
Archipelag – grupa wysp położonych blisko siebie, najczęściej o wspólnej genezie i podobnej budowie geologicznej.
Na każdą książkę Filipa Springera czekam zawsze z wielką niecierpliwością. Wprowadził do polskiego reportażu architekturę, a ten punkt widzenia na rzeczywistość jest zawsze bardzo ciekawy. Poza tym pisze o Polsce brzydkiej, mało fajnej, takiej, jaka czasami bywa, ale nie chcemy o tym pamiętać i chętnie to ignorujemy. Pisze też o Polsce zwykłej, codziennej, tej naszej, osobistej. Pisze o nas samych, ludziach zamieszkujących polską przestrzeń. Problemy, które opisuje są naszymi problemami, a brzydota miejsc jest brzydotą codziennie przez nas oglądaną. Springer zwraca uwagę na rzeczy, na które nikt wcześniej nie spojrzał i nie pomyślał, że są warte opisania. Dlatego warto czytać jego książki, bo uczą one doceniać (a może po prostu tylko zauważać) przestrzeń, w której się żyje. Taka jest też jego najnowsza książka Miasto Archipelag, zapis podróży po stolicach byłych województw. To podróż rozpoczęta od mapy, a właściwie czegoś na kształt mapy. 31 miast. Każde inne, z innymi bohaterami i cechami charakterystycznymi. Łączy je jedno – kiedyś stały się stolicami województw i to miało wpływ na ich istnienie (i mieszkańców). Filip Springer wyrusza w podróż, żeby sprawdzić, czy wpływ był pozytywny czy negatywny i co się stało, kiedy stolice przestały być stolicami.
Spojrzenie z bliska rządzi się innymi prawami niż spoglądanie z daleka.
Miasto Archipelag to książka o wszystkich mniejszych miastach Polski. Byłe stolice to ważne kryterium, Springer sporo pisze o zmianie rzeczywistości w mieście po zmianie statusu, ale większość rzeczy jest uniwersalna, pasująca do każdego mniejszego miasta. Bo każde takie miasto bez McDonalda i galerii handlowej jest uważane za zacofane, nienowoczesne i nie mające nic do zaoferowania, zwłaszcza młodym ludziom. Sam Springer wpada w tę pułapkę narzekając na brak możliwości wypicia porządnej kawy (czytaj z galerii właśnie albo ze Starbucksa). A jednocześnie małe miasta przyciągają, młodzi ludzie do nich coraz częściej wracają. Jest w nich coś, co trudno znaleźć w wielkich miastach. Springer poruszył tu bardzo ciekawe zagadnienie, które nie ma jednej właściwej odpowiedzi na wszystkie pytania. Bo przecież miasta tworzą ludzie, a ludzie są różni. Ktoś odda wszystko, by zamieszkać w małym miasteczku, gdzie będzie znać wszystkich sąsiadów, a ktoś marzy o tym, żeby się z takiego miejsca wyrwać. Myślę, że najważniejsze w tym wszystkim to to, żeby znaleźć swoje miejsce, nieważne, gdzie ono będzie.
Ale jestem pod ogromnym wrażeniem, że Springerowi się chce. Jeździć tymi rozwalającymi się autobusami z rozkładem jazdy co godzinę albo rzadszym. Chce mu się chodzić zaniedbanymi ulicami, chce mu się poznawać ludzi i słuchać ich historii. Bo miasta, owszem, są bohaterami tej książki, ale dla mnie zdecydowanie na pierwszy plan wysuwają się ludzie. Bohaterowie, których Springer opisuje, których znalazł, są tak bardzo niesamowici! Ich życiowe historie są pełne emocji, wzruszające, inspirujące, zabawne i smutne, dające nadzieję i dołujące. Są takie… nasze, ludzkie.
Filip Springer pokazuje nam Polskę przez obrazy pojedynczych miast i ich mieszkańców. Zadaje ważne pytania, na które każdy z nas powinien znać odpowiedź, albo przynajmniej zdawać sobie sprawę z istnienia pytania. Bardzo często w dzisiejszych czasach żyjemy bezrefleksyjnie, a przestrzeń i przynależność do niej, w naszych nowoczesnych i mobilnych czasach przestała mieć jakiekolwiek znaczenie. A jednak Springer pyta – Czy możesz o jakimś miejscu powiedzieć, że jest twoje? Świetnie pokazuje relacje między człowiekiem a miastem, to, jak jedna osoba może zmienić miasto (pozytywnie, ale również negatywnie). Pisze o historii miast, o tym, że Miasta Archipelagu pielęgnują swoje nieszczęścia, ale z drugiej strony pokazuje również walkę o lepszą przestrzeń, mnóstwo pozytywnych działań i akcji. Pokazuje charakter małego miasta, które kiedyś było większe niż chciało albo powinno. Odkrywa zakątki Polski, może nie do końca ładne, ale interesujące. To Polska ukryta, nieoczywista, ale najciekawsza, bo najprawdziwsza.
To świetny reportaż. Podróżujemy z autorem przez Polskę, odnajdujemy znajome kąty, poznajemy nowe. Ale co najważniejsze, zaczynamy się rozglądać wokół siebie, patrzeć uważniej, dostrzegać więcej. Jestem bardzo ciekawa, jakie wrażenia ta książka wywarła na mieszkańcach opisywanych miast. Springer wyszedł z bardzo ciekawego punktu widzenia miast jako archipelagów możliwości, rozczarowań i szans. To rzetelna opowieść o tym, jak jest i co można zrobić, żeby było lepiej. A dodatkowo, oprócz tych wszystkich zalet, które wymieniłam wcześniej, książka ma całkiem porządną warstwę informacyjną. Nagle okazuje się, że Polska jest równie ciekawa, jak najbardziej egzotyczne zakątki świata. Trzeba tylko wsiąść w rozklekotany autobus z mapą w ręku i wyruszyć na przygodę.
♦
Za możliwość przeczytania bardzo dziękuję
♦

Ponieważ pochodzę z miasta mniejszego, no może nie aż tak małego, wciąż to stolica jednego z województw, to zauważam różnicę. I co ciekawe, w momencie, kiedy zaczęły powstawać galerie handlowe, to padł handel w centrum, zaczęły upadać sklepy na jednym z deptaków. Może w czasach liceum nie mogłam pójść u mnie w mieście do H&M, bo go nie było, ale były inne, fajne sklepy. Sama wracam teraz z chęcią do rodzinnego miasta. Odpoczywam w nim, ładuję akumulatory, przy okazji widzę jak zaczyna się zmieniać.
To podobnie jak ja. Ja pochodzę z miasta pod Lublinem i nigdy nie czułam się ani gorsza z tego powodu, ani nie pragnęłam McDonalda czy galerii handlowych. Teraz też z przyjemnością wracam. I to bardzo zabawne jak zmienia się perspektywa – moje miasto w 20 min przejdę całe na piechotę z jednego końca na drugi. W Warszawie autobusem przejadę na mniejszą odległość 😀
[…] Miasto Archipelag […]
[…] o Polsce. Mistrzem pisania o podróżach po Polsce jest dla mnie Filip Springer – Miasto Archipelag. Polska mniejszych miast jest naprawdę świetną […]