Barry Lopez || Tłumaczenie Jarosław Mikos
Krajobraz potrafi w zdumiewający sposób przekraczać wszelkie wyobrażenia, jakie snujemy na jego temat: bywa równie subtelny jak nasze domysły i nieustannie wymyka się naszym próbom zrozumienia, a mimo to jest poznawalny. Umysł ludzki, kierujący się ciekawością i poddający wszystko analizie, rozkłada krajobraz na elementy, po czym na powrót jest skleja – ruch kwiatu na wietrze, barwę nocnego nieba, pomruki zwierzęcia – gdy staramy się zgłębić sekrety jego geografii. A jednocześnie umysł próbuje znaleźć w tym krajobrazie miejsce dla siebie, odkryć, w jaki sposób mógłby pozbyć się poczucia wyobcowania.
Barry Lopez został nazwany najwybitniejszym autorem piszącym o przyrodzie. Zdecydowanie coś w tym jest, bo Arktyczne marzenia uwodzą czytelnika całkowicie. To książka, która przenosi w inny świat, w której można się zanurzyć, która daje do myślenia na bardzo wielu płaszczyznach. A skoro Mikołaj Golachowski (autor Czochrałem antarktycznego słonia) twierdzi, że to najlepsza książka o Arktyce, nie pozostaje mi nic innego jak się z nim zgodzić i zachęcić Was do przeczytania jej. Do tego oczywiście sama seria Eko powinna być dla Was wyznacznikiem jakości – znajdziecie w niej naprawdę doskonałe książki o przyrodzie.
Podczas podróży doszedłem do przekonania, że ludzkie pragnienia i aspiracje są w takiej samej mierze częścią tej krainy jak wiatr, samotne zwierzęta, jasne pola kamieni czy płaszczyzna tundry. A także, że sama kraina istnieje całkiem niezależnie od tych stanów ludzkiego umysłu.
Autor zadaje pytania. W jaki sposób ludzie wyobrażają sobie krajobrazy, w których się znaleźli? W jaki sposób sama kraina kształtuje wyobraźnię ludzi, którzy ją zamieszkują? W jaki sposób samo pragnienie, pragnienie, aby zrozumieć, kształtuje naszą wiedzę? Nie jest to więc książka tylko o podróży do innego, całkiem egzotycznego miejsca na planecie. Nie jest zbiorem ciekawostek, nie jest reportażem. Może jest tym wszystkim po trochu, ale ja mam nieodpartą chęć nazwania ją manifestem, tekstem, który jest wyrazem czyichś uczuć. Autor wyciągał rękę, by dotknąć Arktyki – podróżował po niej, polował z Eskimosami na narwale, z ekologami badał życie w morzu, z malarzami pejzażystami podróżował po wyspach Archipelagu Arktycznego, poznawał pracowników platform wiertniczych. Poznawał różne punkty widzenia, różne wyobrażenia, zbierał je, by potem na ich podstawie zbudować własną opowieść.
Warto zwrócić uwagę na to, że książka została napisana w 1986 roku, a więc ponad 30 lat temu. Zakładam, że wiele z rzeczy się przez ten czas nie zmieniło, ale inne mogły się za to zmienić diametralnie. Trzeba o tym pamiętać.
Pomysł na konstrukcję książki jest bardzo konkretny. Lopez zaczął swoją opowieść od piżmowołów, bo to zwierzę najbardziej nam znane i przechodził dalej przez między innymi niedźwiedzie polarne, a kończy na narwalach, zwierzętach o których przeciętny czytelnik prawdopodobnie nie wie nic (podobno wiemy więcej o pierścieniach Saturna niż o narwalach). Głównymi bohaterami tej książki są zwierzęta – dowiemy się o nich mnóstwo rzeczy, a szacunek jakim darzy je autor jest naprawdę wyjątkowy. Lopez nie tylko opowiada o samych zwierzętach, ustawia je również w perspektywie historycznej, pisze o zdolności człowieka do niszczenia całych populacji dzikich zwierząt, która w zasadzie jest pradawna, pisze o kontakcie dzikich zwierząt z człowiekiem.
Jest też sporo o człowieku, choć nie sposób nie odnieść wrażenia, że człowiek, zwłaszcza biały, jest tam intruzem. Lopez opowiada bardzo dużo o Eskimosach, o ich kulturze, stylu bycia, wierze i ich mitologii. Jest też oczywiście historia odkrywania Arktyki, jest Nansen i Peary, są historie wypraw odkrywczych i ekspedycji, jest historia pierwszych ludzi na arktycznych terenach. Lopez pisze też o mapach i stanie wiedzy w różnych epokach. Opowieść autora układa się dwutorowo – z jednej strony pokazuje, jak człowiek wpłynął na Arktykę,a z drugiej – jak Arktyka wpłynęła na człowieka. Pokazuje, że żadnego miejsca nie da się poznać tak naprawdę, że Arktyka, mimo że tak dużo o niej wiemy, ciągle ma swoje tajemnice (Lopez pisze na przykład, że naukowcy nie wiedzą, co dokładnie sprawia, że karibu podejmują wędrówkę na północ. Ale tak jak wspominałam wcześniej, tak było w 1986 roku. Nie sprawdzałam, czy w tym temacie coś się zmieniło).
W wywiadzie autor powiedział, że nie ufa książkom, które opowiadają głównie o autorze. Dlatego w Arktycznych marzeniach autora nie spotkamy za często, ale jednak się pojawia. Historię, fakty, ciekawostki i opowieści o zwierzętach raz na jakiś czas przeplata opisem podróży czy opowieścią o jakiejś przygodzie. Utrzymał idealne proporcje – to Arktyka jest bohaterką, ale też ufamy autorowi we wszystkim co pisze, bo widzimy, że sprawdził wszystko na własnej skórze.

Arktyczne marzenia to piękna i bardzo czuła opowieść o Arktyce. Kompleksowa, bo ukazuje ją ze wszystkich stron. Mam wrażenie, że pozwala czytelnikowi zaspokoić głód wiedzy. I o ile autor powiedział w wywiadzie, że jego książka zainspirowała niejedną osobę do wyprawy na Północ albo założenia całej firmy organizującej takie wyprawy, to ja odkryłam w sobie poczucie odwrotne. Chciałabym kiedyś zobaczyć Arktykę na własne oczy, ale nie chcę być tam turystą. Czytanie tak pięknych książek pomaga w świadomym patrzeniu na świat. Moim jedynym rozczarowaniem przy lekturze tej książki był brak zdjęć, map, ilustracji. Rozumiem, że pewnie nie bardzo było na nie miejsce, sam tekst zajmuje ponad 500 stron, ale cóż, ja w takich książkach potrzebuję ilustracji!
Jeśli chcecie przeczytać książkę o Arktyce – zacznijcie od tej.
♦

