
Po skończonej lekturze będziesz lepiej rozumieć, dlaczego pogląd, że mamy jakiekolwiek pojęcie, o co w tym wszystkim chodzi albo w jaki sposób tak naprawdę funkcjonuje wszechświat, jest po prostu absurdalny. Z pozytywów: będziesz mieć przynajmniej jakieś pojęcie, dlaczego nie mamy pojęcia.
W tym sezonie mamy trzy najbardziej wybijające się trendy książkowe – skandynawski, przyrodniczy i kosmiczny. Chciałabym napisać, że skandynawski już powoli się kończy, ale co zadziwiające – nieważne ile książek o tytule Hygge albo Lagom wyjdzie, ludzie i tak je kupują/czytają. Ale trend przyrodniczy i kosmiczny cieszą mnie ogromnie i naprawdę chciałabym, żeby tak zostało już na zawsze. Nawet jeśli autorzy czy wydawnictwa wykorzystują temat (Sekretne życie krów jest takim wykorzystaniem – książką wydaną tylko dlatego, że jest trend. A mogła być taka dobra!), to mi to nie przeszkadza. Bo nawet z najgorszej książki o przyrodzie człowiek może się czegoś nauczyć.

Najbardziej jednak podoba mi się trend kosmiczny. Już wielokrotnie pisałam, że jestem umysłem humanistycznym, a z matematyką i fizyką zdecydowanie mi nie po drodze. Ale też wspominałam Wam o moim uwielbieniu dla popularyzatorów nauki, tych ludzi, którzy sprawiają, że niezrozumiałe staje się zrozumiałe – a co więcej, staje się fajne i zabawne! Mam ogromny szacunek do ludzi, którzy są tak niesamowicie mądrzy, a do tego normalni i chętnie się dzielą swoją wiedzą, sprawiając, że nauka nagle wydaje się najfajniejszą sprawą na ziemi 🙂
A moimi nowymi bohaterami zostają Jorge Cham i Daniel Whiteson, autorzy książki Nie mamy pojęcia. Chama możecie znać, bo jest autorem pasków komiksowych Phd Comics i w książce odpowiada oczywiście za rysunki, a autor tekstu, Daniel Whiteson jest profesorem fizyki. Nie będzie przesadą jeśli napiszę, że to jedna z lepszych popularnonaukowych książek jakie czytałam. A czytałam ich już naprawdę sporo (choćby ostatni Wszechświat w twojej dłoni, który również zachwyca). Ale tutaj pojawiają się dodatkowe elementy. Przede wszystkim połączenie tekstu z ilustracjami – to zawsze się sprawdza, a zwłaszcza z takimi, które nie są jedynie przedstawieniem słów, a ich uzupełnieniem i dodatkową treścią. Poza tym fizyka chyba nigdy nie była taka łatwa, tak przystępnie wytłumaczona i tak zrozumiała. Duży wpływ mają na to autorzy i sposób ich opowiadania i przekazywania treści. Główną ideą książki (jak sam tytuł wskazuje) jest to, że nie mamy pojęcia. Książka nie odpowie na żadne nasze pytania, a wręcz przeciwnie – sprawi, że tych pytań pojawi się więcej. Dzięki autorom i ich spojrzeniu na temat podchodzimy do niego na luzie i z dystansem – w końcu i tak nie mamy pojęcia, więc co się będziemy przejmować 😉 No i kolejna, kluczowa sprawa – poczucie humoru! Od samego początku dowcip wręcz się wylewa z każdej kartki, a żart goni żart. A to naprawdę nie mogło być łatwe – w końcu to książka o fizyce!

