
Głód – zespół objawów fizycznych wskazujących na potrzebę jedzenia
“Głód” Martina Caparrosa jest określany najważniejszą książką ostatnich lat, reportażem totalnym. Pierwszą moją myślą było to, że trzeba mieć wiele odwagi, żeby zabrać się za taki temat. Drugą, że nie da się napisać sensownej recenzji takiej książki. Wszystko, co ważne i co powinno zostać powiedziane, autor zawarł w książce. Nie sposób tego podsumować, ocenić czy opisać. Ta książka to całość, która portretuje nas i nasz świat. Caparros pisze tak, jak jest. Nie upiększa, nie ukrywa, nie idzie na żadne kompromisy. W poszukiwaniu form głodu i jego skutków odwiedził około dziesięciu krajów na trzech kontynentach. Wiem, że część czytelników sądzi, że jest to wstrząsająca opowieść o tym, jak ludzie umierają z głodu. Jest o tym, oczywiście, ale nie tylko. To również bardzo głębokie i dokładne zbadanie zagadnienia głodu od strony gospodarczej, społecznej, politycznej. To porządne opracowanie, dlaczego głód jest. Caparros prowadzi nas przez cały proces, pokazuje co sprawiło, że ceny żywności wzrosły, tłumaczy giełdowe zawiłości, pokazuje, co łączy giełdę z Chicago z biedną rodziną z Dhaki, w jaki sposób i dla kogo żywność jest doskonałym interesem i jaką rolę odkrywa w geopolityce państw. Po lekturze zjawisko głodu będzie dla was bliżej niż kiedykolwiek. To nie odległy problem biednych państw afrykańskich czy przeludnionych Indii. Głodu wielokrotnie doświadczyła Europa, Caparros odwiedza w swoich poszukiwaniach Stany Zjednoczone – państwo, którego z tematem głody raczej byśmy nie łączyli.
Klasyczne klęski głodu zdarzają się już rzadko. Nie dochodzi w krótkim czasie do masowej śmierci setek tysięcy czy milionów ludzi. Umierają oni tylko tak jak zawsze, dzień po dniu, bez przerwy.
Głód uderza z kilku stron, ale trzy wysuwają się na czołowe miejsca. Pierwszą warstwą, tą najbardziej zauważalną, najbardziej szokującą i wstrząsającą są rozmowy Caparrosa z ludźmi. Z ludźmi, którzy mimo, że mieszkają w najróżniejszych miejscach świata, są tak bardzo podobni do siebie w swoim głodzie. Ludzi, którzy nie są w stanie sobie wyobrazić dnia, w którym nie musieliby się zastanawiać, czy jutro będą mieli co jeść. Ludzi, którzy na pytanie, czy mieliby ochotę na kurczaka odpowiadają Kurczak? Kurczaka nigdy nie zjem. To po co miałby mi smakować. Ludzi, którzy specjalnie utrzymują wagę swoich dzieci poniżej normy, by otrzymywać suplementy żywnościowe. Ludzi, dla których jedzenie to garść ryżu na cały dzień, a czasami na kilka. Ludzi, którzy uważają, że tak po prostu jest. Tych, którzy patrzą na śmierć własnych dzieci, nie rozumiejąc, dlaczego nastąpiła. Tych, którzy jeszcze walczą i tych, którzy się poddali.
I mimo że opowieści te są wstrząsające, chciałabym, żebyśmy powstrzymali się przed głośnym oburzeniem, wielkim współczuciem, jeszcze większymi deklaracjami. Bo to są najprostsze reakcje, właściwie odruchowe, a więc bezrefleksyjne. Caparrosowi nie chodziło o wzbudzenie taniej litości. Jeśli ktoś po jej przeczytaniu rzuci wszystko i pojedzie do Afryki ratować, karmić i leczyć ludzi, to chwała mu za to! Ale większość z nas poprzestanie jednak na słowach, nie zmieniając w najmniejszym stopniu nawet swoich nawyków żywieniowych i zakupowych.Ta książka ma uświadomić, otworzyć oczy, spowodować jakieś reakcje.
