Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?

czy bóg wybaczy siostrze bernadetcie, reportaż, justyna kopińska, non fiction, zakon, religia, polska

„Bo dorośli zwykle chcą słyszeć wszystko oprócz prawdy”

Kiedy czytamy powieści, o najgorszych nawet rzeczach, zawsze możemy sobie wytłumaczyć,  że ktoś to wymyślił, że to fikcja. Przy reportażach niestety nie mamy już tego luksusu – musimy zmierzyć się z opisanymi wydarzeniami, biorąc je na klatę i ze świadomością, że to zdarzyło się na prawdę. W naszym świecie, w naszym mieście, obok nas, za ścianą. Że ludzie, których nieraz znamy, stają się bohaterami opowieści, od której włos się jeży na głowie, a czytelnik potrząsa z niedowierzaniem głową podczas czytania.

Nie pamiętam, czy kiedyś bałam się zacząć czytać jakąś książkę. Przy tej, wiedząc jaki jest temat, i będąc uprzedzona przez czytelników, że książka jest traumatyczna, autentycznie bałam się zacząć. Tym większy mam podziw i szacunek dla autorki Justyny Kopińskiej, że ” na żywca” zmierzyła się z tą historią. Po przeczytaniu natomiast odłożyłam na chwilę napisanie recenzji, żeby ochłonąć i spojrzeć na wszystko z dystansem. Znaleźć właściwe słowa. Ale nie byłam pewna, czy uda mi się ta sztuka, więc postanowiłam napisać krótko o wrażeniach po lekturze, a nie typową recenzję.

Historia była głośna i każdy, kto ma w domu telewizor albo Internet o niej słyszał lub czytał. Specjalny Ośrodek Wychowawczy w Zabrzu prowadzony przez Zgromadzenie Sióstr Boromeuszek stał się obiektem zainteresowania, gdy jego  dwaj wychowankowie zostali oskarżeni o morderstwo. Podczas śledztwa wyszły nieprawidłowości w prowadzeniu Ośrodka, ale przede wszystkim ktoś w końcu przyjrzał się, jak traktowane są tam dzieci. A to, co tam się działo zszokowało wszystkich. Przemoc, gwałty, molestowanie, znęcanie psychiczne i fizyczne.  Zaczynało się od Sióstr, które „wychowywały” sobie kolejne młode siostry, żeby postępowały tak samo jak one. Manipulacja sięgnęła również dzieci, kiedy niektóre z nich, te sprytniejsze, bardzo szybko zorientowały się, co i jak robić, żeby ustawić się w trochę lepszej sytuacji niż cała reszta. Siostry stanowiły „wzór” dla tych dzieci i tym samym niektórym z nich utrwaliły „wzór postępowania” na całe życie.

Nie wiem nawet od której strony zacząć. Czytamy kryminały, których bohaterowie mają koszmarne wspomnienia z dzieciństwa w sierocińcach; te wydarzenia wpłynęły na ich życia i były głównym motywem popełnianych zbrodni. Okazuje się jednak, że prawdziwe życie pisze zawsze lepsze scenariusze. Wychodząc poza takie uczucia jak niedowierzanie, oburzenie i zszokowanie, warto zwrócić na kilka zagadnień i problemów, z którymi ta książka nas konfrontuje.

Po pierwsze – kwestia religii. Można by na ten temat napisać bardzo dużo, ale ja chciałabym zwrócić uwagę na dwie rzeczy. Okazuje się, że nawet siostry zakonne są tylko ludźmi. Niektóre z tych młodych dziewczyn wstępują do zakonów z prawdziwego powołania, ale niektóre z całkiem innych powodów. W bardzo ładny sposób mamy tutaj zasygnalizowane problemy, które dotyczą wszystkich instytucji totalnych – zakonów, szpitali czy sierocińców. W Ośrodku w Zabrzu zostały połączone dwie instytucje totalne – zakon i sierocieniec. Musiało to doprowadzić do konfliktów, ale skalę przemocy podniosła druga rzecz, o której chciałam napisać – bezwzględna wiara osobom duchownym. Aż nie chce się wierzyć, że dzieci skarżyły się dorosłym, nauczycielom, lekarzom. Przychodziły do szkoły z siniakami, zaniedbane. Nikt nigdy nie zwrócił na to uwagi, a nawet jeśli, to szybko pozbywał się swoich wątpliwości, właśnie ze względu na fakt, że ośrodek był prowadzony przez siostry zakonne. Jakby to zwalniało ich z odpowiedzialności za to, co widzieli.

