Hard Land

Benedict Wells || Tłumaczenie Victor Grotowicz

Tego lata zakochałem się, a moja matka umarła.

Benedict Wells zapadł mi w pamięć po książce Koniec samotności. Pamiętam, że czytałam ją z lękiem, bo wydawało mi się, że może to być zwykły romans. Jak bardzo się myliłam! Książka mnie zachwyciła, czytałam ją kilka lat temu, a ciągle o niej pamiętam. Więc kiedy tylko zobaczyłam, że Wydawnictwo Poznańskie wydaje kolejną powieść tego autora, wiedziałam, że będę czytać. I wiecie co – to dla mnie całkiem niezwykła sytuacja. Bo naprawdę rzadko się zdarza, żeby powieści mnie tak poruszały. Ja nie jestem osobą, która często płacze przy lekturze. Nie jestem typem dziewczyńskiej fanki, która zakochuje się w książkowych bohaterach, popiskuje z radości, która będzie pisała, że to książka życia i teraz już nic  i nigdy nie będzie takie samo. I to nawet nie chodzi o wiek, bo jak byłam nastolatką, też tak nie miałam. Jestem typem spokojnego czytelnika, wzruszam się, mam ulubionych bohaterów, podoba mi się historia – fajnie, idziemy dalej, czytamy kolejne książki. A Hard Land ma w sobie coś takiego, co trzyma czytelnika przez cały czas lektury mocno za serce i nie puszcza jeszcze długo po skończeniu. Zastanawiałam się, co to jest i już wiem – to sentyment. Bo każdy z nas miał kiedyś 16 lat i był zakochany po raz pierwszy. Każdy z nas przeżył to jedno lato, którego nie da się zapomnieć. I tę książkę czyta się właśnie przez pryzmat tego sentymentu – nie czytamy o 15-letnim Samie, przypominamy sobie własne 15-letnie życie.

Powrócisz do tych lat, lecz

nigdy już do nich nie wejdziesz…

Młodość to miejsce, które opuściłeś.

Głównym bohaterem Hard Land jest 15-letni Sam, który by uniknąć wyjazdu na wakacje do znienawidzonej rodziny, zatrudnia się w kinie. Tam poznaje grupę dzieciaków, które sprawią, że to lato będzie niezapomniane. Do tego dochodzą problemy w domu, pierwsze zdanie powieści nie pozostawia złudzeń, jak niektóre z nich się zakończą. Ale mimo tego, że wiemy do czego zmierza historia, nie psuje nam to w ogóle odbioru. Od samego początku jesteśmy w tej historii i tak jak napisałam wcześniej – ta książka to magiczny portal w przeszłość. Absolutnie genialnie czyta się ją w wieku około 40 lat – autor urodził się rok wcześniej ode mnie, a akcja powieści rozgrywa się w roku mojego urodzenia – 1985. Doskonale pamiętam ten klimat, choć oczywiście małe miasteczko w Stanach a małe miasteczko w Polsce różnią się od siebie. Ale okazuje się, że pewne elementy dorastania są wszędzie takie same – pierwsze imprezy, pierwsi ludzie, którzy okazują się najważniejsi na świecie i bez których od tej pory nie wyobrażamy sobie życia, pierwszy alkohol wypity na imprezie, spacery w nocy, nagrywanie kaset-składanek, nagrywanie piosenek na kasety z telewizora i próby trafiania idealnie przed wejściem spikera, pisanie piosenek dla obiektu swoich uczuć… Mogłabym tak jeszcze długo…

Więc tak, mam wrażenie, że ona jest bardziej cenna dla ludzi dorosłych, którzy swoją młodość mają już za sobą. Pozwala wrócić do niej, przeżyć ją na nowo, powspominać, wzruszyć się. Dorosłe życie często nie idzie zgodnie z planem, różni się od tego, co sobie wyobrażaliśmy, mając naście lat. Czasami bywa tak, że to właśnie tamte chwile były tymi najbardziej szczęśliwymi, bo jeszcze beztroskimi. Bywa tak, że tracimy kontakt z ludźmi z młodości, ale nigdy o nich nie zapominamy. Bo po części to właśnie oni nas ukształtowali. I za tę podróż w czasie kocham tę książkę!

Jestem też bardzo ciekawa jak jest odbiera przez współczesnych nastolatków. Bo nawet jeśli dzisiaj zamiast składanek na kasetach ukochanej  udostępnia się playlistę na Spotify (chociaż nie wiem, zupełnie nie mam dostępu do obecnego nastolatkowego świata) to emocje pierwszych razów pozostają takie same, prawda? Hard Land to książka, którą można podarować dzisiejszemu nastolatkowi – zachwyci się historią, może się z niej wiele nauczyć i jednocześnie ta opowieść może stać się punktem wyjścia do bardzo ciekawych rozmów o wielu, wielu sprawach.

Dwie ciekawostki na koniec. Bardzo podoba mi się fakt, że autor Hard Land (w powieści jest to zbiór wierszy Williama Morrisa)  jest określony jako piękny złodziej, bo miał tendencję do kradzieży od innych autorów i umieszczania zdań, zwrotów, wyrażeń, idei u siebie w tekstach. Zobaczymy tutaj fascynacje Benedicta Wellsa, kiedy zorientujemy się, że pierwsze zdanie powieści Hard Land jest również kradzione (od Charlesa Simmona w Salt WaterLatem 1963 roku zkochałem się, a mój ojciec utonął). W ogóle pojawia się tutaj motyw kolekcjonowania pierwszych zdań, który szalenie mi się spodobał! Do tego jeszcze autor stworzył soundtrack do książki – można odsłuchać go na YT albo Spotify i wejść w klimat opowieści jeszcze bardziej.

Bardzo, bardzo polecam! To wspaniała opowieść na wielu płaszczyznach i książka, która ma cechy tych najlepszych – nie tylko tekstem, który czytelnik czyta, jest historią, którą się przeżywa,  która przywołuje wspomnienia i wywołuje tęsknoty.

Tu kupisz książkę

 

Jeden komentarz

  1. 20 kwietnia 2022
    Odpowiedz

    W ogóle nie miałam zamiaru sięgać po tę książkę, bo pomimo tego że za miesiąc skończę 32 lata to jakoś nie mam sentymentu do czasów nastoletnich. Ale tak pięknie i interesująco napisałaś o “Hard Land”, że zaczęłam rozważać lekturę. Zobaczymy co mi z tego wyjdzie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *