• Super! Mam nadzieję, że pomysł na Domowe Pielesze przetrwa na kolejne edycje 🙂

  • Żałuję, ze do Warszawy mam tak bardzo daleko, bo chociaż podobnie jak Ty nie przepadam za masowymi imprezami, w tej z chęcią wzięłabym udział. I do kawiarenki też bym wstąpiła, ale nadal nie rezygnuję z marzenia, że może kiedyś uda mi się otworzyć moją własną książkową kawiarnię 🙂

    • Zaplanuj sobie za rok i zrób sobie wycieczkę do Warszawy na Big Booka 🙂 Też mi się kiedyś marzyła książkowa kawiarnia 🙂

  • Mea Culpa/ Z książką do łóżka

    Ja żałuję, że byłam tylko na dwóch spotkaniach 🙂 Niestety za bardzo się w ten weekend rozleniwiłam 🙂 Ale bardzo podobał mi się klimat tego miejsca. I ogólnie – te dwa spotkania również były ciekawe. 🙂
    O! A ja w czwartek (dwa dni przed Festiwalem) byłam na takim przedpremierowym spotkaniu w Big Book Cafe – Creative Mikser: Czytaj i promuj czytelnictwo. Tworzy się tam naprawdę świetne, klimatyczne miejsce dla książkoholików.
    Już wiem, że będzie to moje ulubione miejsce w Warszawie 🙂

    • Ja jakoś przegapiłam informację o tym spotkaniu! Ale na pewno kiedyś się tam wybiorę i coś czuję, że będę częstym gościem 🙂

  • Mam szczerą nadzieję, że uda mi się kiedyś dotrzeć na Big Booka 🙂 Ten Glukhovsky…
    Myśl przewodnia wykładu też brzmi świetnie – wysłuchałabym z przyjemnością!

    • Wykład był bardzo ciekawy i można było się wielu rzeczy dowiedzieć 🙂 Za rok, planuj na za rok 😉

  • Nie byłam przez złamaną nogę, a bardzo żałuję psotkania z Beckettem 🙁 Mam nadzieję, że za rok nadrobię 🙂

    • Beckett był świetny! To przeuroczy gość 🙂

  • Warto wpaść, chociaż na chwilę 🙂

  • Moje serce należy do Festiwalu Conrada, ale przyznać muszę, że organizatorzy Big Booka wykazują się większą fantazją, i chyba też luzem – bo nie wyobrażam sobie na przykład meczu koszykówki na Conradzie :). Conrad jest trochę bardziej na poważnie, no i jest też dłuższy, bo trwa cały tydzień, co w zależności od punktu widzenia może być i wadą, i zaletą – bo więcej spotkań, więcej rozmów, więcej gości, ale po takim intensywnym tygodniu (bo siedzę co roku praktycznie codziennie od rana do wieczora) człowiek pada z nóg, podczas gdy weekend jest jeszcze do przeżycia :). Na Big Booku zdecydowanie też podoba mi się ta tradycja różnych ciekawych lokalizacji, dzięki temu to bardziej klimatyczna impreza.
    Na Literackim Sopocie byłam raz, oczywiście jak gościem specjalnym były Czechy :). Przyjemny festiwal, no i w bardzo przyjemnej scenerii, tylko dla mnie trochę daleko, żeby jeździć co roku, zwłaszcza jeśli w roli głównej jest akurat literatura z kraju, którego literacko za dobrze nie znam. Lubię też Miesiąc Spotkań Autorskich we Wrocławiu, ale to cały miesiąc, więc trzeba wybierać najciekawsze spotkania. I Międzynarodowy Festiwal Opowiadania we Wrocławiu jest spoko!
    Też mam ten problem, że pracuję na etat, ale w festiwalowe weekendy czasem sobie takie dłuższe wycieczki robię, a żeby być na Conradzie, po prostu biorę wolne na cały tydzień. Na Conrada nie żałuję :).
    A, jeszcze co do wspomnianego przez Ciebie spotkania z prof. Fikus – mnie trochę rozczarowało, bo tematyka bardzo ciekawa, ale podana odrobinę chaotycznie. Za to pani profesor zrobiła na mnie bardzo dobre wrażenie i postaram się sprawić sobie tę książkę-wywiad z nią. Zgadzam się też z Tobą, że rozszerzanie literackiego festiwalu o nauki ścisłe i przyrodnicze jest super :).

  • Czołowy malkontent Pożeracz zjawia się by malkontencić. Otóż mi festiwal podpadł brakiem korekty angielskiego tłumaczenia hasła przewodniego. „Back to beginning” jest niepoprawne w takim kontekście. Nie podobało mi się też dziwne tłumaczenie, gdy na Facebooku zwróciłem uwagę na ten fakt.

  • nie mialam okazji byc na tym festiwalu, ale bardzo mnie zachęciło co o nim napisalas. Musze sobie wpisac do kalendarza na nastepny rok! 😀