Czas na podsumowanie. Kolejny rok zleciał nie wiadomo kiedy 🙂 A ja zobaczyłam, że pisząc o książkach, jednocześnie więcej czytam. Bo w tym roku udało mi się przeczytać 150 książek! Oczywiście, część z nich to książki dla dzieci, które czyta się w chwilę, część z nich była naprawdę malutka, od części nie mogłam się oderwać i siedziałam przez całą noc, dopóki nie skończę. Ale przecież liczy się nie ilość, a jakość. Myślałam, że będzie mi trudno wybrać spośród tylu tytułów wyjątkową i najlepszą 10. Było trudno, ale z zupełnie innych powodów niż myślałam.
Jak wybrać spośród tylu tytułów te najlepsze? Kluczem dla mnie zawsze są emocje. Moje listy najlepszych zawsze są mocno subiektywne. Często znajdują się na nich książki wydane wcześniej, a przeczytane przeze mnie w danym roku. Często brakuje na nich również powieści z pierwszych stron gazet i największych bestsellerów. Ale znajdują się na nich książki, które zostały ze mną długo po przeczytaniu, które mnie w jakiś sposób zmieniły i poruszyły. Dlatego pominęłam bardzo wiele porządnych książek, świetnych reportaży, o których Wam opowiadałam na blogu. Pominęłam też wiele książek, które bardzo pokochałam – bo gdybym umieściła jedną, musiałabym umieścić kilkadziesiąt pozostałych. A więc tylko 10 tych naj. Kolejność chronologiczna.
Ginekolodzy Jurgen Thorwald
(Wydawnictwo Marginesy). Do tej pory pamiętam swoją wielką radość jak tylko dowiedziałam się, że pojawi się coś nowego Thorwalda. Wiecie bardzo dobrze, że uwielbiam jego książki. To mistrzowskie podejście do historii ujęło mnie absolutnie. Od jego książek nie mogę się oderwać i tak samo było z Ginekologami. Książka doskonale napisana, treść wbija w fotel. Trudno ją przeczytać za jednym zamachem – ja musiałam robić sobie przerwy. Otwierałam oczy ze zdumienia, krzywiłam się z obrzydzenia, kręciłam głową z niedowierzaniem, przechodziłam od zdziwienia do totalnego wkurzenia. Emocji podczas lektury było naprawdę wiele. Thorwald ma talent opowiadania o historii medycyny w taki sposób, który dotyka czytelnika bezpośrednio. Bardzo ważna i mądra lektura.
Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak
. Rozmowa z Ewą Berbeką Ewa Sabała -Zielińska (Wydawnictwo Prószyński i S-ka) W marcu napisałam w recenzji, że to jedna z najpiękniejszych książek, jakie przeczytałam. I dalej to podtrzymuję. Wzbudziła we mnie mnóstwo emocji i bardzo mnie wzruszyła. Jestem pełna podziwu dla pani Ewy. Jej podejście do życia, śmierci męża, do wszystkiego, co działo się potem jest naprawdę wyjątkowe, tak jak ona sama. Rozmowa zapisana w bardzo elegancki, ale minimalistyczny i oszczędny sposób. Z całej książki emanuje mądry spokój, który tak bardzo mnie uwiódł. Ta rozmowa to piękna lekcja życia, godzenia się ze stratą, rozumienia drugiego człowieka i tego, co w życiu jest ważne.
Polska odwraca oczy
Justyna Kopińska (Świat Książki). Reportaże czytam ciągle i nie umieszczam ich za często na takich listach. Uważam, że wszystkie są ważne, bo otwierają nam oczy na świat, niezależnie czy czytamy o dalekich krajach, czy o własnym podwórku. Ale o tym zbiorze musiałam napisać, bo wywołał we mnie olbrzymie emocje. To naprawdę bardzo mocna rzecz. Krótkie reportaże, z którymi czasami mogliśmy się już zetknąć wcześniej w gazetach, po prostu miażdżą czytelnika. Podczas lektury nie wiadomo, co ze sobą zrobić, pozostaje jedynie brnąć dalej i szerzej otwierać oczy ze zdumienia. Już na pierwszej stronie miałam przytłaczające uczucie Zaraz, co ja czytam??, a im dalej, tym było tylko gorzej. Powiedzieć, że Justyna Kopińska wybiera sobie trudne tematy, to zdecydowanie za mało. Ona obnaża zło w ludzkiej postaci i robi to w sposób naprawdę bardzo dobry.
