• Patrycja Trzcionkowska

    Też „lubię” literaturę związana z tym tematem, chociaż niektórzy są oburzeni że tak mówię, przez tragedię która dotknęła Polskę i Polaków. Ale przecież ta literatura jest po to żebyśmy pamiętali! Żebyśmy poznali naszą historię i ludzi, którzy żyli i wspomnienia o nich dzięki książkom będą żyć wiecznie 🙂

  • Ja nie lubię ale czytam. Bo trzeba, bo to boli i ma boleć.

  • Medaliony zdecydowanie najmocniejsza! Muszę sięgnąc do tych innych pozycji, o których piszesz, bo literatura tego typu mocno mnie interesuje. Natomiast po jednej takiej pozycji trzeba robić sobie przerwy.

    • Koniecznie! I zdecydowanie trzeba robić sobie przerwy. Nie da się ich czytać ciągiem…

  • domilkowydomek

    Okresem obozowym zainteresowała mnie moja Polonistka w piątej klasie technikum, Wszystko zaczęło się od „Medalionów” Zofii Nałkowskiej i „Innego Świata” Grudzińskiego – a potem to już tylko czytałam, czytałam i pisałam wypracowania, których nie trzeba było pisać- a ja sama z siebie zgłębiałam wiedzę.
    Do tej pory zgromadziłam trochę pozycji z tego okrsu jednak wciąż poszukuję nowych.
    Do Twojego stosiku dołożyłabym m.in „Dymy nad Birkenau” – Seweryny Szmaglewskiej, „Numery mówią” – wspomnienia więźniów KL Auschwitz, „Nadzieja umiera ostatnia” Haliny Birenbaum
    Wciąż poszukuję nowych pozycji, mam w planie teraz kupić wspomnienia Władysława Bartoszewskiego „Mój Auschwitz” – obecnie wycofana z druku i ciężka do zdobycia, a jeśli już to za kosmiczne pieniądze. Żałuję że nie kupiłam jej kiedy się pojawiła.

    pozdrawiam Dorota

    • Dzięki Ci za te tytuły! Nie czytałam jeszcze żadnego, choć o nich słyszałam. Na pewno kiedyś przeczytam 🙂 To musisz mieć w domu niezłą kolekcję takich książek 🙂

      • domilkowydomek

        Trochę tego nazbierałam przez lata, lubię bardzo antykwaryczne egzemplarze i jeśli tylko mam okazję zawsze kupuję. Właśnie dorwałam ” Mój Auschwitz” Bartoszewskiego – tania nie była, ale tak to jest jak człowiek się długo zastanawia. Wtedy kupiłabym nową za rozsądną cenę, a teraz płacę za używaną drugie tyle bo mi na niej zależy. Nauczka na przyszłość. Te o których napisałam u Ciebie przeczytaj 🙂

  • Od czasów szkoły średniej nie sięgnęłam po literaturę obozową, ale nie dlatego, że mnie nie interesuje tylko zawsze uważałam, że do takich treści trzeba podejść na spokojnie, bez zabiegania i czytania pomiędzy jedną rzeczą do zrobienia a drugą. Jednak chyba muszę swoje podejście zweryfikować, bo inaczej nigdy nie wrócę do tych publikacji.

    • Z jednej strony tak, ale tak naprawdę zależy, po jaką książkę sięgniesz. 5 lat lacetu czy Czesałam ciepłe króliki to książki piękne i mimo wszystko optymistyczne – jeśli ludzie, którzy to przeżyli są w stanie tak o tym pisać, to my musimy takie książki czytać – ale normalnie, bez zadęcia i robienia z nich jakichś pomników. Tylko tak po prostu.

      • dominika wróbel

        Nazywając książkę Grzesiuka optymistyczna pokazujesz że nie masz totalnie wyczucia prozy. To co nazywasz optymizmem w pięć lat kacetu, lepiej zastąp słowami obojętności na otaczający świat i wróć do rozdziału „dożynki”. Piec lat kacetu to książka wstrząsająca, bezwzgledna i prawdziwa. Z literatury obozowej polecam książkę o Pileckim – ochotnik do Oświęcimia

        • Nazywam ją optymistyczną bo dla mnie taka jest. Wyczucie prozy lub jego brak nie ma z tym nic wspólnego. (powiedz mi, co w ogóle znaczy „wyczucie prozy”?) Jest też wstrząsająca, bezwzględna i prawdziwa. I pokazuje obojętność, oczywiście. Ale optymizm ma wiele twarzy, i naprawdę nie widzę nic niestosownego nazywając ją tak. Może to słowo brzmi dziwnie w zestawieniu z taką literaturą, ale nie lubię zatrzymywać się na słowach. Bardziej interesuje mnie to, co określają. Zresztą – za chwilę pojawi się pełna recenzja Grzesiuka – koniecznie daj znać, co będziesz myślała o niej.

          • dominika wróbel

            Książka o obozie koncentracyjnym III stopnia optymistyczna…

          • Skupiasz się na tych konkretnych słowach. Ok. Ale próbuję Ci wytłumaczyć, że pisząc o niej optymistyczna, nie mam na myśli , że jest wesoła, radosna i czytajcie, żeby się pośmiać. Nie. Jest optymistyczna, bo pokazuje, że mimo wszystko, człowiek potrafi przetrwać. Jest w tym tekście nadzieja, siła człowieka, który potrafi istnieć w niewyobrażalnie tragicznych okolicznościach, nie zapominając o byciu człowiekiem. Te książki są wstrząsające, ale są też świadectwem – świadectwem małosci i wielkości człowieka. I ta wielkość właśnie jest dla mnie pozytywna. Ale myślę, że jeśli tak przeszkadza Ci słowo „optymistyczna” to raczej Cię nie przekonam…

  • Jak już kiedyś pisałam, i ja „lubię” taką literaturę i co jakiś czas po nią sięgam. Koniecznie kupię i – nie wiem dlaczego dopiero teraz! – przeczytam „Pięć lat kacetu”. Cieszy mnie to nowe, pełne wydanie! Poluję też od lat na „Mausa”, ale jest bardzo drogi i jeszcze nie zdecydowałam się na kupno.

    • Trochę Ci zazdroszczę pierwszego czytania 🙂 Ja teraz przypominałam sobie i za tym którymś razem byłam tak samo zachwycona, jak za pierwszym. Ale ciągle pamiętam, jak czytałam pierwszy raz – jaki to był szok! I nie dlatego, że opisuje straszne rzeczy, tylko że można tak o nich pisać. Jedna z moich ukochanych książek.

      • Dlatego w sumie się cieszę, że dopiero teraz po nią sięgnę, właśnie w tym pełnym wydaniu 🙂

        • Nie zmienia to tak naprawdę wiele 🙂 Koniecznie daj znać, jak już będziesz po lekturze!

  • Kasia i książki

    Mi rok temu mąż sprezentował cykl książek wydanych przez księgarnie e-Oświęcim „Wspomnienia z Auschwitz. Dziesięć perspektyw widzenia Auschwitz.” Dziesięć książek nawiązujących do tematyki obozowej. Polecam. Warto.
    Poza tym bardzo ciekawy wpis.

    • Dziękuję! I zazdroszczę 😉 Też czaję się na tę kolekcję – ale jeszcze moment muszę poczekać 😉

  • Pingback: ()

  • adam

    no wreszcie książki nad którymi nie zasypiam nad czytaniem o tematyce obozowej i chce się czytać