Zostałam zmotywowana przez Lolanta Czyta do stworzenia wpisu o Dyskusyjnych Klubach Książki. Czynię to z wielką chęcią, bo to fantastyczna idea, warta powielania i tworzenia nowych Klubów. No i przede wszystkim radości ludzi, którzy chcą się spotykać, żeby rozmawiać o książkach. Rodzajów klubów książki jest wiele. Są prywatne, są przy bibliotekach, są online, są jednoksiążkowe i wieloksiążkowe, i wiele innych wariacji na ten temat. Opowiem Wam trochę, jak to działa z perspektywy osoby prowadzącej taki klub (w tym roku obchodziliśmy 5 urodziny :)) Wyszedł mi chyba najdłuższy wpis od momentu powstania bloga 😀
Co to jest?
Dyskusyjne Kluby Książki to nic innego jak spotkania ludzi, którzy kochają czytać. Z premedytacją piszę “czytać” a nie rozmawiać o książkach, bo z tym czasami bywa różnie. Ale tak, podstawą spotkania jest dyskusja. Pierwsze Kluby Książki powstały w Wielkiej Brytanii, a u nas zostały przygarnięte przez Instytut Książki. Instytut Książki kupuje dla Klubów książki, maksymalnie jest to 10 egzemplarzy jednego tytułu. Kluby zgłaszają się po dany tytuł do koordynatora wojewódzkiego. Mogą wziąć kilka tytułów na raz. Spotkania zazwyczaj odbywają się raz w miesiącu, ale są Kluby, które spotykają się raz na dwa tygodnie. Każdy klubowicz dostaje książkę, którą czyta na spotkanie. Na spotkaniu egzemplarz zwraca, a zostawia swoje uwagi, przemyślenia i wrażenia po lekturze 🙂
Olbrzymią zaletą takich Klubów jest poznanie ogromnej ilości nowych książek (bo u nas nie kończy się na omawianiu tylko tego jednego wspólnego tytułu – każdy przynosi na spotkanie swoje stosiki! Czasami wychodzę ze spotkania z 10 nowymi tytułami, które muszę przeczytać!). Ale chyba nawet większą zaletą jest poznanie innych Klubowiczów. Tak wiem, że książki lubię bardziej niż ludzi, ale czasami robię wyjątki, Klub właśnie nim jest 🙂 Najbardziej jestem dumna z tego, że udało się stworzyć przestrzeń i miejsce, do którego klubowicze przychodzą z radością. Oczywiście, przez te 5 lat była rotacja, pojawiały się nowe osoby, inne znikały, ale powoli ustalił się stały skład. I jestem mega szczęśliwa wiedząc, że to tutaj się poznali, że przecież wszystko zaczęło się od książek, a dzisiaj obserwuje ich rozwijające się znajomości i przyjaźnie. Dzisiaj już spotykamy się również poza klubem, książki krążą między nami jak oszalałe, a Czytelnia w której pracuje stała się punktem przekazywania sobie książek 😀
Gdzie?
Tutaj są dwie opcje. Jeśli jest to klub przy Bibliotece, prawdopodobnie spotkania będą odbywać się w bibliotece. Daje to pewne plusy i minusy. Plusem jest na pewno to, że miejsce jest neutralne, pełne książek, a wierzcie mi, daje to naprawdę świetną atmosferę. Nikt nie musi się niczym przejmować (oprócz moderatora ;-)) a po skończeniu spotkania po prostu maszeruje do domu. Ograniczenia jakie nakłada ta forma spotkań są niewielkie, ale jednak. Godzina spotkania często może być uzależniona od pracy biblioteki. Zazwyczaj nie można wyciągnąć się wygodnie na kanapie, pozostają krzesła. No i różnie bywa z alkoholem na spotkaniach, w końcu to wciąż miejsce publiczne, nawet po zamknięciu dla czytelników. Stereotypowo na takich spotkaniach powinno lać się wino, my pozostajemy jednak przy herbacie 🙂
Formalny klub ma jeszcze jedną, ogromną zaletę. Dzięki temu, że należymy do struktur Instytutu Książki możemy organizować spotkania autorskie albo zapraszać gości na spotkania Klubu. U nas gościli między innymi Mariusz Czubaj, dziewczyny, które prowadzą bloga Gaimana po polsku, dwie tłumaczki, a najfajniejsze spotkanie było o komiksach z Szymonem Holcmanem z Kultury Gniewu i Michałem “Śledziem” Śledzińskim, autorem komiksów, którego chyba raczej nie trzeba przedstawiać 🙂
Drugą opcją są spotkania w domach uczestników, wzorem amerykańskich filmów. Ta opcja wydaje się bardziej przyjazna i romantyczna, ale również generuje plusy i minusy, odwrotne do powyższych. Minusem jest to, że być może nie wszyscy życzą sobie gościć innych klubowiczów u siebie w domu. No i gospodarz musi włożyć swój wysiłek w przygotowanie spotkania. Plusem jest dowolność, jeśli chodzi o godziny rozpoczęcia i zakończenia spotkania. No i każdy raczy się tym, na co ma ochotę 😉
Z własnego doświadczenia powiem, że ludzie, którzy przychodzą na kluby książki są w większości fantastycznymi ludźmi, z którymi można konie kraść. Więc zasadniczo nieważne jest miejsce. Poza tym wszystko wolno – jeśli zbierze się kilka osób chcących stworzyć taki klub, mogą wymyślić własne zasady. Mogą spotykać się w swoich domach (uwielbiam film Klub miłośników Jane Austen), ale mogą spotykać się też w knajpkach, organizować pikniki, wyjścia na spotkania z autorami, nawet wyjazdy, bo czemu nie.