Czochrałem antarktycznego słonia
Mikołaj Golachowski (Wydawnictwo Marginesy). Tutaj chyba powstrzymam się od podsumowania i odeślę Was prosto do recenzji. Bo chyba nie było dotąd na blogu tak pełnej ekscytacji i pisków zachwytu recenzji. Po lekturze zakochałam się absolutnie, i w autorze i w książce. Każdemu, kto tylko pyta o polecenie, każę czytać to. To arcyciekawa książka napisana przez ciekawą postać z wielkim poczuciem humoru, ogromną wiedzą, jeszcze większą miłością do zwierząt i mnogością arktycznych i antarktycznych (i innych) przygód. To idealna mieszanka literatury podróżniczej, wspomnień i literatury popularnonaukowej. Mam słabość do takich ludzi (zacytuję fragment recenzji – no bo to jednak co innego iść do pracy do biblioteki a płynąć do pracy na lodołamaczu na Biegun Północny 😉), a jak się okazuje, że jeszcze doskonale piszą, to jestem kupiona 🙂
Głód
Martin Caparros (Wydawnictwo Literackie). Doskonały reportaż na temat głodu. Autor wykonał niesamowitą pracę, dlatego uważam, że każdy czytelnik powinien zmierzyć się z tą książką. Nie jest to łatwe, ale warto. Książka nie zlikwiduje problemów świata, ale przez uświadamianie ludzi może zrobić różnicę. Zostaje na bardzo długo w czytelniku, zmusza go do zadania sobie wielu pytań i żąda odpowiedzi. Bardzo ważna książka.
.
Ganbare! Warsztaty umierania
Katarzyna Boni (Wydawnictwo Agora). W recenzji napisałam, że ta książka jest przeszywająca. Rzadko mi się zdarza, że czytam książkę o śmierci i tak trudnych sprawach, napisaną tak pięknie, delikatnie i spokojnie. Książka jest minimalistyczna, a przez to tak bardzo japońska. Podziwiam autorkę, że potrafiła wejść do obcego świata i tak doskonale go zrozumieć. Choć o wielkich tragediach, ta książka jest piękna i bardzo trudno ją zapomnieć. Dla mnie doskonała.
.
Chris Hadfield (Wydawnictwo Flow Books). Umieściłam tę książkę na tej liście z jednego względu – to najlepszy poradnik, jaki kiedykolwiek przeczytałam! Chris Hadfield jest niesamowitą postacią. W książce zdradza, z czego to się bierze (a żeby nie było – to ja uważam go za niesamowitego, on uważa się za całkiem normalnego i przeciętnego). Jego podejście do życia, do różnych spraw, do rozwiązywania problemów powinno być obligatoryjne dla wszystkich, powinno być nauczane w szkołach i wbijane ludziom do głów. To jedyna książka, z której dowiecie się pokonywać trudności w życiu, jak realizować swoje marzenia, jak patrzeć na życie optymistycznie, a jednocześnie dowiecie się, na czym polega praca astronauty, co się z nim dzieje w kosmosie i po powrocie, jak wygląda pobyt na stacji kosmicznej i co czuje człowiek, patrząc na swoją planetę. Świetna lektura, motywująca i inspirująca zdecydowanie bardziej, niż kolejny poradnik typu możesz wszystko!
Wyspa klucz
Małgorzata Szejnert (Wydawnictwo Znak). To jedna z tych książek, które każdy przeczytał, a ja nie. W końcu, pod wpływem nowojorskiej wyprawy Kota Nakręcacza postanowiłam nadrobić jej lekturę. I było warto, nawet bardzo. To kolejny doskonały reportaż, który przeczytałam w tym roku. Idealne połączenie tekstu i fotografii, równowaga pomiędzy szczegółem a ogółem, osobiste historie na tle tej wielkiej historii – wszystko to powoduje, że książkę czyta się ekspresowo i nie można się od niej oderwać. Przez chwilę znajdujesz się w Ameryce, na Wyspie Ellis i patrzysz w oczy tym wszystkim emigrantom. Niesamowita lektura!
Kosmos
Carl Sagan (Wydawnictwo Zysk i S-ka). To oczywiście tegoroczne wznowienie, ale takie, które powinno się znaleźć na półce u każdego szanującego się czytelnika literatury popularnonaukowej (i nie tylko). Carl Sagan to jedyny w swoim rodzaju popularyzator nauki, a Kosmos jest fascynującą lekturą. To piękna opowieść o naszym świecie i wszechświecie, z której można się wiele dowiedzieć. Ale to postać autora, snucie przez niego tej opowieści nadaje wyjątkowy ton całej książce. Warto się z nim poznać i zostać na dłużej.
Siedem minut po północy
Patrick Ness (Papierowy Księżyc). Książkę czytałam bardzo dawno, ale umieściłam ją tutaj, bo przypomniałam ją sobie przed obejrzeniem filmu. A historia absolutnie zasługuje na to, żeby być w top 10. Uważam, że jest fenomenalna. To jedna z piękniejszych książek dla dzieci i młodzieży o stracie, śmierci, o negatywnych uczuciach i sposobach, jak sobie z nimi poradzić. Piękna, prosta, metaforyczna, ale nie rozmamłana sentymentalnie i moralizująca. Pamiętam zachwyt, gdy czytałam ją po raz pierwszy. Polecam bardzo serdecznie. To wyjątkowa opowieść
D
epesze Michael Herr (Wydawnictwo Karakter). Na koniec zostawiłam książkę, którą już przeczytałam, ale w dalszym ciągu zbieram się do recenzji. Co nie usiądę, to nie mam odwagi zacząć pisać. To reportaż doskonały, arcydzieło reportażu wojennego. A co ja mogę napisać o arcydziele? To, że mi się podobało wydaje się za mało… Dlatego nie chcę przed recenzją nic pisać. Ale przeczytane Depesze zostają w czytelniku chyba już na zawsze.