Wydaje mi się też, że poczucie humoru prezentowane w książce jest dosyć uniwersalne – nawet jeśli znajdziecie w niej kilka sucharów (do czego autorzy radośnie sami się przyznają), po prostu czytajcie dalej. Te wszystkie wymienione wyżej rzeczy są powodem, dlaczego ta książka tak bardzo mi się podoba. Zrobili to idealnie – tabelka z możliwymi dalszymi losami Wszechświata i odpowiadającymi im emoji jest mistrzostwem! Znajdziemy też w książce przedstawianie zjawiska rozszerzania się Wszechświata poprzez analogię ciastka z rodzynkami, pojawia się Cthulhu i Potwór Spaghetti, lamotorando, argentyńska telenowela i koty! Bo przecież żadna dobra książka o fizyce nie może obejść się bez kotów! Nie pamiętam, czy śmiałam się tak przy jakiejkolwiek książce o fizyce, a to chyba największy komplement, jaki można napisać.
Ale żarty żartami – pośród nich znajdziemy całkiem poważną wiedzę. Jest jednak na tyle przykryta swobodnym stylem i kotami latającymi po Wszechświecie, że nawet największy przeciwnik fizyki nie będzie miał problemu z jej przeczytaniem, przyswojeniem wiedzy, a być może nawet jej polubieniem. Gdybym przeczytała tę książkę będąc w szkole, pewnie nigdy bym nie powiedziała, że nienawidzę fizyki 🙂 Nie mamy pojęcia powinno być oficjalną lekturą w szkole na lekcjach tego przedmiotu!

Tematyka, jaką poruszają autorzy w książce jest dosyć podstawowa. Ale z drugiej strony jaka miałaby być, skoro jak sami mówią, znamy jedynie 5 % z całego Wszechświata, a raptem o 27% wydaje nam się, że coś wiemy. Pada oczywiście pytanie, czy jesteśmy sami we Wszechświecie, dowiemy się dlaczego mechanika kwantowa nie radzi sobie z grawitacją, poznamy tajemnice masy, co to jest przestrzeń i czas, i o co chodzi z wymiarami. Dla tych, którzy poczują pęd wiedzy i będą chcieli się dowiedzieć czegoś więcej, autorzy przygotowali bibliografię z wieloma odnośnikami – czy to do książek czy do stron internetowych.
Ostatecznie okazuje się, że umiemy odpowiadać na pytania jak?, ale nie do końca radzimy sobie z dlaczego? Cham i Whiteson pokazują paradoksy, wątpliwości, sprzeczności, sytuacje, w których nie otrzymujemy odpowiedzi na nasze pytania, a jedynie kolejne pytania. To fascynujące i jednocześnie wymaga sporej osobistej odwagi – przyznać się, że nie ma się pojęcia. Lubimy jednak myśleć o tym, że jakoś ogarniamy – i świat, i naukę, że wiemy, o co w tym wszystkim chodzi. Tak naprawdę nie wiemy, ale przecież się staramy – a to też się liczy. Kiedyś naukę traktowało się śmiertelnie poważnie. I choć to poważna sprawa, nie znaczy, że cały czas tak musi być traktowana. Dlatego tak bardzo lubię wszelakich popularyzatorów nauki – oni wiedzą, że nawet jeśli coś jest poważne, może być traktowane lekko i z poczuciem humoru. Wiedzą też, że to najlepszy sposób, żeby przekazać tę poważną (i często bardzo trudną) wiedzę ludziom i przede wszystkim młodym, by zaszczepić w nich ciekawość. Po tej książce fizyka i cały świat wokół już nigdy nie będą takie same!
♦

Również uwielbiam takie książki :)! Tak jak Ty jestem humanem i nie ogarniałam fizyki (choć uważam, że jest bardzo ciekawa), więc z chęcią poszerzę swoją wiedzę dzięki “Nie mamy pojęcia”. Czekam na przesyłkę od wydawnictwa, mam nadzieję, że niedługo dotrze 😉
Jestem fanką ich komiksów. Niedługo będę w Polsce i chyba będę wracać z nadbagażem przez książki.
Zapowiada się bardzo ciekawie. Pamiętam, że swego czasu po lekturze “Nauki Świata Dysku” postanowiłem sobie, że będę czytał więcej takich książek – polowałem nawet na książki współautorów – ale koniec końców niemal nic z tego nie wyszło.
[…] nie jest to książka łatwa. Na pewno nie tak fajna i śmieszna jak Nie mamy pojęcia. To książka astrofizyka – i choć ten astrofizyk ma poczucie humoru i luzackie podejście do […]
[…] zachwycił mnie Wakacyjny przewodnik po układzie słonecznym, a jeszcze wcześniej Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie. Wszechświat w twojej dłoni to wyjątkowa kosmiczna podróż. Pozostałe dwie jeszcze […]
[…] 11. Nie mamy pojęcia. Przewodnik po nieznanym wszechświecie – Jorge Cham, Daniel White… […]