
Kiedy mam przeczytać książkę, która jest obwołana nową najlepszą powieścią świata, książką, która zmieni moje życie, świętym graalem literatury, trochę się denerwuję. Bo zazwyczaj kończy się rozczarowaniem, ale przecież nic dziwnego, kiedy moje oczekiwania są podniesione wyżej, niż kiedykolwiek mogłabym przypuszczać. Dlaczego o tym piszę? Bo Syn wywołał we mnie również niepokój, choć blurbów na nim niewiele. Ale te, które są, są tak bardzo intensywne, że wywołują w czytelniku od razu wrażenie, że trzyma w ręku książkę wyjątkową. Stąd niepokój. A co, jeśli książka, o której Michał Nogaś mówi, że to wspaniała, wielka powieść, a Meyer to pisarz, którego trzeba znać, mi się nie spodoba? Cóż, powiecie, że trudno, nie spodoba się i już, nic wielkiego. Ale ja bym chciała, żeby się spodobała, bo jeśli jest doceniona przez innych, to ja też chciałabym ją doecnić, zwłaszcza, że to mój temat. Na szczęście Syn wymyka się standardowym sytuacjom, a Michał Nogaś miał rację. Syn to wspaniała, wielka powieść, a Philippa Meyera trzeba znać.
Inspiracją do napisania tej powieści było odnalezienie i określenie elementów, które tworzą mit założycielski Stanów Zjednoczonych. Warto zwrócić również uwagę pierwszą powieść Meyera, Rdzę, bo autor postrzega Syna jako jej kontynuację. Planuje również trzecią powieść, która zamknie tę trylogię. Trylogię o Stanach Zjednoczonych, o ich początkach, o tworzeniu się społeczeństwa amerykańskiego, o przeciwnościach, które Amerykanie musieli pokonać, o drodze, którą musieli przejść. Syn to saga, ukazująca nam historię rodziny McCulloughów. Naszymi przewodnikami są trzy osoby – Pułkownik Eli, jego syn Peter i wnuczka Petera, Jeannie. Każdy z nich reprezentuje inny czas, inną rzeczywistość, inne problemy, z którymi trzeba się zmagać. A jednocześnie ta inność kreuje jeden, amerykański świat – podwaliny tego świata, który znamy dzisiaj. To niesamowita możliwość obcowania z dawną Ameryką. Philipp Meyer doskonale odtworzył atmosferę i klimat tamtych czasów, zarówno walki z Indianami, życie na pograniczu, strach i brutalność, jak i życie bogatych ranczerów, początki biznesu naftowego i walki z meksykanami. I chociaż postacie są świetnie napisane – są dynamiczne, prawdziwe, wzbudzają wiele emocji – to mam trochę wrażenie, że głównym bohaterem jest tutaj Teksas, a cała reszta jest jedynie sztafażem.
Najbardziej w tej opowieści podoba mi się to, że to proza niewygodna, rozbijająca nasze wyobrażenia, do bólu prawdziwa. Nie ma przed nią ucieczki, zmusza nas do zaakceptowania tego, jak było, bez żadnego upiększania. Autor bez sentymentów rozprawia się z wszelkimi romantycznymi wizjami, kowboje nie są bohaterami bez skazy, biznes naftowy to brutalne i brudne pieniądze, Indianie są brutalnymi wojownikami, życie w Teksasie jest trudne i obarczone ogromnym ryzykiem, niezależnie od tego, ile masz pieniędzy. Nie ma tam miejsca na wrażliwość, na poezje, na delikatność. Kto nie pasuje do tego mocnego, brutalnego świata, ginie, i nie ma od tego żadnych wyjątków.