Jest wiele przyczyn głodu. Brak żywności już do nich nie należy.
Drugą warstwą, która robi wrażenie, być może nawet bardziej, niż dramat jednostek, jest analiza problemu głodu z perspektywy gospodarki, finansów i niestety polityki. Bo Caparros dochodzi do szokujących wniosków, które nie mieszczą się w głowie. Czytamy, że wielkie klęski głodu w czasach współczesnych nie są rezultatem braku żywności, lecz braku pieniędzy na jej zakup. Albo, że w latach 2000-2010 więcej dzieci zmarło z powodu biegunki, niż zginęło żołnierzy we wszystkich konfliktach od czasu drugiej wojny światowej. A co gorsza, widać jak na dłoni, że nikt nie jest zainteresowany rozwiązaniem problemu głodu. Czy że dla wielu korzystne jest utrzymywanie ludzi w stanie głodu, bo głodujący to ktoś, kogo da się wyzyskiwać. Z takim, co ma pełen brzuch, jest już trudniej. Najbardziej uderza to, że są pomysły na to, aby wyżywić ludność np. Nigeru. Że dzisiaj problem głodu jest problemem, który można rozwiązać i że są na to pieniądze. Ale są firmy i ludzie, którzy to blokują. To jest najbardziej zadziwiające, jeśli to w ogóle dobre słowo. Że komuś głód się opłaca. Że głód to po prostu biznes. Ta część wstrząsa bardziej. Wiemy, że ludzie głodują, ale jednak żyjemy w przeświadczeniu, że owszem, to nierozwiązywalny problem, ale ludzkość robi wszystko, by go choćby zmniejszyć, że istnieją fundacje, organizacje, wolontariusze, cała machina, która pomaga głodującym. Caparros odwraca nasz świat do góry nogami i zostawia nas w samych ze sobą z tą nową świadomością.
I w tym miejscu wkracza trzecia warstwa, czyli my sami, to jak tę książkę przeczytamy, co z niej wyczytamy i jak ją odbierzemy. Jest to książka, którą powinien przeczytać każdy człowiek, chcący uważać się za świadomego. Łatwość, z jaką przyjmujemy, że żyje się właśnie tak, niepomni, że przez tysiące lat człowiek wcale tak nie żył, że miliardy ludzi żyją inaczej. To marnowanie przywileju – tak nam dobrze, że nawet sobie tego nie uświadamiamy. Nie bądźmy oburzeni po tej książce. Stańmy się otwarci na drugiego człowieka i pomagajmy tam, gdzie możemy. Rozejrzyjmy się wokół siebie i zróbmy coś. Caparros pisze, że mówienie o głodzie kończy się na mówieniu o głodzie. Chciałabym, żeby jego reportaż wywołał nie tylko dyskusje, ale rzeczywiste działania. Chciałabym, żeby uświadomił. Spożywamy coraz więcej produktów pochodzących z miejsc odległych, nieznanych i żywność ta przybywa do nas w postaci przetworzonej przy udziale składników, o których nic nie wiemy. Bardziej niż kiedykolwiek jedzenie staje się aktem zaufania do nieznanych osób i do miejsc, które na to zaufanie nie zasługują. Chciałabym.
Ubóstwo i głód milionów wynikają z działań tego świata – nie z jego pomyłek
Ilość niegodziwości w tej książce jest obezwładniająca. Ale wydaje się, że minimum tego, co możemy zrobić to przeczytać ją, zmierzyć się z prawdą i z tym, jak urządziliśmy nasz świat. A urządziliśmy go głupio. 70 milionów ludzi posiada tyle samo, co 7 miliardów. Ten sam raport mówi, że 85 najbogatszych ludzi świata, 78 mężczyzn i 7 kobiet, ma więcej pieniędzy niż 3,5 miliarda biedniejszych. To właśnie nazywamy nierównością. Czasem budzi ona zaniepokojenie. W książce operuje się takimi liczbami, że nie mieści się to głowie. Setki milionów niedożywionych ludzi. Setki milionów! Wszyscy wiemy, co to znaczy być głodnym, ale nie mamy pojęcia co to jest głód. A miliony wiedzą.