Wszystko zależy od klubowiczów. Jak już się wszyscy dobrze poznają, wtedy zaczynają się prawdziwe spotkania. My staliśmy się grupą znajomych i przyjaciół, a nie tylko osobami, które czytają tę samą książkę 🙂
Jak?
Jeśli myślicie o przyłączeniu się do Klubu – po prostu znajdźcie najbliższą bibliotekę i zapytajcie. Jeśli już taki klub istnieje, po prostu przyjdźcie na spotkanie. Jeśli nie istnieje, zbierzcie grupę zainteresowanych osób, albo nawet w pojedynkę zgłoście potrzebę utworzenia takiego klubu. Klubowicze nie muszą być zapisani do biblioteki, kartę musi posiadać tylko moderator. Przyjście na spotkanie klubu, który już działa jakiś czas może się wydawać trudne, bo jest to przecież wejście do środowiska, które się już zna nawzajem, które ma już swój rytm. Ale nie trzeba się tego bać, bo kluby książki, jestem tego pewna, składają się w większości z życzliwych osób, które chętnie powitają nowych znajomych-czytelników. Mała rada dla osób zaczynających swoją przygodę – nawet jeśli macie od razu bardzo dużo do powiedzenia, powstrzymajcie się na pierwszych kilku spotkaniach. Przyjdźcie, poobserwujcie, posłuchajcie innych, poznajcie ich, zobaczcie, jak takie spotkanie się odbywa. Oczywiście wyrażajcie swoje zdanie, ale więcej słuchajcie niż mówcie. Absolutnie nie miejcie kompleksu “nowego”, ale nie zachowujcie się też tak, jakby wszyscy przyszli tu tylko po to, żeby was słuchać 🙂
Wszystkie potrzebne informacje znajdziecie na stronie Instytutu Książki, więc nie będę się tu powtarzać. W razie pytań, służę pomocą w komentarzach.
A jeśli wolelibyście taki klub bardziej nieformalny, w swoim gronie, spotykać się w domu, to internet jest tu potęgą. Wystarczy odważyć się na pierwszy krok, a gwarantuję Wam, warto! I nie przesadzę, jeśli napiszę, że to może zmienić Wasze życie 🙂 Ja swojego czasu myślałam o tym, bo wyżej wspomniany film jest naprawdę cudowny, a idea spotykania się po domach jest fantastyczna. Może kiedyś do tego wrócę. Myślałam też swojego czasu o klubie książki na Youtubie.
Jak wyglądają spotkania?
Spotkania wyglądają różnie, w zależności od ilość osób. Maksymalna ilość osób na spotkaniu, tak, żeby miało ono jeszcze sens to 20 (licząc na to, że zawsze ktoś nie przyjdzie ;-)). Optymalna ilość to 12-15 osób. Ale pamiętajcie, że dwie osoby też mogą dyskutować, a razem z moderatorem to już trzy, więc tłum 🙂
Oczywiście wszystko zależy od moderatora i klubowiczów. Ja mam to szczęście, że nasz Klub składa się z samych fantastycznych osób, które kochają czytać, lubią dyskutować o książkach, a do tego same są bardzo ciekawymi postaciami, reprezentującymi przeróżne zawody, umiejętności czy doświadczenia. I z dumą piszę, że zdecydowanie odbiegamy od stereotypu klubu książki – jest nas dużo, i tak, są panowie, a przedział wiekowy to 20-60 (ze średnią ok. 40, w zależności jeszcze w jakim roku :))
Zazwyczaj rozpoczynamy od ogłoszeń, ustalenia daty kolejnego spotkania i rozdania książek. Potem dyskutujemy o konkretnym tytule. Zadaniem moderatorów jest pilnowanie, żeby każdy, kto chce, zdążył się wypowiedzieć, żeby nikt nie mówił za długo i żeby nikt za bardzo nie odbiegał od tematu (przynajmniej na tym etapie dyskusji). Kiedy już wyczerpiemy tematy związane z książką, robimy rundkę polecania – prawie każdy ma do polecenia jakiś fajny tytuł (albo trzy, albo pięć) A potem gdzie nas poniesie 🙂 Są książki, o których rozmawiamy ponad dwie godziny i jeszcze jest nam mało. Są książki, które wystarczają na 20 minut, a są książki, które wywołują całkiem inne dyskusje, które prowadzą do zupełnie odmiennych tematów, i zanim się nie obejrzymy, rozmawiamy o czymś zupełnie innym.
