Dlaczego nie piszę negatywnych recenzji

Do tego wpisu zainspirowała mnie Karolina z @comebook, mówiąc na Instagramie o osobach, u których można znaleźć tylko pozytywne recenzje. Na szczęście ja znalazłam się wśród osób, u których pozytywne recenzje wzbudzają zrozumienie. Ale pomyślałam, że może Wy też się zastanawiacie, dlaczego nie znajdziecie u mnie negatywnych recenzji? No więc przygotowałam Wam matematyczną odpowiedź.

Policzyłam, że jeśli pożyję do 80 i będę czytać takim tempem, jakim czytam, to zdążę przeczytać jeszcze około 7 tysięcy książek (powiedzmy 12 książek miesięcznie daje 144 rocznie. Do 80 zostało mi 47 lat – to daje sumę 6768 książek). Czy to dużo? No ja mam jakieś takie wrażenie, że wcale nie.

Dlatego nie czytam złych książek. Bo szkoda mi na nie czasu.

Dlatego tym bardziej o nich nie piszę.

Nie jestem krytykiem literackim. Nie mam misji, żeby pisać Wam, która książka jest dobra, a która zła. Nie mam takich mocy, żeby to stwierdzić. Przyznaję otwarcie, że nie umiem docenić „wielkiej powieści”, bo się na tym nie znam. Uwielbiam książki, które coś mi dają, czerpię z nich wiedzę, które mnie wciągają i przyciągają. I o tym mogę pisać.

Mam też inną misję, wymyśloną przez siebie.

Chciałabym, żeby każdy, kto tu wejdzie miał pewność, że każda książka, którą tu znajdzie, jest wartościowa. Żeby bez zastanawiania się mógł po nią sięgnąć. Oczywiście nie gwarantuje, że zawsze mu się spodoba. Wielokrotnie piszecie, że jednak do Was coś nie trafiło. I to jest w porządku. Ale ja pod każdą książką na blogu mogę podpisać się obiema rękami. Kocham je wszystkie.

Więc moja misją jest wpychanie Wam do gardeł książek, które kocham. 

Ani sekundy nie chcę tracić na pisanie czy rozmyślanie o książkach, które mi się nie podobały, albo które mnie zawiodły (tak, takie też czytam, ale często ich nie kończę nawet). Bo po co? 

Bardziej lubię książki to miejsce pełne dobrych książek. Nie jest łatwo się tu dostać, bo selekcja jest ostra (wiecie, że dziennie dostaję minimum 10 maili z propozycjami? To 300 książek miesięcznie!! Na blogu znajdziecie może 15 tekstów miesięcznie, na Instagramie 30 zdjęć). 

I jeszcze jedno – dla mnie pozytywne recenzja nie oznacza nie pisania o gorszych stronach książki. Dobra książka może mieć wady, ale są one mniejsze niż zalety.

* Kilka razy złamałam własne zasady. Demonolodzy tak mnie zawiedli, że musiałam wrzucić tekst. Napisałam też o Nazywam się Cukinia czy o Wielkim marynarzu. Ale widocznie czułam potrzebę wytłumaczenia przy tych książkach, dlaczego mi się nie podobały. Bo znalazłam też w nich coś, co jednak powodowało, że warto o nich choćby wspomnieć. Zdarza mi się pomylić. Ale zazwyczaj udaje mi się wybrać dobrze.

W skrócie – piszę tylko o tym, co mnie zachwyciło. Bo tylko o tym jest warto pisać. 

  • Ostatnio ktoś zadał pytanie, czy kończymy książki, które nam nie pasują. Ja nie kończę – szkoda czasu. Właściwie, szkoda życia na kiepską literaturę, która nam nie leży. Tak samo, jak wyłączam film, który jest kiepski.

  • Bardzo mnie przekonuje twoja misja. I super jest to, że znasz dokładnie swój gust, wiesz, co może ci się spodobać, a co nie. Ja już coraz rzadziej trafiam na buble, na szczęście. W końcu też dojrzałam i wiem, jakie książki lubię czytać, ale zdarza mi się pisać negatywne recenzje (choć ostatnio baaardzo rzadko, co jest super!)

    A najważniejsze: wyrobiłaś już sobie taką renomę, że nikt nie mógłby cię posądzić o to, że polecasz wszystko jak leci. I to jest super!

  • Elwira

    Gdybym miała swojego bloga najpewniej też pisałabym o książkach, które mi się podobają. Po co pisać o książce, która mi się nie podoba i poświęcać jej czas na przeczytanie i zrecenzowanie? W zalewie nowości to irracjonalne. Mam jednak takie wrażenie że recenzje negatywne pisze się łatwiej, ale to tylko moje zdanie i mogę się mylić. Lubię twój blog właśnie za to, że piszesz o książkach ciekawych i takich które cię interesują i czytając twoje teksty to czuć. Co tam, że narażasz np mnie na comiesięczne spustoszenie portfela. To tylko jedyny minus twojej działalności 🙂