Phillip Meyer ma talent do pisania. Syna czyta się zupełnie bez wysiłku, słowa same pojawiają się w głowie, opowieść sama się opowiada. Meyer wciąga nas w stworzony przez siebie świat i nawet po skończeniu ksiązki jeszcze długo w nim zostajemy. Syn jest pełen szczegółów, drobnych detali, czynności i rzeczy rozłożonych na części pierwsze. To wzbudza naszą ciekawość, ale też niepokój, zdenerwowanie i niezgodę na pewne rzeczy. Bo przy wielu sytuacjach chcemy, żeby było inaczej. Ale możemy tylko się przyglądać, jak historia się tworzy, a ludzkie losy się wypełniają. Całości dopełniają dwie rzeczy. Po pierwsze przepiękne, plastyczne opisy świata, przyrody, rzeczy, których codziennie nie zauważamy (np. światła), ale również rzeczy złych, śmierci, brutalnych czynów. Po drugie celność zdań. Meyer stworzył prawie 600 stronicową opowieść, ale nie ma tam w ogóle zbędnego słowa. Wszystko jest na swoim miejscu, każde słowo jest po coś i czemuś służy. Zachwycałam się jego zdaniami – są krótkie, konkretne, ale mają w sobie coś z poezji, są tak wyważone, tak pięknie stworzone. Lubię, kiedy jedno zdanie wyraża więcej niż cały akapit, a tutaj tak właśnie jest. Phillip Meyer również fantastycznie pokazał inność. Indianie, Amerykanie, Meksykanie – to główne nacje, które pozostają w konflikcie, choć nie jedyne. Meyer pozostał dokładnie po środku – nie ocenia, nie fałszuje, nie skłania się do którejś ze stron. Wszystkie mają wśród siebie dobrych i złych, wszystkie są wartościowe, wszystkie popełniają błędy. Wszystkie żyły obok siebie, a wydarzenia opisane przez Meyera fundują czytelnikowy naprawdę mocny emocjonalny rollercoaster.
Syn to opowieść o zderzeniu się światów; to historia Ameryki opowiedziana przez pryzmat jednej rodziny; to studium człowieka, rodziny, skomplikowanych związków; to doskonała lekcja historii, to zajrzenie w przeszłość aż do najdrobniejszego detalu. To wielowymiarowa opowieść i to czyni ją taką wyjątkową. Więc tak. Książka jest świetna, ale w tym momencie chciałabym Wam jeszcze zwrócić uwagę na nią od drugiej strony. Phillip Meyer pracował dwa i pół roku nad jej pierwszą wersją. Potem wprowadził zmiany, osadził akcję w czasie Wojny Bandytów, przeczytał ponad 350 (!) książek dotyczących Teksasu, nauczył się jak garbować skórę, jak strzelać z łuku i z broni, zastrzelił nawet bawoła, żeby napić się jego krwi (!!) Poziom zaangażowania autora w to, by wiedzieć, o czym pisze, jest powalający. Ostatecznie napisanie Syna zajęło mu pięć lat. I myślę, że dlatego tę powieść czyta się tak dobrze. Bo autor nią żył, wierzył w to, co pisze i to czuć.
♦
Za możliwość przeczytania dziękuję
♦

Muszę w końcu przełamać w sobie pewną dychotomię – okres “formacyjny” USA i droga do dzisiejszej wielkości (nawet jeśli nieco nadgryzionej) bardzo mnie ciekawi, ale wcale mnie nie ciągnie do czytania powieści z tego zakresu. Ale po tej recenzji Rdza zyskała na sile (nie lubię czytać serii nie po kolei).
Oj ja też nie lubię, ale nie miałam pojęcia, że to w ogóle jakaś seria jest! 🙂 I też myślę o “Rdzy”, bo “Syn” faktycznie bardzo mi się podobał. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie przygotowanie autora do napisania tej książki!
To jedna z najlepszych książek jakie miałam ostatnio okazję przeczytać 🙂 Jestem pozytywnie zaskoczona, że powieść o tak, z pozoru nietrafionej dla mnie tematyce, wywołała we mnie tyle emocji. Żałowałam kiedy ją kończyłam, że to już. Teraz chyba skuszę się na Rdzę 🙂
Nie lubisz Dzikiego Zachodu? 😉 To tym bardziej szacun, że przeczytałaś 🙂 Ale napisana jest mistrzowsko, to fakt. Też mam ochotę na “Rdzę” 🙂
[…] autora, jakiś fajny wywiad, który poszerzy wiedzę o książce? Kiedy pisałam o książce Syn Phillipa Meyera zachwyciło mnie to, jak autor przygotowywał się do napisania tej powieści – i właśnie […]
[…] też zwrócić Waszą uwagę na wznowienia. Syn Philippa Meyera to doskonała książka o Dzikim Zachodzie. Znajdziecie jej recenzję na blogu, […]