Ostatni

Maja Lunde || Tłumaczenie Mateusz Topa

Maja Lunde jest norweską pisarką, która podbiła nasze czytelnicze serca cztery lata temu powieścią Historia pszczółByła to pierwsza powieść w klimatycznej tetralogii, jak nazywany jest ten cykl. Ja się nim zakochałam od razu i z wielką niecierpliwością czekałam na kolejne tomy. Lunde wszystkie powieści konstruuje w podobny sposób – najczęściej poznajemy trzy historie w trzech planach czasowych – przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Historia pszczół jak sam tytuł wskazuje była opowieścią o tym, jak ważne są pszczoły i jak może wyglądać świat bez nich. Błękit to opowieść o wodzie i jej braku. Trzeci tom, Ostatni, to historia w której główną rolę odgrywają konie. We wszystkich trzech książkach autorka pokazuje czytelnikowi, jak wyglądało życie kiedyś, jak bardzo ludzkość niszczy planetę i jak bardzo się tym nie przejmuje, by na końcu pokazać, jak życie może wyglądać w przyszłości, jeśli dalej będziemy postępować tak samo.

Wszystkie te powieści to bardzo mocne książki. Bo wiecie, przyszłość z nich to nie wizja tego, co będzie za 100 lat. To kwestia 20, 40 czy 60 lat. To czas, który jesteśmy w stanie sami dożyć, nie mówiąc o dzieciach. To nie nieokreślona przyszłość świata czy planety – to nasza przyszłość. A sądząc po tym, co się na świecie dzieje dzisiaj, pewne problemy mogą być szybciej aktualne, niż nam się wydaje. Uwielbiam grać w postapokaliptyczne gry. Fallout, The Last of Us, wszystkie te tytuły, kiedy świat w takiej formie, w jakiej go znamy został zniszczony, a człowiek musi nauczyć się żyć na nowo. A książka Ostatni spowodowała, że zaczęłam się zastanawiać nad tym, czy ja sama poradziłabym sobie w takiej rzeczywistości?

Na okładce przeczytamy, że to najlepsza powieść Mai Lunde i ja się z tym zgadzam! Przeczytałam jednym tchem (no może kilkoma, bo jednak trochę tych stron jest)! Co ciekawe, ja zazwyczaj nie przepadam za kilkoma planami czasowymi, raczej wolę jedną historię. A u Lunde w ogóle mi to nie przeszkadza, wręcz uważam to za wielki atut tych książek – idealny sposób by pokazać przemiany, jakie zachodzą na świecie i w ludziach. To wpisuje się w zasadę dobrych filmów – pokaż, nie opowiadaj. I choć wydawałoby się, że w książkach chodzi o opowieść właśnie, to zawsze warto zostawić przestrzeń czytelnikowi na własne refleksje, na to, by sam doszedł do pewnych wniosków, żeby sam dostrzegł różnicę między kiedyś i dzisiaj.

W jakie światy Maja Lunde zabiera nas tym razem? Mamy rok 1881 i rosyjską wyprawę, która wyrusza do Mongolii w poszukiwaniu nowego gatunku konia. Mamy Mongolię w 1992 roku, kiedy zostaje podjęta próba sprowadzenia koni z Europy z powrotem do Mongolii. I w końcu rok 2064 i Norwegię, świat, w którym brakuje wszystkiego, a ludzie porzucają swoje domy, by wyruszyć przed siebie w poszukiwaniu lepszego życia. Każdy z tych światów ma fantastycznych bohaterów – rosyjskiego młodzieńca, który dopiero na mongolskim stepie odkrywa siebie, Karin i Mathiasa, których historia rodzinna jest bardzo poruszająca z tak wielu względów, Evę, kobietę walczącą o przetrwanie, Isę, która w całym swoim życiu poznała tylko siedem osób. Zresztą każda postać pojawiająca się na kartach tej powieści ma coś ciekawego dopowiedzenia. Piszę Wam o tym dość enigmatycznie, bo nie chcę nic zdradzić z treści. Wierzcie mi – to wielka przyjemność poznawać te wydarzenia samemu!

Ponieważ jestem fanką powieści, które wykorzystują prawdziwe historie, muszę jeszcze wspomnieć o koniach. Te zwierzęta, które są łącznikiem tych trzech historii to konie Przewalskiego. To współcześnie jedyny dziko żyjący gatunek koni, choć według badań z 2018 rok, koń ten nie jest koniem dzikim, a jedynie zdziczałym. Nazwa wzięła się od Nikołaja Przewalskiego, rosyjskiego geografa i badacza, który jako pierwszy odkrył ten gatunek (to bardzo ciekawa postać, a nasz powieściowy bohater ma z nim bardzo wiele wspólnych elementów biografii). Przemierzył łącznie ponad 33 tys. km, publikując książkowe relacje ze swoich wypraw, gromadząc wraz ze współpracownikami wielką kolekcję fauny (7,5 tys. eksponatów) i flory (16 tys. eksponatów), w tym ponad 200 nowych gatunków. Robi wrażenie, prawda? Niestety sam gatunek został uznany za wymarły na wolności, ostatnie dzikie konie widziano w Mongolii w 1969 roku. Są natomiast egzemplarze w ogrodach zoologicznych, są też czynione próby, by przenieść je do życia na wolności.

Ostatni to jednocześnie podróż w przeszłość, docenienie teraźniejszości i zajrzenie w przyszłość. To ostrzeżenie, zmuszenie do namysłu i refleksji. Takiej na skalę światową, o tym, co robimy z planetą, czy da się to jeszcze powstrzymać, co należałoby zrobić, ale też takiej  refleksji o nas samych, o człowieku, jego relacjach z innymi, jego miejscu na świecie. Bo równie istotną rolę w tej opowieści odgrywają właśnie ludzie – ich potrzeby, ich emocje i pragnienia. W sytuacjach krytycznych pokazuje się prawdziwa natura człowieka – i o niej miedzy innymi jest ta opowieść.

Przeczytajcie, bo warto!

 

Bądź pierwszą osobą, która zostawi swój komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *