
Natsu Miyashita || Tłumaczenie Dariusz Latoś
Nie znam się na muzyce klasycznej, do audiofila mi szalenie daleko, ale jest kilka rzeczy, które kocham, które uwielbiam i które mnie bardzo wzruszają. Na pewno są to skrzypce i na pewno jest to fortepian. Czasami śmieję się, że muszę być jakimś nieodkrytym talentem, który po prostu nie miał szansy zagrać i przez to nie został odkryty. Jedną z rzeczy, których chciałabym się jeszcze w życiu nauczyć jest gra na fortepianie. Oczywiście gra na poziomie bardzo podstawowym i na udawanym fortepianie, ale zawsze! Kiedyś to zrealizuję, a teraz opowiem Wam o pięknej książce. Ale najpierw posłuchajcie (albo słuchajcie czytając):
Kilka razy zdarzyło mi się już wspominać, że uwielbiam literaturę japońską. Za każdym razem piszę, że nie mam pojęcia, dlaczego – ani mnie do Japonii jakoś mocno nie ciągnie podróżniczo, ani kultura mnie nie fascynuje. Natomiast literatura ma w sobie jakąś magię, która mnie przyciąga. Pamiętam, jak pierwszy raz sięgnęłam po Murakamiego, pamiętam, jak zakochałam się absolutnie i czytałam z wielkimi emocjami wszystko, co tylko napisał i co było dostępne po polsku. Potem sięgałam po innych autorów i teraz jak na to patrzę, to trochę ich już przeczytałam. Ciągle jednak z pełnym przekonaniem mówię, że literatury japońskiej nie znam, nie czuję się w niej dobra. Ale za każdym razem się zachwycam.
Las z wełny i stali to powieść zupełnie inna od tego, co zwykle możecie znaleźć u mnie na blogu. Natsu Miyashita zabiera nas w piękny świat muzyki – świat, w którym odnajdzie się nawet ktoś, kto o muzyce nie ma pojęcia (jak ja). Głównym bohaterem jest Tomura, nastolatek, który pewnego dnia w szkole ma zaprowadzić stroiciela do szkolnego fortepianu. Kiedy wypełnia swoje zdanie, odwraca się, by odejść, ale przed drzwiami słyszy pierwsze dźwięki. Zatrzymuje się. Wraca. Przygląda się zafascynowany temu, jak stroiciel pracuje przy fortepianie i jak go nastraja. Od razu widzimy, że Tomura jest wrażliwym chłopcem – muzyka ma dla niego zapach domu, zapach lasu, zapach jesieni. Postanawia wtedy, że zostanie stroicielem. Autorka opowiada nam o jego drodze – o szkole w której się uczył, o początkach w zawodzie, o kolegach z pracy i klientach. Widzimy jego zmianę – jako stroiciela i człowieka, widzimy zmianę w postrzeganiu muzyki, zmianę jej znaczenia w jego życiu.

Japońska literatura nie spodoba się każdemu. Nie ma tu szybkich zwrotów akcji, nie ma dynamicznych scen, pościgów i dramatów. To znaczy dramaty są, ale innego rodzaju. To dramaty ludzkie, dramaty dnia codziennego, ważne dla tego, kto je przeżywa. Dramaty opowiedziane w bardzo refleksyjny sposób, spokojny, pozornie bez emocji. To jest chyba to, co najbardziej mnie do tej literatury przyciąga – spokój, refleksja, umiejętność dojrzenia piękna w najmniejszej rzeczy. I sens. Kiedy czytam te książki, czuję sens wszystkiego, czuję się tak, jakbym odkrywała o czym jest życie, na czym polega i co jest w nim ważne. Tak po prostu, w kilku zdaniach, w kilku słowach. Niewielu to potrafi, a mam wrażenie, że Japończycy są w tym mistrzami.
Ktoś powie, że nuda, w końcu niewiele się tu dzieje. Ale tylko pozornie, a ja, im dłużej jestem po lekturze, tym więcej o niej myślę. I nawet teraz jak to piszę, słuchając Ludovico, to myślę sobie, że pisanie na klawiaturze jest trochę, jak granie na pianinie. Opowieść o Tomurze jest tak naprawdę historią każdego z nas – o szukaniu własnej drogi, o odkrywaniu pasji, o wielkiej miłości. Ale też o roli przypadku w życiu, o tym, co nas kształtuje i że nie zawsze są to świadome rzeczy. Ile rzeczy w życiu nas ominęło, bo nie byliśmy we właściwym miejscu i czasie? Ile rzeczy nie odkryliśmy? To również opowieść o kształtowaniu swojego życia, o tym, że miłość, choćby największa nie wystarczy, że potrzebna jest też ciężka praca, wytrwałość, wiara w to, co się robi. W tych zwykłych dniach zwykłego bohatera każdy z nas odnajdzie siebie – i weźmie sobie z tej opowieści to, co jest dla niego ważne.
Myślę, że ta ciepła i refleksyjna powieść będzie wspaniałym towarzystwem na jesienny wieczór. I koniecznie przy dźwiękach fortepianu!
♦