Nie umiem podsumować tej książki ani jej ocenić. Temat jest ogromnie ważny, Caparros włożył w tę książkę wielką ilość pracy, a formą i językiem spowodował udostępnienie jej w szerokim gronie czytelników na całym świecie. I w tym przypadku to powinno liczyć się najbardziej, a może tylko to. W którymś miejscu Caparros napisał Nieraz myślę sobie, że ta książka powinna być ciągiem pojedynczych opowieści takich jak ta, niczym więcej. Żeby każdy czytał tyle, ile da radę, zastanawiając się, dlaczego czyta albo dlaczego nie czyta. Potem wpadam w pułapkę próby wyjaśnienia: usiłuję zrozumieć, znaleźć wytłumaczenie dla spraw, które są nie do przyjęcia. Trochę się z nim zgadzam. Czasami mniej to więcej, a tragiczność opowiadanych historii wybrzmiewa doskonale sama, niepotrzebująca żadnego komentarza. Czasami jego potrzeba wytłumaczenia, wyjaśnienia, potrzeba sprawienia, że czytelnik na pewno zrozumie, jest zbędna i rozprasza mocny wydźwięk samej historii. Poetyka w pewnych miejscach, powtórzenia, czasami filozoficzny ton mi osobiście przeszkadzały. Choć nie wiem, jak napisać taki tekst, chowając pod nim wszystkie swoje emocje. Może to właściwie na plus, bo widać w tekście wzburzenie autora, jego wściekłość, bezradność, frustrację. Drugą rzeczą, która mnie denerwowała, były jego pytania o boga, dlaczego bóg tak urządził świat i czy rozmówca jest zły na boga…Powtarzały się dosyć często i miałam wrażenie, że autor wręcz oczekuje pomstowania na miarę porucznika Dana z Forresta Gumpa i jest zawiedziony, kiedy odpowiedź zawsze brzmi nie wiem, Bóg tak chciał, nie mnie to rozumieć. To jedyne momenty w książce, w których byłam zła na autora, bo widać wyraźnie jego prywatne poglądy, do których próbował dopasować odpowiedzi swoich bohaterów. Ale to drobnostki, do których miał pełne prawo, bo to jego opowieść. Jego opowieść o naszym świecie, który nie działa tak, jak powinien.
Na podsumowanie najlepsze będzie pytanie, które Caparros zadaje sobie i nam przez całą książkę:
Jak do diabła możemy żyć, wiedząc, że dzieją się takie rzeczy?
♦
Za książkę serdecznie dziękuję
♦
Do porównania:
♦

Bardzo ciekawa i rzetelna recenzja! Zgadzam się z tym, że mimo że „Głód” to książka ani łatwa, ani przyjemna, każdy powinien ją przeczytać.
Dziękuję! 🙂
Mam tę książkę na swojej półce i oczekuje na swoją kolej. Przeraża mnie trochę to, iż oprócz objętości, tematyka też jest bardzo ciężka. Twoja recenzja bardzo mnie zaintrygowała i wiem , że w najbliższym czasie zmierzę się z “Głodem”. Bardzo dobry tekst! pozdrawiam!
Dziękuję pięknie! Zmierz się, naprawdę warto!
Patrząc realistycznie, pewnie ta książka świata nie odmieni. Odpowiedzialnym za aktualny stan rzeczy te prawdy nie ruszą. Jednak próbując zachować resztki pozytywnego nastawienia, mam nadzieję, że przeczyta ją jak najwięcej osób i choć parę z nich kiedyś zacznie zmieniać świat.
Kurczę, ciężki temat, ale opisałaś tak, że ciężko po nią nie sięgnąć, od razu dodaje to mojego TBR. Mam nadzieję, że dzięki takim książkom ludzie zaczną poważniej podchodzić do problemu głodu….
[…] opublikowałam recenzję Głodu Caparrosa, a zaraz po niej kilka słów na temat tomu Połącz kropki. Moja czytelnicza stabilność nigdy […]