Przyjaciel Północy

Ciekawe nowości książkowe są zawsze ekscytujące, ale kiedy pojawia się nowa książka autora, którego znam i lubię, ta ekscytacja jest jeszcze większa! Czuję się wtedy tak, jakbym spotkała dawno nie widzianego przyjaciela. Tak właśnie mam z książkami Ilony Wiśniewskiej – dawno, dawno temu przeczytałam Białe i zakochałam się totalnie. Może dlatego, że bardzo chciałabym na Spitsbergen pojechać? Może dlatego, że pociągają mnie te zimne rejony, niedostępność, mniejsza ilość ludzi, świat który istnieje na własnych zasadach, a autorka pozwoliła mi zerknąć do niego i trochę go poczuć? A może dlatego, że Ilona Wiśniewska tak pięknie o Północy napisała. Jaki by ten powód nie był, wiedziałam, że właśnie spotkałam kogoś, kogo lubię, mimo że nie znam i że przeczytam wszystko, co napisze. Tak było, nie kłamię. Każda książka, która wychodziła, od razu znajdowała się w moich łapkach – Hen. Na północy Norwegii o Finnmarku, czyli największym i najrzadziej zaludnionym regionie Norwegii, w których przenikają się kultury lapońska, fińska, rosyjska i norweska. Ostatnia książka to Lud. Z grenlandzkiej wyspy – opowieść o Grenlandii i Grenlandczykach, ale to też najbardziej osobista książka z tych trzech. Wszystkie są wspaniałe i bardzo, bardzo mocno polecam!

Po tym przydługim wstępie możecie się już domyślać, że kiedy tylko najnowsza książka Ilony Wiśniewskiej wyszła, rzuciłam wszystko i poznałam właśnie tę historię. Co więcej, przesłuchałam ją w audiobooku, a lektorem był Piotr Mikołajczak. Tak, ten Piotr z Icestorywspółautor książek o Islandii Szepty kamieni i Zostanie tylko wiatr i autor książki o Norwegii NOrWAY. Półdzienniki z emigracji. Książka o Północy czytana i nagrywana na Północy? Jest w tym coś magicznego i takiego… przytulnego.

Powinnam Wam też napisać o samej książce, prawda? Pierwsze co przyszło mi do głowy po lekturze to to, że ja też chcę mieć ciocię na Spitsbergenie, do której mogę pojechać na wakacje! W takiej sytuacji znajduje się właśnie dwunastoletni Daniel, a ja mu przez cały czas po cichu zazdrościłam. Samo umieszczenie akcji na Spitsbergenie gwarantuje ciekawą lekturę, bo ten świat jest przecież tak bardzo różny od naszej codzienności (tych z nas, co mieszkają w miastach – ja z Warszawy w ostatnich latach muszę wyjeżdżać, żeby sobie przypomnieć, jak w ogóle wygląda śnieg). Ale żeby było jeszcze ciekawiej, Daniel wpada w sam środek kryminalnej zagadki – ktoś zabija polarne niedźwiedzie, policja nie radzi sobie z sytuacją, a ciocia Daniela, jako dziennikarka jest żywo zainteresowana całą sprawą. Więcej Wam oczywiście nie zdradzę, musicie przeczytać sami, ale mogę obiecać, że będziecie się świetnie bawić.

Podoba mi się też bardzo jak autorka wykorzystała przygodową fabułę do opowiedzenia o Północy. Dowiemy się, jak się na Północy żyje, czy niedźwiedzie rzeczywiście są tak wszechobecne i jak bezpiecznie żyć razem z nimi. Pojawi się refleksja o podróżowaniu i byciu turystą, informacje o ociepleniu klimatu i zmianach klimatycznych. Tak jak Daniel w pewnym momencie stwierdził – coś tam wiem ze szkoły, ale zobaczenie pewnych rzeczy na własne oczy i doświadczenie ich zmienia zupełnie perspektywę. Większość z nas nie będzie miała okazji przeżyć takiej przygody jak Daniel – dlatego czytajmy takie książki i bierzmy dla siebie najwięcej informacji, jak się da!

Najfajniejsze jest jednak to, że autorka wykorzystała prawdziwe osoby do skonstruowania swojej historii – to wielka frajda zgadywać kto jest kim (nie zabiorę Wam jej, nie bójcie się, zdradzę tylko, że na kartach tej powieści spotkacie Haralda, bohatera reportażu Birgera Amundsena Harald. Czterdzieści lat na Spitsbergenie). Główny bohater ma dwanaście lat, więc książka będzie idealna dla dzieci w tym wieku, ale myślę, że młodsi też spokojnie mogą ją poznać. To jedna z tych opowieści, które są uniwersalne i dla każdego. To mądra i ciepła historia, pokazująca kawałek innego świata, przekazująca wartości, skłaniająca do refleksji, zostawiająca coś po sobie w czytelniku. Może też być doskonałym punktem wyjścia do dalszych rozważań, nie tylko o Północy, ale na przykład też o zmianach, o podróżowaniu, o jedzeniu czy niejedzeniu zwierząt, o innych kulturach. Bardzo cenię takie książki i cieszę się, że Ilona Wiśniewska napisała opowieść, którą mogą poznać młodsi czytelnicy.

Na sam koniec chcę Wam zwrócić uwagę na przepiękne wydanie i ilustracje Mariusza Andryszczyka. I książka, i audiobook mają bardzo mocne plusy – od Was zależy co wybierzecie, ale obie formy są naprawdę świetne!