A jak to wygląda u Was? Przeczytaliście w 2016 roku książki, które zostaną już z Wami na zawsze?
Imponujący wynik. Gratuluję i zazdroszczę 😉 Jednak nie ma to jak praca w bibliotece 🙂 Zawsze można poczytać…
A z tym to różnie bywa. Bardziej pomaga brak męża i dzieci 😀
Ooo tak, to bardzo pomaga 😀
150 książek, piękny wynik 😀 Ja ledwo 40, ale wśród nich odnalazłam prawdziwe perełki. “Polska odwraca oczy” na długo zostanie w mojej pamięci, podobnie jak “Zakonnice odchodzą po cichu” oraz “Polskie morderczynie”. “Ginekolodzy” to jedna z ciekawszych pozycji jakie miałam w tym roku w rękach. Do listy tegorocznych absolutnych wspaniałości dopisuję również “Syna” Meyera, “Zjawę” Punke, “Depesze” Herra i , choć jeszcze jej nie skończyłam to “Krew i burzę. Historię Dzikiego Zachodu”. Uznaję rok 2016 za w pełni udany pod względem czytelniczym 🙂
Dzięki! Ale policzyłam wszystko, książki dla dzieci też, więc trochę oszukiwałam 😉 Twoja lista książek jest rewelacyjna! To są wszystkie tytuły, które bardzo mi się podobały! Niech 2017 będzie tylko lepszy 🙂
Woow! 150 pozycji! Robi wrażenie! 🙂 Ja przeczytałam 75, ale i tak jestem z tego wyniku zadowolona, bo to był zwariowany rok i w sumie – mało miałam czasu na czytanie.
“Ginekolodzy”, “Życie po Broad Peak” i “Polska odwraca oczy” też oceniam bardzo bardzo wysoko. Szczególnie to trzecie “wyprało mi umysł”, bo Thorwalda uwielbiam i nie spodziewałam się niczego innego niż wspaniałej szokującej lektury. W nowym roku czeka już na mnie “Kruchy dom dusz”. 🙂 A kolejne trzy na Twojej liście (“Czochrałem arktycznego słonia”, “Głód” i “Ganbare!”) – marzę aby przeczytać, ale to już w nowym roku.
Na mojej liście prócz “Ginekologów” i “Polska odwraca oczy” byłby jeszcze przeczytany w tym roku “Człowiek o 24 twarzach” Daniela Keyes, “Winda” Magdaleny Knedler, “Euforia” Lily King i “Dziki łabędź i inne baśnie” Cunninghama. 😀
Pozdrawiam ciepło!
Cieszę się bardzo, że tak się zgadzamy! 🙂 “Człowiek o 24 twarzach” był u mnie na liście najlepszych książek w 2015 🙂 Ta książka jest świetna! A na “Dzikiego łabędzia” też się czaiłam 😉 Podobała Ci się?
Bardzo! Muszę wstydliwie przyznać, że nie czytałam nic innego tego autora, a te opowiadania były tak wspaniale napisane, że naprawdę mam chęć sięgnąć po Jego kolejną książkę. 🙂
No to mnie zachęciłaś 🙂
Z jednej strony ubolewam nad niedoreprezentacją fikcji literackiej, ale z drugiej strony wcale mnie ona nie dziwi na Twym blogu. Żona posiada i czytała z pozytywnym skutkiem “Ginekologów”, ale mnie bardziej “Ganbare” i “Depesze” kuszą.
“Ganbare” jest niesamowite! “Depesze” też mistrzowska 🙂 A wiesz, ja tak sobie myślę, że chyba nie umiem tak prawdziwie docenić literatury pięknej. Nawet jeśli jakaś powieść podoba mi się bardzo, po jej skończeniu nie czuję, żeby zmieniła moje życie. Z reportażami jest inaczej, zawsze trochę z nich we mnie zostaje… Ale swoją drogą dzięki Tobie chyba się zastanowię nad listą 10 powieści, które mnie poruszyły… To będzie bardzo trudne!
Ginekolodzy, Kopińska i Golachowski. Tak! Głód i Ganabre muszę nadrobić, bo czuję, że też mi się spodobają. 150! No proszę, pięknie 🙂 Życzę więcej świetnych książek w tym roku 🙂
Spodobają Ci się na milion procent 🙂 Dziękuję! I oczywiście odbijam w Twoją stronę :*