
Czytanie książek to świetna zabawa. Ale czytanie książek, które do siebie pasują, które polemizują ze sobą, albo jedna jest naturalnym przedłużeniem drugiej; książek, które ten sam temat opisują z różnych stron – to jest jeszcze lepsza zabawa. Uwielbiam czytać takie książki po sobie, na świeżo. Mam wrażenie, że wchłaniane treści są wtedy bardziej intensywne, otwierają się nowe szufladki w głowie, tworzą się nowe połączenia. Bardzo fajne uczucie! Niedawno recenzowałam Boga urojonego Richarda Dawkinsa, w której autor zbija dowody na istnienie Boga i przedstawia swoje na jego nieistnienie. Chwilę po jej skończeniu wpadła mi w ręce książka, którą bardzo chciałam przeczytać, a która stanowi totalne przeciwieństwo Boga urojonego pod względem tematyki. Powiem Wam, że czytanie tej książki po Bogu urojonym było ciekawym doświadczeniem. Dawkins twierdzi, że nie istnieje Bóg i wszelkie rzeczy nadprzyrodzone – istnieje tylko to, czego ewentualnie nie jesteśmy jeszcze w stanie zrozumieć. Skoro nie wierzy w Boga, nie wierzy również w szatana, a tym samym w opętania, nawiedzenia, duchy i demony. Czy to nie hipokryzja z mojej strony pisać, że argumenty Dawkinsa są dla mnie logiczne, a za chwilę pisać, że historie z życia Warrenów naprawdę mnie przeraziły? Przecież skoro odrzucamy jedno, drugie jest automatycznie również odrzucane. Przecież, jeśli nie ma sił dobrych, nie ma również sił złych. Mój dylemat sam się rozwiązał po przeczytaniu książki, zaraz Wam opowiem dlaczego.

Zastanawiałam się nad tym dosyć długo i doszłam do wniosku, że chodzi o zwykły, ludzki lęk. Jesteśmy bardziej skłonni uwierzyć w istnienie sił zła, bo po prostu bardziej się tego boimy. Dobre rzeczy jesteśmy chętni tłumaczyć przeróżnymi czynnikami – zbiegami okoliczności, przypadkami, szczęściem, własnymi umiejętnościami itd. Złe rzeczy najchętniej spychamy na kogoś innego, a najlepiej na coś, czego nie da się wytłumaczyć. Ale okazuje się, że wystarczy trochę bardziej pogrzebać, a wiele niewytłumaczalnych rzeczy nagle można wyjaśnić – opętanie staje się psychologicznym syndromem opętania i dysocjacyjnym zaburzeniem tożsamości, słynne nawiedzone domy okazują się słynnymi mistyfikacjami, a duchów, o których każdy słyszał, nikt tak naprawdę nie widział.
Ed i Lorraine Warrenowie. Demonolodzy jako podtytuł mają Relacje ze spraw prowadzonych przez małżeństwo Warrenów. Abstrahując zupełnie od tego, czy ktoś wierzy czy nie, książka mogła być świetnym źródłem wiedzy o samej demonologii, jak i o Warrenach. Piszę mogła, bo niestety nie jest. Więcej o Warrenach dowiedziałam się z ich strony na anglojęzycznej Wikipedii niż z tej książki. O sprawach też za wiele dowiedzieć się nie można. Z jednej strony autor cały czas podkreśla, w jakich przerażających sprawach Warrenowie brali udział, jakie przerażające rzeczy widzieli, ale nigdy nie dochodzi do wymienienia tych rzeczy. Sami Warrenowie również niechętnie opowiadają, argumentując, że nie chcą dawać gotowych scenariuszy na przykład na wywoływanie demonów. Mam nieodparte wrażenie, że książka została napisana tylko po to, żeby pokazać wszystkim, jakimi dobrymi, ciepłymi i bardzo pobożnymi ludźmi są Warrenowie. Jest to podkreślane bardzo często, a pisząc to mam na myśli n a p r a w d ę bardzo często.

Cała książka jest dla mnie wielką obietnicą bez pokrycia. Oczywiście, trochę informacji można z niej wydobyć – kim w ogóle Warrenowie są, jacy są i dlaczego zajęli się takim tematem. Trochę dowiemy się o samej demonologii, która jako dyscyplina wiedzy obejmuje elementy filozofii, teologii, psychologii (klinicznej i psychopatologii), antropologii, chemii, biologii, fizyki i metafizyki. Przeczytamy o sprawach prowadzonych przez Warrenów, obejrzymy zdjęcia z nawiedzonych miejsc. Ale żaden z tych tematów nie jest przedstawiony wyczerpująco, mam wrażenie, że nie są przedstawione nawet wystarczająco rzetelnie. Jakby to wszystko było tylko tłem do tego, żeby pokazać, że Warrenowie to dobrzy i pobożni ludzie. A przecież to właśnie te szczegóły są najciekawsze!
Ja nie lubię być przekonywana do czegoś, a jeśli ktoś robi to w sposób bardzo natarczywy, denerwuję się. Wychodzę z założenia, że mam swój mózg i lubię, jak ktoś przedstawia mi fakty, żebym sama mogła wyciągnąć wnioski. Przedstawia dane zagadnienie z kilku stron, żebym mogła sama zdecydować, która opcja najbardziej mi pasuje i którą decyduję się uznać za prawdziwą. Tutaj niestety bardzo tego zabrakło. Od razu widać, że celem książki nie było rzetelne przedstawienie Warrenów i całego zagadnienia demonologii. Ta książka to laurka dla Warrenów. I żebym dobrze została zrozumiana – nie mam nic przeciwko temu, że książka została napisana przez osobę, która wierzy w siły zła i w to, że Warrenowie walczą z demonami. Nie. Bo z tej perspektywy również można było napisać doskonałą książkę. Materiału na pewno by nie zabrakło. Życie Warrenów związane jest chociażby z takimi znanymi historiami jak sprawa lalki Annabelle czy horror w Amityville. I nawet jeśli ktoś uśmiecha się z politowaniem pod nosem, kiedy ktoś opowiada mu o duchach, historie z życia Warrenów wystarczą, by napędzić stracha nawet najbardziej odważnym. Bo nawet jeśli nie wierzymy, zawsze pozostaje cieniutki margines, w którym pojawi się pytanie a co jeśli? Bo nawet jeśli wiemy, że coś jest mistyfikacją, to przy innej sprawie oszustwo nie jest już takie oczywiste. I wtedy zaczynamy się zastanawiać. Warrenowie poświęcili całe życie badaniu spraw nadprzyrodzonych i jeśli ich życie zostałoby porządnie przedstawione, byłaby to niesamowita lektura.

