Englebert z rwandyjskich wzgórz

rwanda, ludobójstwo, jean hatzfeld, reportaż

Ta malutka książeczka z zamyślonym panem na okładce jest naprawdę wyjątkowa.

Jean Hatzfeld pisze o ludobójstwie i wojnie domowej w Rwandzie już od prawie 20 lat. Jego trzy reportaże, Nagość życia: Opowieści z bagien Rwandy, Sezon maczet i Strategia antylop to książki, które zapadają na zawsze w pamięć. Pierwsza z nich to opowieść ocalonych, w drugiej Hatzfeld oddaje głos sprawcom rzezi, trzecia natomiast jest obrazem rzeczywistości, w której ofiary i mordercy mieszkają razem obok siebie, znowu jako sąsiedzi. Nie ma żadnego usprawiedliwienia na nieprzeczytanie tych książek. Wojciech Tochman kiedyś na spotkaniu autorskim powiedział, że ludobójstwo jest zawsze bardzo łatwo wywołać – potrzebne są tylko dwie grupy ludzi, zamknięta przestrzeń i czas. Swoją znajomość Rwandy zaczynałam właśnie od Dzisiaj narysujemy śmierć, książki Jeana były potem. I Tochman i Hatzfeld mają styl pisania taki, jaki mi odpowiada najbardziej, jako czytelnikowi. Krótko, zwięźle, konkretnie. Tochman może nawet bardziej – jego reportaże były pierwszymi, których nie mogłam przeczytać od razu za jednym zamachem. To znaczy czytałam od razu, bo nie można się oderwać, musiałam robić sobie tylko przerwy. Ilość emocji i wrażeń, jakie zalewała mnie po każdym zdaniu była ogromna i nie zawsze umiałam sobie z tym poradzić tak od razu.

Kiedyś od rana do wieczora opowiadałem dowcipy. Ale czas mija, wydarzyły się rzeczy, które odebrały mi radość. Nie jest już tak naturalna jak przedtem. Lubię jednak ludzi, którzy serdecznie ze mną rozmawiają. Uśmiechają się, ja się uśmiecham. Pokazują mi, że są mili; w głębi duszy to daje mi radość. Nikt mi nie wadzi, ja nie chcę wadzić nikomu. Oto, jak tutaj żyję. Wolę chodzić, a jeśli coś jest nie tak, idę dalej; gdy mi się podoba, zostaję trochę dłużej, a jeśli nie, znowu ruszam w drogę. Właśnie w ten sposób obcuję teraz z ludźmi i z sobą samym.

Ale wracając do Jeana i do zamyślonego pana. O ludobójstwie w Rwandzie nie będę Wam tutaj pisać. Wierzę, że większość z Was zna temat. Hatzfeld to kolejny reporter, który podejmuje trudne tematy – trudne, ale takie, które trzeba znać. Bo to wydarzyło się nie tak całkiem daleko i nie tak całkiem dawno. W zasadzie tuż za rogiem i przed chwilą. I chociaż najtęższe głowy antropologów, socjologów, historyków, politologów i wszelkiej maści innych naukowców rozłożyło te wydarzenia na części pierwsze, wskazując przyczyny, przebieg wydarzeń i skutki, dla mnie to dalej jest nie do pojęcia. Tak zwyczajnie, po ludzku.

A Hatzfeld przedstawia nam kogoś, kogo bardzo trudno określić. Zachwycający, fascynujący, niewiarygodny? Żadne z tych słów nie pasuje, choć każde z nich jest prawdziwe. Englebert to człowiek, który przeżył ludobójstwo. Człowiek, który stracił wszystko i wszystkich – ocalił tylko życie. Tylko? Aż? Englebert z rwandyjskich wzgórz to jego monolog – o życiu przedtem, o tym gdzie pracował, co miał, o planach na przyszłość, o rodzinie. O tym, jak uciekał i gdzie się chował, żeby go nie znaleźli. O tym, jak wygląda walka o przetrwanie i co wtedy człowiek myśli. I o tym, jak wygląda jego życie dzisiaj, po wszystkim.