To prowadzi do drugiej kwestii, którą chciałam poruszyć. Nikt nie wierzył dzieciom. Ich krzywda działa się na oczach wielu ludzi. Ale nikomu z tych ludzi nie mieściło się w głowie, to co było prawdą. Zbyt brutalne? Zbyt okrutne? Nieludzkie? Jedynym powodem, dlaczego tak się stało było to, że dziećmi opiekowały się zakonnice. W tekście pada zdanie „To grzech śmiertelny donosić na osoby duchowne”. I to jest chyba najbardziej bulwersująca rzecz z tej książki. Nie to, że dzieciom działa się krzywda. Nie to, że nie otrzymały pomocy przez tyle lat. Szokuje najbardziej to, że kiedy już wszystko na jaw, kiedy były przedstawione dowody, reakcją ludzi nie był wstyd za dopuszczenie takiej sytuacji i pragnienie poprawy, żeby nigdy więcej do takich sytuacji nie doszło. Nie. Reakcją ludzi w dalszym ciągu było niedowierzanie i niewiara w to, że te wszystkie wydarzenia miały miejsce. W końcu słowo przeciwko słowu, zakonnica przeciw sierocie, często upośledzonej. Wniosek do przemyślenia –  jak łatwo zamykany oczy i nie widzimy tego, co się dzieje pod naszym nosem. Nie chcemy widzieć. Spychamy problemy na innych, udajemy, że ich nie ma. I zazwyczaj to trwa dopóki nie pojawi się jedna osoba z otwartymi oczami i niezgodą na daną sytuację. Niezgodą, pragnieniem i przede wszystkim odwagą, żeby coś zmienić.

Trzecia kwestia, to przebijające z książki zdumienie, że takie rzeczy zdarzają się ciągle w XXI wieku. Dlaczego jesteśmy zdziwieni? Dlaczego sądzimy, że jesteśmy lepsi od ludzi, którzyżyli 20 lat? 50? 100? Dopók będziemy zamykać oczy i udawać, że nic się nie dzieje, takie historie będą pojawiać się cały czas. Nie daje mi spokoju fakt, że byli wychowankowie Ośrodka wielokrotnie kręcili się wokół szkoły, zaczepiali dzieci, obnażali się przed nimi – nikt nic nie zrobił. Ba, możliwe, że nawet nikt nic nie zauważył. Wiadomo, kiedy dziecko pochodzi z biednej rodziny, wychowuje się w biednej dzielnicy i jest otoczone patologią dwadzieścia cztery godziny na dobę, nie biegnie ze skargą do rodzica, rodzic też nie jest zainteresowany tym, co robi dziecko. Ale właśnie od tego są instytucje takie jak szkoła czy ośrodek wychowawczy, żeby to dziecko przygarnąć i dać mu szansę – szansę, której nie dostał rodząc się w takiej a nie innej rodzinie. Niektóre dzieci tak traktowały Ośrodek w Zabrzu, chciały tam być, bo był tam lepiej, niż w miejscu gdzie były wcześniej. Bo dostawały jedzenie, a bicie przecież i tak jest normalne. Niektóre z dzieci były tak spragnione miłości, że winę widziały wyłącznie w sobie, a wszystkie zdarzenia traktowały jako coś normalnego.

Zastanawiam się, co się dzieje z wychowankami. W książce mamy wspomniane, że duża część z nich nie radzi sobie w życiu – zostali naznaczeni przez Ośrodek już na zawsze. Ale kilku jeszcze walczy. Kilku się udało, chociaż i oni czują ciężar przeszłości. Ale najbardziej chciałabym wiedzieć, co się stało z Adamem – tym buntownikiem, który jako jedyny przeciwstawiał się siostrom, chodził własnymi drogami, próbował uciekać i codziennie walczył o resztki godności…

Nie da się opisać słowami, co czuje czytelnik po przeczytaniu tej książki. Justynie Kopińskiej udało się opisać wydarzenia bardzo obiektywnie, prawie bez emocji, co jest tylko na plus. Kiedy czytamy taką relację, budzi się w nas sprzeciw wobec takich wydarzeń. I może kiedyś, kiedy sami będziemy w jakiejś sytuacji, która będzie wymagała od nas otworzenia oczu, zrobimy to.  Właśnie dlatego w takich książkach tkwi siła literatury. „Czy Bóg wybaczy siostrze Bernadetcie?” pozostawia nas z wieloma pytaniami, z którymi każdy musi poradzić sobie sam.

  • Wyobraź sobie, że ja nic o tej historii nie słyszałam. Serio. Może gdzieś tam mi się obiło o uszy, ale musiało wylecieć z głowy.
    Mam podobnie: o fikcyjnych wydarzeniach mogę czytać i nawet się nie wzdrygnąć, ale kiedy już wiem, że coś wydarzyło się naprawdę, przechodzą mnie takie ciarki, że często nie kończę książki. Tak np. „Dziewczyny z sąsiedztwa” Katchuma nie mogłam zdzierżyć (do połowy przeczytana), a z kolei „Kato-tata” Halszki Opfer nie przetrwał dłużej jak parę stron. No nie mogę po prostu. Nie umiem się zmusić.
    Ale wiesz… tą książkę chyba przeczytam…

    • dianka

      Ja nie miałam długi czas tv, więc też byłam gdzieś tam z boku, no ale nie dało się wejść do Internetu i nie przeczytać choćby jednego nagłówka…Ja mam za sobą kilka już takich lektur, czasami długo się schodzi, bo odkładam, bo faktycznie na raz nie da rady, ale czytam. Mam wrażenie, że jak ktoś dał radę napisać, to ja powinnam przeczytać. Z ostatnich, która mi przychodzi do głowy to „Znajdź mnie” Michelle Knight. Wstrząsająca, a potem czytelnik dochodzi do zdjęć… „Dziewczynę z sąsiedztwa” też czytałam, ale już „Kato-taty” nie…

  • Pingback: ()