Duża ryba

f-duza-ryba

 

W tej historii zbiega się wiele rzeczy, które lubię. Okoliczności spotkania się z książką też są takie, jakie lubię. Najpierw był film. Wyreżyserowany przez Tima Burtona, jednego z moich ulubionych reżyserów. Na pewno znacie jego filmy i doskonale wiecie, jak piękne, kolorowe i plastyczne potrafią być. Uwielbiam jego stylistykę. Kiedy oglądałam Big fish nie miałam pojęcia, że jest książka, później też mi to jakoś umknęło. Film stał się jednym z ulubionych, historia została i w głowie i w sercu. A ostatnio, całkiem przypadkiem wpadłam na książkę! (jak na mola książkowego, chyba zbyt często wpadam na książki, o których nie miałam pojęcia). I jak to w takich przypadkach bywa – bałam się ją przeczytać, bo film był doskonały. Ale oczywiście przeczytałam 🙂 I chyba zaliczę ją do grupy książek dobrych z bardzo dobrą ekranizacją. Dlaczego? Już piszę, ale najpierw dosłownie jedno zdanie o fabule.

Syn przyjeżdża do umierającego ojca, by się pożegnać – tak można by streścić Dużą rybę. I mimo że to prawda, nie należy robić tego w taki sposób. Ta prosta, życiowa historia zawiera w sobie tyle niuansów, tyle odcieni i znaczeń, że warto poświęcić jej dłuższą chwilę i spróbować dostrzec to, co między wierszami. Bo Edward Bloom, umierający ojciec,  to postać nietuzinkowa. Jego opowieści zabierają nas do tajemniczych krain, pozwalają obcować z nadprzyrodzonymi postaciami, każą wierzyć w miejsca, gdzie żyją ludzie o dwóch głowach i istnieją bałwany wysokie na 16 stóp. A sam Edward Bloom to ktoś, do kogo kury przychodzą na kolana znosić jajka, jest tak szybki, że potrafi dotrzeć na miejsce, zanim wyruszył, jest nadzwyczaj silny, a w jego życiu pojawił się nawet epizod uratowania wioski od olbrzyma. Uratował też niejedno życie, a jego pogodne usposobienie i uśmiech przyciągały do niego ludzi. Brzmi jak bajki? Wyobraźcie sobie dorastać sobie z takim ojcem 🙂 William jako dziecko na pewno był zachwycony opowieściami ojca. Przypuszczam, że w miarę dojrzewania, historie ojca wzbudzały w nim coraz większą niechęć i zniecierpliwienie, zwiększały dystans między nimi, bo chłopiec przestał w nie wierzyć, a ojciec nie umiał przestać opowiadać. Teraz, na łożu śmierci, dorosły już William chce się dowiedzieć od ojca, które z jego opowieści były prawdziwe. Czy w ogóle cokolwiek, co słyszał od ojca przez całe swoje życie, było prawdziwe? Williamowi wydaje się, że ojciec jest dla niego obcym człowiekiem, który anegdotą zasłania swoje prawdziwe ja.

13652009_922008087925171_332006619_n

Duża ryba jest cudowna. To współczesna bajka, z którą możemy zrobić wszystko. Możemy w nią uwierzyć, możemy ją odrzucić. Możemy się nią zachwycić, możemy wyciągnąć dla siebie wiele lekcji. Jest uniwersalna, traktująca o najważniejszych sprawach ludzkich, a jednocześnie lekka i przyjemna. Zawsze podziwiam tę trudną sztukę pisania o rzeczach skomplikowanych w tak prosty sposób. Każdy rozdział to praktycznie osobna bajka, opowiadana przez Edwarda, a wszystkie jego opowieści składają się na obraz człowieka, który chciał być wielki. Czy mamy prawo fantazjować i wymyślać, czy raczej powinniśmy trzymać się rzeczywistości? A może jest jakaś granica, której raczej nie powinniśmy przekraczać? Jaki jest najlepszy sposób okazywania uczuć najbliższym? A przede wszystkim – co w życiu jest tak naprawdę ważne? Z książki możecie wyciągnąć dla siebie odpowiedzi na te pytania. Sama książka zachwyciła mnie swoją formą. Wallace (i polski tłumacz) przyłożyli się do tego, aby czytając ją, mieć wrażenie czytania nie opowieści o bajkach, ale samej bajki. Pojawiają się elementy i zwroty zarezerwowane tylko dla bajek, zabrakło chyba tylko zwrotu Za górami za lasami 🙂

Problemy zaczynają się w momencie, kiedy zaczniemy porównywać książkę do filmu. Nie umiem wyrzucić filmu z głowy, a w tym porównaniu niestety książka przegrywa. Jestem ciekawa swoich wrażeń, gdyby kolejność była odwrotna. Największa różnica między filmem a książką to nacisk na główne przesłanie, główny temat opowieści. W książce większe znaczenie mają relacje międzyludzkie. Opowieści Edwarda są ciekawe, ale my cały czas poza nimi dostrzegamy zwykłego człowieka, z problemami, z trudnym życiem, zmęczonego i walczącego o lepsze jutro. Radzącego sobie najlepiej jak umie, próbującego pogodzić życie rodzinne z potrzebą wolności i włóczęgi. Film daje większe możliwości, jeśli chodzi o mityczne przygody Edwarda. Możemy zobaczyć te wszystkie rzeczy, o których Edward opowiada. Przez to pojawia się wrażenie, że w filmie jest więcej magii. Burton jest mistrzem w pokazywaniu wszystkiego co magiczne i nadprzyrodzone. Tutaj miał naprawdę duże pole do popisu – i to wykorzystał.

Podsumowując – Duża ryba to uniwersalna historia o ludziach, ubrana w ładne szaty bajki. Dla każdego z nas ojciec był w pewnym momencie życia bohaterem, postacią mityczną, dużą rybą. Edward Bloom chciał pozostać nią na zawsze, a nam pozostaje opowiedzieć się po jednej z dwóch stron – albo uznamy go za nieodpowiedzialnego szaleńca albo damy mu prawo do marzeń i prób ich realizacij.  A patrzenie na życie przez magiczne okulary może się okazać całkiem niezłym zajęciem. 

  • Film oglądałam już jakiś czas temu ale nie wiedziałam, że książka też jest. Aż musiałam wpisać tą propozycję do swojej listy książek, bo film mi się bardzo podobał i jestem ciekawa jak jest z książką 🙂

    • Jak przeczytasz, daj znać jak wrażenia 🙂

  • Też uwielbiam Tima Burtona, niestety „Duża ryba” strasznie mnie znudziła i jak dotąd nie udało mi się dokończyć tego filmu. Może jeszcze się za niego zabiorę, ale raczej nie sięgnę po książkę 🙂

    • O, to zdecydowanie nie sięgaj po książkę 🙂 Jeśli film Cię znudził, to książką raczej będziesz pogardzał 😉 Chociaż ktooo wieeeee…

  • Uwielbiam film!