Prywatne życie łąki

Łąka nie jest tworem naturalnym, powstaje w wyniku relacji między naturą, człowiekiem i zwierzęciem. W swojej najdoskonalszej formie osiąga stan niemal mistrzowskiej równowagi.

Prywatne życie łąki idealnie wpisuje się w obecnie modny zielony nurt na polskim rynku wydawniczym. Za każdym razem podkreślam, że jeśli podążać za modą, to tylko za taką! Im więcej takich książek, tym lepiej, a tym, którzy myślą, że przecież te wszystkie książki tak naprawdę są o tym samym, stanowczo zaprzeczam. Dopiero po lekturze kilku z nich czytelnik zauważa, jak różnorodne jest to wszystko, co nas otacza i z jak wielu perspektyw można na to spojrzeć. Nawet nowość Sekretne życie grzybów i zapowiedź Sekretne życie krów nie wyczerpują mojej cierpliwości, a raczej wzbudzają zadziwienie i zaciekawienie. W końcu ile tak naprawdę ja wiem o grzybach czy krowach? Jedyna uwaga jaką mam, dotyczy kreatywności przy wymyślaniu i tłumaczeniu tytułów. Sekretne życie czegokolwiek chyba już trochę się wyeksploatowało 😉

Na szczęście Stempel użył innego słowa, a tłumacz nie poddał się presji na sekretność – tym samym mamy prywatność, a to już zupełnie coś innego. Podoba mi się, bo przede wszystkim rzadko kiedy (jeśli w ogóle?) używamy tego pojęcia w stosunku do świata przyrody, czy to roślinnej czy zwierzęcej. A określenie prywatne życie łąki sugeruje nie tylko, że łąka ma jakiekolwiek życie, ale na dodatek ma jakieś prywatne życie. A przecież wiadomo, że wszystko co prywatne jest ciekawsze i bardziej interesujące…

John Lewis-Stempel jest pisarzem, który jednocześnie dumnie nazywa się angielskim farmerem. Jego rodzina zamieszkuje tereny hrabstwa Herefordshire od ponad 700 lat, a on sam czuje się z tą ziemią bardzo związany. Czytając Prywatne życie łąki spędzamy z autorem rok czasu. Od stycznia do grudnia Stempel raz na kilka dni, a czasami codziennie relacjonuje nam, co się dzieje u niego na łące. Opowiada o zwierzętach, które zamieszkują na stałe ten kawałek ziemi, o tych, które pojawiają się przypadkiem, albo tych, które są w drodze, a łąka jest dla nich przystankiem. Pokazuje nam rośliny, opisuje ich właściwości. Zwraca naszą uwagę na związki pomiędzy roślinami, zwierzętami i ludźmi, na wpływ jednych elementów na drugie i tłumaczy konsekwencje tego. Moim zaskoczeniem było to, że całość jest tak bardzo poetycka i pięknie napisana. Znalazło się w tej przyrodniczej opowieści mnóstwo miejsca na poezję, na przytoczenie konkretnych wierszy czy pojedynczych strof, na wskazywanie wartościowych i ciekawych książek (a naprawdę nie ma nic lepszego niż książka, która odsyła do innych książek!) czy nawet na muzykę! Stempel, człowiek zainteresowany historią regionu nie pominął również tego aspektu swojej opowieści. Wydawałoby się, że to nie może się udać – za dużo tematów, nie mających ze sobą nic wspólnego. A jednak autor dostrzegł powiązania i opowiedział swoją historię tak, że naprawdę trudno się od niej oderwać.

Jakie to musi być przyjemne, żeby czytać tę książkę rok czasu. Wiecie – styczeń w styczniu, luty w lutym i tak dalej. Ja chyba zaplanuję sobie drugie czytanie w ten sposób. Stempel opowiada nam o świecie, w którym z jednej strony dzieje się bardzo dużo, ale też sprawy toczą się w swoim tempie, bez pośpiechu, wszystko ma swoje miejsce i cel. Lubię książki przy których mam wrażenie, że nie tyle ja ją czytam, ile autor mi coś opowiada. Tak było w tym przypadku, więc jej lektura jest naprawdę samą przyjemnością. Poza tym wiedza zdobyta po przeczytaniu Prywatnego życia łąki jest imponująca i dokładnie taka, jaką lubię – są konkretne fakty, często zaskakujące, są ciekawostki, są dygresje, które prowadzą do równie ciekawych miejsc. Poznałam nie tylko przyrodę, ale i kawałek historii, i wiersze, i książki, i stare zwyczaje, o których nie miałam pojęcia. Naprawdę nie sądziłam, że łąka okaże się tak inspirująca!

Na każdej stronie czuć miłość autora do tego, co go otacza, jego szacunek do przyrody i radość z niej. Stempel jest uważnym obserwatorem i kiedy połączymy to z jego wiedzą i umiejętnością opowiadania powstanie tekst, który warto przeczytać. Ale w tym przypadku namawiam Was do sięgnięcia również po audiobooka, bo książkę czyta… Krystyna Czubówna! Czy książkę przyrodniczą mógł w ogóle przeczytać ktoś inny? I koniecznie muszę jeszcze napisać zdanie o okładce. Autorką projektu jest Ula Pągowska. Taki minimalizm, to coś co uwielbiam i mam wrażenie, że w zalewie wszelakich bodźców sprawdza się doskonale. A po wejściu w portfolio Uli dopiero zobaczyłam, że my się już znamy i lubimy od długiego czasu, tylko po prostu o tym nie wiedziałam.

Słowem podsumowania – warto, nawet bardzo. To erudycyjna książka, mocno oparta na przyrodzie, ale opowiadająca nie tylko o niej. Chciałabym kiedyś dostrzegać tyle wokół siebie, ile jej autor.