W moim przypadku książka zadziałała odwrotnie niż powinna. Na początku, zanim zaczęłam czytać, bałam się ją otworzyć. Dalej, im więcej autor zapewniał mnie, jakimi dobrymi i pobożnymi ludźmi są Warrenowie, tym mniej się bałam i zaczynałam się irytować. Po skończeniu sięgnęłam do źródeł w internecie, gdzie przeczytałam historię Warrenów z innych punktów widzenia oraz dokładne analizy spraw, w jakich uczestniczyli. Wówczas obraz Warrenów, jaki wytworzyłam sobie pod wpływem filmów Obecność zmienił się, a książka, która miała spowodować zwiększenie zainteresowania tym tematem, spowodowała, że moje zainteresowanie się skończyło. Bardzo chętnie przeczytałabym ich biografię, bo, podkreślam po raz kolejny, to fascynujące zjawisko. Sami Warrenowie, jak i to, czym się zajmują. Ale chciałabym, żeby była napisana uczciwie, obszernie i z różnych perspektyw. Żeby nie była traktowana jako laurka dla Warrenów, ale też nie jako atak. Żeby to było po prostu rzetelne przedstawienie faktów (skoro Amityville powszechnie uważa się za mistyfikację, dlaczego autor o tym nie wspomina? Przecież to nie odejmuje niczego Warrenom, oni wierzyli w to, co robili i w tym przypadku nie ma znaczenia, czy to prawda, czy nie)
Chyba obwinię za to autora. Bo miał świetny materiał na fantastyczny reportaż. Mógł napisać książkę, po której nie będzie mógł spać nawet ktoś, kto nie wierzy w nic nadprzyrodzonego. Mógł przedstawić ciekawie demonologię, egzorcyzmy. Mógł dokładnie opisać sprawy Warrenów, te mniej znane i te rozsławione przez filmy. A skupił się na tym, że Warrenowie to dobrzy i pobożni ludzie. Szkoda.
♦
Za możliwość przeczytania dziękuję Wydawnictwu Esprit 🙂
♦
Przeczytałam tą książkę i jestem zawiedziona. Ja również mam wrażenie, że poszczególne wątki w książce są nie dokończone, a nawet powiem więcej. Mam odczucie jakby temat główny, czyli opętań i działania złych mocy został w niej potraktowany po macoszemu, jako poboczny. No cóż, myślałam, że dorwałam perełkę, coś naprawdę dobrego, niestety.
[…] Horror gości na mym blogu chyba po raz pierwszy. Zazwyczaj nie sięgam po ten gatunek, ale nie wiem zupełnie dlaczego. Nie mam nic przeciwko, żadnych argumentów, bać się też czasami lubię, horrory oglądam, choć najczęściej pod kołdrą i jednym okiem wyzierającym spoza palców, a gry w konwencji horrorów to już uwielbiam. Papierowy Księżyc skusił mnie jednak Głową pełną duchów. I powiem tak – jeśli macie delikatne nerwy, również dacie radę ją przeczytać. A jeśli szukacie jakiejś ciekawej lektury o opętaniach – ta zdecydowanie będzie lepsza niż Demonolodzy. […]
[…] książkach złych i słabych, ale jak widać, czasami muszą zdarzać się wpadki. Pierwszą byli Demonolodzy, a drugą […]
[…] wzbudzają we mnie chyba najwięcej niepokoju. Więcej napisałam przy okazji recenzji książki Demonolodzy, więc odsyłam tam. Tamta książka niestety nie okazała się dobra, ale pamiętam jeszcze […]
[…] Tego, że osoba pisząca jest zakonnicą, co mogło wpłynąć na formę jej narracji. Książka Demonolodzy została przecież zepsuta przez bardzo wierzącego autora, a co mówić o siostrze zakonnej i tak […]
[…] Kilka razy złamałam własne zasady. Demonolodzy tak mnie zawiedli, że musiałam wrzucić tekst. Napisałam też o Nazywam się Cukinia czy o […]
No i lada moment doczekamy się 3 części obecności w kinach 🙂