
Cabin Porn to książka, która mnie zaskoczyła. Od samej przesyłki, do której był dołączony młotek i wielki gwóźdź, przez formę i treść, aż po emocje z nią związane. Zazwyczaj od razu wiem, czy jakiś tytuł będę chciała przeczytać czy raczej nie. Cabin Porn wydawał się książką wydaną na fali popularności wszelkich tematów przyrodniczych i naturalnych, więc podeszłam do niej z dystansem. Szybko zmieniłam zdanie, wystarczyło wziąć ją do ręki i przejrzeć.
Przede wszystkim jest pięknie wydana. Cabin Porn to dobry jakościowo papier, duże, kolorowe ilustracje na całe strony, to idealnie skomponowana i dopieszczona w najmniejszych szczegółach książka, która sprawia przyjemność już na samym etapie oglądania. Kiedy dochodzi do tego idea Beaver Brook oraz dziesięć wybranych historii ludzi, którzy postanowili zamieszkać w miejscach specyficznych (tak to na razie nazwijmy), Cabin Porn przemienia się w bardzo wartościową pozycję – piękną książkę, która jest o nas wszystkich, bo mówi o pragnieniu każdego z nas, by być szczęśliwym. Mówi o wolności, o poczuciu bezpieczeństwa, przynależności i potrzebie odkrycia swojego miejsca na ziemi. Ale wbrew pozorom nie jest to książka dla każdego.

Zach Klein, twórca serwisu Vimeo, zainicjował społeczność Beaver Brook – miejsce, do którego dzisiaj może przyjechać każdy (oczywiście stosując się do określonych zasad) i oderwać się choć na chwilę od pędzącego świata. Książka Cabin Porn jest efektem kilkuletniego zbierania zdjęć chat z całego świata, przeróżnych samotni, miejsc opuszczonych, oddalonych od ludzi, porzuconych i odnalezionych na nowo. Sam termin, stworzony przez autora na wzór food porn również zrobił furorę i myślę, że już na stałe może wejść do internetowego języka.
Piękne chatki, pomysłowe domy, natura, oszałamiające widoki, nieograniczona przestrzeń, wolność, piękno – to wszystko dostajecie w pakiecie razem z chatą na odludziu. Te dziesięć historii, które poznajemy – każda z nim jest fenomenalna na swój sposób. Piękni są w niej ludzie, którzy podjęli się tego wysiłku, by z miejsc opuszczonych, ruder, z miejsc, które nie istniały, stworzyć dom. To piękna idea, to nasze wewnętrzne pragnienie, ale chciałabym do słów zachwytu dodać jeszcze kilka innych.
Bo lubimy się zachwycać, jak to ktoś ma pięknie, ale nie bierzemy pod uwagę, ile pracy w to włożył. To zazwyczaj już nas nie interesuje. Lubimy mówić jak pięknie, ja też bym tak chciała, zazdroszczę. Wszyscy zachwycili się tą książką. Niesie ona w sobie nasze głęboko ukryte, wręcz pierwotne pragnienie przebywania wśród natury. Czytamy o ludziach, którzy postanowili pójść za tym pragnieniem, podziwiamy ich i zazdrościmy. Każdemu z nas wydaje się, że też by tak mógł. Ale czy to na pewno przemyślane życzenie? Czy chciałbyś chodzić 10 km w jedną stronę do własnego domu? Czy chciałbyś nie mieć prądu, a prysznic brać na dworze? Codziennie? Czy chciałbyś zrywać się o świcie żeby nakarmić zwierzęta? Nie mieć internetu, często zasięgu w telefonie? Mieszkanie w takich miejscach jest cudowne, ale to jednocześnie codzienna ciężka praca. Trzeba to kochać, żeby ten wysiłek był nagrodą, a nie obowiązkiem czy przymusem. A to wszystko PO wybudowaniu własnej samotni czy PO remoncie. A co przed? Tylko osoba, która kiedykolwiek coś budowała jest w stanie zrozumieć ile wysiłku wymaga stworzenie takich miejsc. Wysiłku, pracy, chęci, motywacji i wiary w to, że się uda. Dlatego tym bardziej podziwiam bohaterów tej książki. Ich pragnienie nie jest jedynie zachcianką, modą, chwilowym wydaje mi się. To ich styl życia, oni w tym się naprawdę odnajdują. Ja mogłabym mieszkać bez ludzi, ale musiałabym mieć normalną łazienkę i internet 😉 Uwielbiam wieś, uwielbiam jeździć na swoją chałupkę, ale tak samo uwielbiam siedzieć u siebie w wannie, albo przed xboxem.

Chciałabym, żeby każdy to dostrzegł. Że to nie jest coś, co samo się stwarza czy pojawia. Jak to mówi Aleksander Doba – marzenia się nie spełniają, je się realizuje. Ludzie opuszczają chaty, a inni je odnajdują i tworzą na nowo. Szukają swojego miejsca, a kiedy je znajdują, są w stanie zrobić bardzo wiele, by je oswoić.
Cabin Porn to przepiękna książka. Zabiera nas w podróż w zasadzie po całym świecie. Patrząc na zdjęcia tych wszystkich domów i chat, można puścić wodze wyobraźni. Kto tam mieszkał, kim był, co robił, co się stało, że teraz dom jest opuszczony. Jakie sceny ten dom widział, czego był świadkiem. Opowiedziane historie pokazują nam pięknych ludzi i piękne życia, coś do czego trzeba dążyć, nawet jeśli nie ma się w sobie pragnienia mieszkania w lesie. To ponadczasowe historie, warto zatrzymać się i uważnie je przeczytać. I wziąć z tej książki najwięcej, ile się da.
♦
Za możliwość przeczytania (i za młotek) serdecznie dziękuję

♦
Istna ambiwalencja – bardzo pociąga mnie wizja samotnego samotnikowania w takiej samotni, ale jednocześnie zupełnie nie pociąga mnie czytanie o tym ni oglądanie zdjęć.
Akurat w tym przypadku warto – książka wydana ze smakiem, historie naprawdę inspirujące, a i zdjęcia cieszą oko 🙂 Choć irytują mnie wszechobecne zachwyty, bo pewnie większość zachwycających się osób uciekłoby z takiej samotni po tygodniu, to jednak cieszę się, że książka jest. Zwłaszcza, że zdjęcia są wybrane z nadesłanych przez ludzi – czyli można zobaczyć kawałek całego świata 🙂 I to fajna myśl – że niezależnie od miejsca, zawsze można znaleźć opuszczone chaty 😉
Ja już wiem, że nie mogłabym mieszkać w takim miejscu 🙂 Podobnie jak Ty – lubię mieć łazienkę i internet! 🙂
Ale warto mieć taką piękną książkę na półce. I warto podpatrzeć jak radzą sobie inni w takiej samotni 🙂
[…] Cabin porn to z kolei piękno w innej odsłonie. Minimalizm, przyroda, las, miejsce odległe, w tym wszystkim chaty, domy, pracownie. Życie oderwane od współczesności i nowoczesności, proste, ale pełne. Poznajemy historie ludzi, którzy zdecydowali się na takie życie. To piękna książka, wspaniale wydana i eksponująca świetne zdjęcia. Idealny prezent dla kogoś, kto lepiej się czuje na łonie natury niż wśród ludzi, dla zmęczonych pędzącym światem. Trzeba jednak wziąć pod uwagę ryzyko wpływu prezentu na taką osobę […]