Zasady
Po pierwsze zasady są po to, żeby je łamać. Jeśli będziecie chcieli założyć taki klub albo będziecie szukać informacji, gdzie możecie dołączyć, na pewno spotkacie się z listą zasad. Oczywiście, zasady jakieś muszą być, ale cały czas trzeba pamiętać, że taki klub to nie szkoła, że to ma być przyjemność. Znam jeden klub, który nie wprowadził ograniczenia ilościowego, więc na spotkanie może przyjść każdy, w myśl zasady otwartości. Doprowadziło to do tego, że jeśli jakiś klubowicz chciał się wypowiedzieć, musiał podnosić rękę do góry i czekać na swoją kolej. Jako osoba prowadząca musiałam sobie zadać w pewnym momencie pytanie, czy zależy mi bardziej na ilości osób, czy na jakości spotkań.
Druga zasada – rozmawiamy tylko o książkach, albo tylko o tytule, który mieliśmy przeczytać. Podobno są takie kluby, które działają według tej zasady. Ja sobie czegoś takiego nie wyobrażam. Dla mnie największą wartością jest to, że mogę poznać klubowiczów – kim są, co lubią, jakie mają gusta nie tylko czytelnicze, ale i np. filmowe. A poznajemy się przez rozmowy, nie zawsze o książkach. Poza tym wychodzę z założenia, że czasami książka może stać się miłym pretekstem do spotkania. Wielokrotnie zdarzało się, że tytuł, jaki mieliśmy przeczytać był na tyle niefajny, że mało kto go przeczytał, a nawet jeśli wszyscy przeczytali, to książka wystarczała na 20 minut dyskusji. Zamiast rzeźbić i wymyślać na siłę tematy do książki, my zawsze rozmawiamy o tym, co kto przeczytał ostatnio (z tym nigdy nie ma problemu ;-)), bardzo często są to rozmowy o tak zwanym życiu – ktoś miał urodziny i przyniósł cukierki, ktoś przebiegł maraton, ktoś miał fajny urlop, a ktoś obejrzał dobry film.
To jest fantastyczne, bo te spotkania stały się ważnym punktem dla każdego. Książka jest zawsze na pierwszym miejscu, ale mamy jeszcze sporo przestrzeni na inne tematy. Może jestem idealistką, bo nasi klubowicze są cudowni i nie trafiła się jak do tej pory osoba, z którą np. ciężko byłby się dogadać, która nie rozumiałaby podstaw dyskusji czy która chciałaby zdominować całe spotkanie. Ale lubię też myśleć, że to po prostu nasza zasługa – jesteśmy tak fajni, że przyciągamy tylko fajne osoby 😉 Zdarzyły się oczywiście osoby, które przyszły raz albo dwa i więcej już się nie pojawiły. Zdarzyła się osoba, która spodziewała się czegoś innego po takim klubie – rozmów na poziomie akademickim, szczegółowego analizowania dzieł literackich, wykładów o literaturze. To nie jest tak, że każdy znajdzie sobie miejsce w każdym klubie. Rozmowy o książkach też mogą się różnić. To ludzie tworzą kluby, więc musimy znaleźć taki, do którego uczęszczają ludzie, których możemy najzwyczajniej w świecie polubić.
Trzecia zasada – nie wszystkie lektury nam się spodobają, ale mimo to spróbujmy je przeczytać. To jedna z wielu zalet klubu, że czytamy książki, których w innej sytuacji, z własnego wyboru nigdy byśmy nie przeczytali. W naszym przypadku takim przykładem jest książka Modlitwy waginy Charlotte Rosche. Temat kontrowersyjny, chichotów było co nie miara, prawie każdy klubowicz mówił, że w życiu by jej nie przeczytał gdyby nie klub. A na spotkaniu, podczas dyskusji okazało się, że to jedna z lepszych książek, jakie czytaliśmy dotychczas!
