Wyspa

wyspa-czyli-usprawiedliwienie-bezsensownych-podrozy-b-iext31640656

Wyspa czyli usprawiedliwienie bezsensownych podroży Wasilija Gołowanowa to książka niespodzianka. Spodziewałam się reportażu, do jakiego przyzwyczaiły mnie moje wcześniejsze lektury, chociażby ostatni Hen Ilony Wiśniewskiej. Takiego, który opisuje inną rzeczywistość, robi to w sposób literacki, ale konkretny. Ta inna rzeczywistość jest przedstawiana z dwóch perspektyw – poprzez indywidualne losy jednostek, pokazanie ich codzienności, losów, tego, co jest dla nich ważne. Z drugiej strony jest tło historyczne, przekrój przez dzieje w szerszej perspektywy, który pozwala zrozumienie danego miejsca.

Wyspa jest zupełnie inna. Musiałam się najpierw z nią oswoić. Dopiero kiedy to zrobiłam, zaczęłam ją doceniać, cieszyć się nią, dałam się wchłonąć. Trzeba ją czytać powoli, uważnie, podczas lektury więcej czuć niż myśleć, co jest przecież dosyć trudne. A rosyjski świat dodatkowo nie ułatwia sprawy, bo zrozumieć i ogarnąć rosyjską duszę jest w zasadzie niemożliwe.

Wasilij Gołowanow zapragnął odbyć podróż życia. Podróż, która uratuje go od coraz mocniejszego poczucia bezsensu. Miejscem, które go przyciągnęło była wyspa polarna Kołgujew. Leżąca na Morzu Barentsa, zamieszkana przez około 200 osób z główną i jedyną miejscowością Bugrino, jest jednym z najtrudniejszych i najsurowszych miejsc do życia. Takie miejsca są dla mnie fascynujące, posiadają niezwykłą, przyciągającą moc i jakąś pierwotną prawdę w sobie. I dla autora również, choć on rozprawia się z tą magią i romantycznością.  Z tego, co czytałem na temat Północy, wynikało, że można tam odnaleźć ślady owego pierwotnego piękna. Przekonałem się jednak, że będę miał raczej do czynienia z czymś bardzo uciążliwym, może nawet niebezpiecznym, jak ten nóż w ręku pijanego. 

Nie jest to zapis podróży, nie jest to opis nieznanej nam rzeczywistości, z którego dowiemy się, jak tam się żyje. To zapis uczuć, emocji i myśli, które towarzyszyły Gołowanowi podczas tej wyprawy. Autor snuje rozważania o przemianach i cyklach przestrzeni/czasu. Pisze o historii odkrywania, o tym, że dzisiaj na mapach już nie ma białych plam i że trudno być odkrywcą. 

Podróżnicy XX wieku szukają nie rozwiązań zagadek, ale samych zagadek, albo, w najgorszym wypadku, przygód na swoją biedę, żeby ratować ludzkość przed koszmarem wszechwiedzy i samozadowolenia. 

Wspomina o wyspach, tych rzeczywistych i tych znanych z literatury. Pisze o tym, że wyspa ma swój znakomity poetycki rodowód i że pierwsze określenia, jakie przychodzą do głowy, kiedy mówi się o wyspie to odrębność, odmienność, niedostępność, tajemnica. Duchowym przewodnikiem jego wyprawy został Aubyn Trevor-Battye, pierwszy badacz i Europejczyk, który mieszkał na Kołgujewie trzy miesiące i przedstawił wyspę światu. Gołowanow snuje rozważania o cywilizacji, o odkrywaniu, o potrzebie nazywania rzeczy, katalogowania i poznawania rzeczywistości. O przemianach w kulturze, o wpływie kultury zachodniej na Nieńców.

Przede wszystkim sądzę, że to niepohamowane, natarczywe zainteresowanie, z jakim my, „cywilizowani” uganiamy się za wszelkimi osobliwościami innego narodu, chcąc je obejrzeć, a w miarę możliwości nimi zawładnąć, usprawiedliwiając ten pęd „nauką”, wyrządził im z niczym nieporównywalne szkody.

Mało w tej opowieści jest rzeczywistego Kołgujewa. Poznajemy ludzi, którzy tam mieszkają, poznajemy ich historie, ale wszystko to jest opatulone w poetyckie rozważania, w jakąś nadnaturalność i duchowość. Jeśli chcemy faktów, musimy je sobie sami wyłuskać z tej poetyckości. Zaskakująca to książka, ale warto dać się jej porwać. Im dalej czytamy, tym więcej zauważamy, autor wciąga nas w swoje rozważania, zaczynamy zastanawiać się razem z nim. Ja chcę zrozumieć, z czego składa się ludzkie życie, co się pamięta do starości, co jest najważniejsze pisze Gołowanow. I o tym jest ta książka, a wyspa Kołgujew jest w zasadzie tylko pretekstem. Pretekstem do bezsensownej podróży, ale przecież tak ważnej.  Po lekturze pozostaje życzyć, żeby każdy z nas odbył chociaż raz w życiu taką bezsensowną podróż.

I o ile Wyspa jest świetną lekturą, mimo wszystko chciałabym, żeby ktoś napisał o Kołgujewie konkretny reportaż. Bo Wyspa rozbudziła we mnie olbrzymie zainteresowanie tym miejscem i chciałabym się dowiedzieć czegoś więcej o życiu tam.

Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję

literackie wydawnictwo, książki, recenzja, diana chmiel

I razem z Wydawnictwem mamy dla Was jeden egzemplarz Wyspy! Napiszcie w komentarzu, w jaką bezsensowną podróż chcielibyście się udać 🙂 Za tydzień w środę wybiorę jednego szczęśliwca, do którego pofrunie książka 🙂

 

  • Zawsze chciałam zobaczyć Islandię. Chłodne klimaty i zjawiskowa zorza polarna to coś, co do mnie przemawia. Ale najważniejsze byłyby w tej wyprawie trzy punkty:
    1. Napić się piwa w zapyziałej knajpie w Rejkiawiku, za towarzystwo mając kilku brodaczy we wzorzystych sweterkach.
    2. Uścisnąć rękę bogini krzyku Björk.
    3. Zobaczyć formację skalną Dimmuborgir, która według legend jest wrotami do królestwa Lucyfera i dała nazwę mojej ulubionej kapeli black metalowej.

  • Pingback: ()