Nie wiem, czy my jesteśmy w stanie wyobrazić sobie coś takiego. Ja chyba nie. Pamiętam, jak wykończył mnie psychicznie film Noc oczyszczeniaA to przecież tylko film. Englebert to człowiek, którego istnienie zostaje sprowadzone do uciekającej zwierzyny. Uciekającej przed swoim własnym sąsiadem, który dzień wcześniej pił z tobą piwo.  A który dzień później chce cię zamordować, tak naprawdę bez żadnej konkretnej przyczyny.  Ofiar masakry w Rwandzie było, wypośrodkowując szacunki, około miliona (!!!) Jeśli przeżyłeś – możesz uważać się za prawdziwego szczęściarza. Tylko jak dalej żyć? I to nie tyko wśród ludzi – jak żyć wśród osób, które chciały cię zabić? które zabiły twoją rodzinę? Które polowały na ciebie?

rwanda, ludobójstwo, james nachtwey, reportaż, zdjęcia, photo
James Nachtwey jest jednym z fotoreporterów, którego uwielbiam. Jego fotoreportaż z Rwandy jest wstrząsający, bo jeden obraz oddaje to, co tysiąc słów. Zdjęcie przedstawia mężczyznę Hutu, który nie chciał brać udziału w ludobójstwie. Został uwięziony, prawie zagłodzony i zaatakowany maczetami.

Englebert poradził sobie z tym najlepiej, jak tylko można było. Można mu zarzucić, że jest obibokiem czy pijakiem, ale to tylko pozory. W końcu studiował we Francji, cytuje Kwiaty zła, nie rozstaje się z Iliadą. Jest cichym bohaterem, bo po tym, co przeżył mógł wpaść w każdą znaną nam skrajność. A on utrzymuję równowagę i ma więcej zdrowego rozsądku niż niektórzy z nas. Oczywiście ludobójstwo wpłynęło na niego nieodwracalnie, ale godne podziwu jest to, jak sobie z tym poradził, jak jednocześnie potrafi odciąć się od wspomnień i pamiętać, jak potrafi sobie to wytłumaczyć. A najbardziej zdumiewające jest to, jak potrafi nie mieć pretensji do nikogo, nikogo nie oskarżać. Englebert z rwandyjskich wzgórz to malutkie objętościowo studium psychiki ludzkiej, zwycięstwo woli przetrwania i tak naprawdę człowieczeństwa. Englebert jest żywym dowodem na to, że cokolwiek nie stało się w przeszłości, można żyć dalej (bo umówmy się, co gorszego może cię spotkać niż ludobójstwo?) A ponad wszystko Englebert da się po prostu lubić – jest bohaterem szczerym, nie udającym nikogo i niczego, nie roztkliwiającym się nad sobą (choć przecież miałby do tego pełne prawo). Jego historia jest warta poznania, on sam jest bardzo warty poznania i mam nadzieję, że się skusicie. Wielki ukłon w stronę Jeana Hatzfelda, że go odnalazł i przedstawił go nam.

Wiem, że porównywanie kto ma większy problem, jest generalnie słabe, ale serio – jeśli kiedykolwiek pomyślisz, że masz jakiś wielki problem nie do rozwiązania, pomyśl o Englebercie – gwarantuję Ci, że od razu zmieni się twoje podejście.

Moim zdaniem Englebert posiadł największą mądrość świata – mądrość niekomplikowania sobie życia:

Czuję się silny. Zdrowie dopisuje mi od dzieciństwa (…) Nigdy nie łykam lekarstw, nigdy nie leżę w szpitalu, chyba że potrąci mnie samochód. Naprawdę, ludzie mnie pytają: „Ty, Englebert, dożyjesz sty lat i nawet nie zauważysz kiedy, jak ty to robisz, że się nie starzejesz? Zdradź nam swój sekret”. A ja im odpowiadam: „Jeśli chcesz poznać mój sekret, postaw mi butelkę. Ale szczerze mówiąc sam go nie znam”. Włosy mi trochę siwieją, ale wciąż czuję się młody, bo nie komplikuję sobie życia. Zawsze staram się być spokojny. jeśli napotkam trudności, staram się nimi nie przejmować. Idę dalej, trzymam się z dala od moich problemów i to sprzyja zdrowiu. Moje kłopoty zwykle rozwiązują się same i wcale nie muszę się nimi zamartwiać. Tak naprawdę wcale o nich nie myślę. czekam, aż sprawy ułożą się w taki czy inny sposób (…)”

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję

platon24

Dla porównania

◊ Englebert na blogu Myśli i słowa wiatrem niesione