
Pi razy drzwi czyli dziwne przypadki matematyki to trzecia książka z serii wydawnictwa Feeria. O tym, jak bardzo zachwyca mnie ta seria już nie będę pisać – zrobiłam to przy dwóch poprzednich książkach Dziwnych przypadkach ludzkiego mózgu i Znikającej łyżeczce. Dziwnych opowieściach chemicznej treści. Tym razem jednak w arkana matematyki wprowadzać nas będzie nie Sam Kean, a Mickaël Launay. Przyznam szczerze, że nie znałam go wcześniej, ale nic dziwnego – akurat francuskich popularyzatorów nauki nie śledzę zbyt dokładnie. Trochę szkoda, bo autor prowadzi kanał na Youtube, MicMaths, który na pewno warto oglądać. I choć bardzo przyjemnie się go słucha, pewnie korzystniej byłoby jeszcze coś rozumieć.
Na moim blogu znajdziecie zadziwiająco dużo matematyki. Za każdym razem podkreślam, że nic z niej nie umiem ani niewiele rozumiem, ale szalenie mnie fascynuje i uwielbiam czytać książki o jej historii. Uwielbiam czytać książki o historii każdej nauki, ale matematyka ma w sobie coś wyjątkowego. Nie jestem do końca pewna, co to takiego, ale daję się porwać za każdym razem. Mickaël Launay prowadzi nas od najstarszych dziejów człowieka, takich, w których raczej ciężko wskazać jakąś naukową wiedzę. A jednak – matematyka już tam była, tylko my nie umieliśmy jej jeszcze nazwać. Zaczynamy naszą wędrówkę od paleolitu, potem przeskakujemy do Mezopotamii, poznajemy grecką matematykę, która stanowi fundamenty dzisiejszej nauki, indyjską matematykę, w której po raz pierwszy pojawił się opis zera, świat nauki arabskiej i tej europejskiej, której jednak Średniowiecze nie sprzyjało zbyt mocno. Potem przez kolejne epoki dochodzimy do stanu matematyki współczesnej.

Książka ma 300 stron, więc nie ma żadnej możliwości, by wyczerpała temat. Autor z pewnością nie chciał napisać kompletnej historii matematyki, choć z podtytułem książki też nie do końca się zgodzę (czyli dziwne przypadki matematyki). Wyczuwałam niezdecydowanie autora. Tak jakby chciał pójść w stronę popularnonaukową i opowiadać o matematyce w sposób lekki i zabawny, serwując anegdotki, ale z drugiej strony nie umiał się powstrzymać przed podaniem kilku wzorów, definicji czy przykładów. Ostatecznie, przez to niezdecydowanie, mam mieszane uczucia, co do treści. Z jednej strony każda książka, która przybliża matematykę zwykłemu człowiekowi, jest wartościową lekturą. A z Pi razy drzwi dowiecie się naprawę wielu ciekawych rzeczy i nawet niekoniecznie tych związanych z matematyką. Rozwój każdej dziedziny nauki jest zawsze mocno osadzony w realiach społecznych, gospodarczych i politycznych – to tła, które warto zauważać i wyciągać jak najwięcej informacji z nich. Launay nie szczędzi nam smaczków i ciekawostek, przez co książkę czyta się dobrze. Są jednak momenty, kiedy tempo trochę zwalnia – choć być może to tylko moje wrażenie. A że wcześniej przeczytałam już kilka książek, w których znalazłam kilka dziwnych historii matematycznych i jestem świeżo po lekturze książek Sama Keana nie mogłam nie zrobić porównania. I choć Pi razy drzwi jest książką fajną i dobrą, nie mogę pozbyć się wrażenia, że mogłaby być lepsza.
Launay doskonale tłumaczy sam koncept liczby i potrzebę człowieka, by ją zapisać. Dzisiaj wydaje nam się to oczywiste – i liczby i ich zapis, ale przecież ktoś kiedyś musiał je wymyślić. Proces ich powstawania i kształtowania jest fascynujący i polecam taką lekturą każdemu, nawet tym, u których na słowo matematyka pojawia się wysypka. Bo jak inaczej dowiecie, się kto wymyślił zero? Albo jakie są podstawowe koncepty matematyczne? Co jest nowego w dzisiejszej nauce, a co powstało w starożytności, a do dzisiaj z tego korzystamy? Co jest takiego pięknego w liczbie pi? I będziecie mieć niepowtarzalną okazję, by stworzyć swoją własną teorię matematyczną – temu nie można się oprzeć 😉
Na koniec coś dla fanów Harry’ego 😉 Są angielskie napisy.
https://www.youtube.com/watch?v=wl6Re86QZxs
♦
♦

Nie wiem, czy sięgnę, ale super, że takie wydawnictwo sięga po atrakcyjną literaturę popularno-naukową.
Prawda? Też byłam zaskoczona, ale jak najbardziej pozytywnie