na bramce, koniecznie w rozkroku i zginać nogi w kolanach. Albo iść na koniec miasta, bo tam jest lepszy plac zabaw. Albo bawić się w “walkę” i wydawać przy tym dziwne odgłosy. Albo siedzieć obok niego i razem z nim oglądać bajki ❤ Jak mój Malec jest szczęśliwy to ja też ❤ A wieczorem gdy już śpi to leżę obok niego i czytam i wtedy to jest dla mnie kolejne najszczęśliwsze miejsce na ziemi ❤
Szczęście ma różne oblicza, raz miejscem jest, raz uśmiechem,
czasem powiewem wiatru, niekiedy przeszłości echem.
Gdy myślę o miejscu szczęśliwym, to widzę różne obrazy:
raz przeszłość, raz teraźniejszość, a czasem przyszłości bez skazy…
Ośnieżone dachy, ulice i drzewa,
ciepły blask choinki, ktoś kolędy śpiewa.
Mała kuchnia babci, wokół zapach ciasta,
miska pełna masy na kolanach dziecka.
Pamiętam to dziecko, pamiętam smak masy…
W sercu chcę zachować te minione czasy.
Przeminęły święta i te słodkie chwile,
dziś w szczęśliwej wizji latają motyle.
Wśród zapachu lata i trawy skoszonej,
w towarzystwie mojej książki ulubionej,
leżę, a wiatr buja pasiastym hamakiem.
Chcę tak tylko leżeć, czuć się wolnym ptakiem.
Ostatni szczęśliwy zakątek to wizja przyszłości,
z dala od miasta zgiełku i nieproszonych gości.
Widzę zielone lasy, drewniany domek w górach
i siebie, w miękkim fotelu, z głową wysoko w chmurach.
Siedzę i składam litery w słowa, zdania, historie.
W kominku płonie ogień, ktoś leży tuż koło mnie…
Wyślij mi adres na priva! 🙂
Moje najszczęśliwsze miejsce znajduje się obok mojego mężczyzny. Dla wielu może się to wydać niezwykle banalne, ale to mój azyl, w którym jestem całkowicie sobą, nikogo nie udaję, nie potrzebuję naklejać uśmiechu na usta, kiedy nie czuję się szczęśliwa. To miejsce wypełnia mnie spokojem, daje siłę do życia i jest źródłem niezwykłych emocji. Rzecz jasna nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, czasem Jego obecność przyprawia mnie o złość, ale mimo wszystko ostatecznie zawsze podążam drogą do tego miejsca.
Gdybym miała wskazać kolejne szczęśliwe miejsce, byłoby nim to, w którym są moi przyjaciele. Osoby, na których zawsze mogę polegać, które wskazują drogę, podają pomocną dłoń i ofiarują uśmiech.
Jak widać moje szczęśliwe miejsce to ludzie, których kocham.
Moje najszczęśliwsze miejsce znajduje się obok mojego mężczyzny. Dla wielu może się to wydać niezwykle banalne, ale to mój azyl, w którym jestem całkowicie sobą, nikogo nie udaję, nie potrzebuję naklejać uśmiechu na usta, kiedy nie czuję się szczęśliwa. To miejsce wypełnia mnie spokojem, daje siłę do życia i jest źródłem niezwykłych emocji. Rzecz jasna nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, czasem Jego obecność przyprawia mnie o złość, ale mimo wszystko ostatecznie zawsze podążam drogą do tego miejsca.
Gdybym miała wskazać kolejne szczęśliwe miejsce, byłoby nim to, w którym są moi przyjaciele. Osoby, na których zawsze mogę polegać, które wskazują drogę, podają pomocną dłoń i ofiarują uśmiech.
Jak widać moje najszczęśliwsze miejsce to ludzie, których kocham ❤
Moim najszczęśliwszym miejscem na ziemi jest pewien wyjątkowy zakątek Polski, w którym raz do roku przez kilka dni zamieszkują najszczęśliwsi ludzie. Jest to Przystanek Woodstock. Po pierwsze dlatego, że chyba nie ma osoby, która nie przyjeżdżałaby tam z pozytywnym nastawieniem. Gdy tylko pojawiałam się na miejscu, od razu witały mnie uśmiechnięte twarze ludzi, niektórzy się witali, inni zagadywali, a jeszcze inni przybijali piątki. To nie byli zwykli ludzie – to byli PIĘKNI ludzie, którzy chcieli dzielić się dobrymi emocjami. Po drugie nigdzie na świecie nie spotkałam się z taką tolerancją dla drugiego człowieka. Nieważne jest to, że ktoś ma inne poglądy, kolor skóry czy mówi innym językiem, słucha muzyki nie takiej jak my. Gruby, chudy, łysy, włochaty, ładny, brzydki – nie istnieją tam takie podziały, każdy jest tam widziany przede wszystkim jako człowiek, który chce się podzielić z nami czymś dobrym, i z którym my też możemy się podzielić tym samym. Można być dosłownie totalnym dziwakiem, a i tak zostanie się zaakceptowanym w tej “małej” społeczności. Po trzecie – odczuwa się tam swobodę bycia sobą, nie trzeba udawać kogoś innego, nie trzeba stwarzać pozorów. Z tych powodów Woodstock jest moim najszczęśliwszym miejscem, bo według mnie szczęście to otaczanie się ludźmi, którzy czują to samo i potrafią obdarowywać dobrymi, pozytywnymi emocjami.
Moje najszczęśliwsze miejsce znajduje się obok mojego mężczyzny. Dla wielu może się to wydać niezwykle banalne, ale to mój azyl, w którym jestem całkowicie sobą, nikogo nie udaję, nie potrzebuję naklejać uśmiechu na usta, kiedy nie czuję się szczęśliwa. To miejsce wypełnia mnie spokojem, daje siłę do życia i jest źródłem niezwykłych emocji. Rzecz jasna nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli, czasem Jego obecność przyprawia mnie o złość, ale mimo wszystko ostatecznie zawsze podążam drogą do tego miejsca.
Gdybym miała wskazać kolejne szczęśliwe miejsce, byłoby nim to, w którym są moi przyjaciele. Osoby, na których zawsze mogę polegać, które wskazują drogę, podają pomocną dłoń i ofiarują uśmiech.
Jak widać moim najszczęśliwszym miejscem jest to, gdzie są ludzie, których kocham ❤