Zasady, których zdecydowanie powinniśmy się trzymać to szanowanie opinii innych, nie ocenianie nikogo i przestrzeganie kultury wypowiedzi. Jeśli na spotkanie przychodzi np. 15 osób trudno nad wszystkimi zapanować, tym bardziej jeśli każdy ma coś ciekawego do powiedzenia ( a zazwyczaj ma :)). Dużo zależy od samych klubowiczów – jeśli będą zwracać uwagę na inne osoby, nie przerywać innym, nie będą starać się zdominować dyskusji, to wszystko będzie pięknie. Musimy pamiętać, że na taki klub przychodzimy nie po to, żeby wygłosić wykład o tym, co MY myślimy, tylko wymienić się uwagami, poglądami, chcemy dowiedzieć się, co myślą inni 🙂
Rozwiewam obawy
◊ Nie musisz znać się na literaturze, czytać klasyki w oryginale czy być po studiach polonistycznych. Wystarczy, że lubisz czytać 🙂
◊ Nie musisz odzywać się na takich spotkaniach. Dyskusyjny Klub Książki opiera się na dyskusji, ale jeśli chcesz przychodzić po to, żeby posłuchać, co inni mają do powiedzenia, a sam wstydzisz się albo nie chcesz się odzywać, to możesz. Nie ma przymusu wypowiedzi. Do nas jedna Pani przychodziła przez dwa lata, zanim zebrała się na odwagę. A jeśli na wstępie usłyszysz, że musisz się wypowiedzieć, bez względu na wszystko, to może jednak nie jest to klub do którego chcesz należeć…
◊ Nie musisz czytać każdej książki, nie musisz jej przeczytać w całości. Ideą jest spotkanie się osób, które przeczytały jedną książkę, żeby mogły wymienić się opiniami o niej. Ale jeśli dany tytuł Ci się nie spodobał albo nie dałeś rady go przeczytać, nie musisz rezygnować ze spotkania. Możesz przyjść i posłuchać, co inni mówią, albo opowiedzieć o jakiejś innej swojej lekturze. Poza tym to bardzo ciekawe posłuchać, dlaczego ktoś nie przeczytał danej książki, dlaczego się nie podobała.
◊ W zasadzie jedyne co musisz, to lubić czytać 🙂 Klub książki to ma być przyjemność, coś, na co czekasz cały miesiąc. Spotkanie, które wpisujesz w kalendarz i mówisz swojej całej rodzinie, że bez względu na wszystko, Ty wtedy wychodzisz z domu na dwie godziny 🙂
A na koniec – możecie sobie zajrzeć na naszego facebooka i podejrzeć, jak to wszystko wygląda.


Rewelacyjny wpis! Jakbym mieszkała w Polsce to z miejsca zaczęłabym szukać, albo otwierać własny klub 😉
Dzięki! 🙂
Fajnie jest móc spotykać się z ludźmi po to tylko, żeby pogadać o książkach. A wiadomo, że w gronie o tych samych zainteresowaniach łatwo znaleźć bratnią duszę 🙂
Hi hi hi, zawsze w Irlandii możesz rozwinąć skrzydła 🙂 Dla mnie najfajniejsze jest to, że ludzie w różnym wieku, o różnych zawodach, z naprawdę przeróżnym życiem, którzy nigdy nie spotkaliby się w innych okolicznościach, dzięki książkom spotykają się i zaprzyjaźniają się 🙂 To wielka moc książek i to jest cudowne! 🙂
Czuję się zainspirowany. Nie wierzę co prawda, że inspiracji starczy, by dołączyć, ale chwilowy entuzjazm jest. Zbyt duży ze mnie introwertyk. I bezczasowiec.
Cudownie <3 trzymam kciuki, żeby inspiracji wystarczyło i żebyś trafił od razu na świetny klub:) a introwertyzm nie ma nic do tego, mój blog przeciez nazywa się "bardziej lubię książki niż ludzi", co jest prawdą, ale okazuje się , że klub książki jest miłym wyjątkiem 🙂
U mnie we Włocławku też działają takie kluby. W mojej osiedlowej bibliotece też. Ja jednak nie należę do tego klubu. Trochę czasu mi brak.
Pozdrawiam i zapraszam do mnie: http://www.szeptyduszy.blog.onet.pl
Jestem u Ciebie pierwszy raz, ale nie ostatni.
Dziekuję pięknie 🙂 A co do Klubu, jeśli masz tylko taką ochotę, to idź na spotkanie, chociaż pierwsze, żeby się zorientować 🙂 Może się okazać, że już nie będziesz potrafiła bez niego żyć 🙂
Czy prywatne kluby też dostają książki od Instytutu?
Nie, muszą to być kluby założone przy bibliotece.