12 książek, które chcę obejrzeć

Pisałam już przy kilku okazjach, że dobra opowieść może mieć różne formy, a ostatecznie liczy się sama historia. Czy to będzie film, czy książka czy gra – dobra historia zawsze się obroni. Oczywiście po drodze wiele rzeczy można zepsuć, zwłaszcza w procesie przekształcania jedno w drugie. Robienie filmów z gier prawie nigdy się nie udaje, przenoszenie książek na duży ekran może skończyć się efektem wow, ale może też wielką klapą. Sytuacja odwrotna, czyli pisanie książek na podstawie filmu czy gry też niesie w sobie sporą dawkę ryzyka. Warto zastanowić się nad tym, dlaczego łatwiej jest zrobić film na podstawie książki niż napisać książkę na podstawie filmu? Może nawet wcale nie jest to łatwiejsze, ale więcej sukcesów mamy po stronie filmów na podstawie książek niż książek na podstawie filmów.

Ale dzisiaj się nad tym nie będę zastanawiać. Dzisiaj chciałam Wam powiedzieć, na jakie ekranizacje ja czekam. Jest kilka takich historii, które chciałabym zobaczyć na dużym ekranie. Gdybym miałam jakieś moce, duże znajomości albo miliony dolarów, to właśnie te filmy bym wyprodukowała. Jest ich oczywiście więcej, ale te przyszły mi go głowy od razu!

Na początek Winnetou. Przeczytałam wszystko, co napisał Karol May i pamiętam do dzisiaj swoje młodzieńcze zaskoczenie, że autor wcale na Dzikim Zachodzie nie był. Napisał lepsze i gorsze powieści, część pewnie nie wytrzymałaby ponownej lektury, ale Winnetou zajmuje w moim czytelniczy sercu szczególne miejsce. Być może ta powieść ma dużo wad, być może jest niepoprawna, naiwna, zbyt czarno-biała i nie przystająca do dzisiejszych standardów, ale to nic. Historia Winnetou i Old Shatterhanda to chyba moja pierwsza książkowa miłość. Na tyle istotna, że pierwszy tom przeczytałam niezliczoną ilość razy, drugi trochę mniej, a trzeci tylko raz (to koniec opowieści i nie taki, jaki bym sobie życzyła, więc to rodzaj mojego buntu). Ale w takiej podstawowej warstwie ta historia ma wszystko – indiańskiego superbohatera, którego zdolności są prawie nadprzyrodzone, białego bohatera, greenhorna, który dopiero się uczy świata, ale ma zadatki na drugiego superbohatera, łączącą ich przyjaźń, całą galerię przeciekawych, kolorowych postaci z Dzikiego Zachodu, walki, polowania, bandytów, napady, starcie się dwóch światów… I tak, wiem, że są filmy. Ale mi się marzy taka współczesna produkcja z rozmachem. Taka, która zmieni te idealne książkowe postacie w prawdziwych ludzi, która będzie powalać obrazem. I może nie niemiecka.

Nie mam pojęcia, co jest takiego w tej książce, że tak zapadła mi w pamięć. Rok temu o Pielgrzymie pisałam, możecie wpaść i przeczytać kilka słów. Czytałam go w 2014 roku i od tamtej pory nie zdarzyła mi się tak wciągająca książka w tym gatunku. Dobrze zrobiony film na jej podstawie mógłby być epicki, bo ta historia zaspokaja wiele potrzeb – i tych, którzy lubią oglądać walkę, i fanów sensacji, i klimatów wojennych. Ale również fanów tajemnicy, szpiegów, wielkiej polityki. Ja ze swojej strony powiem, że te rzeczy wcale mnie mocno nie pociągają (tym dziwniejsze jest moje przywiązanie do niej) – ja zostałam kupiona kreacją głównego bohatera. Tytułowy Pielgrzym to ten typ postaci, które uwielbiam i mogłabym czytać o nich i ich oglądać non stop. 

O 5 lat kacetu Grzesiuka też pisałam już na blogu, więc wiecie, że jest dla mnie bardzo ważna. Obozowych filmów jest naprawdę bardzo dużo. Niektóre dobre, inne mniej, jeszcze inne w ogóle nie powinny powstać. Moim zdaniem relacja Grzesiuka zdecydowanie zasługuje na to, by przenieść ją na duży ekran. To bardzo wyjątkowa opowieść – podobna do tysięcy innych relacji, a jednak wyróżniająca się na ich tle.

Z emocjonalnych rollercoasterów obejrzałabym chętnie Ostatnie dni królika. Bardzo trudny temat osoby, która umiera na raka. Poznajemy ją w zasadzie w jej ostatnich dniach, a całą historię jej i jej najbliższych poznajemy w retrospekcji. Przepiękna opowieść, ciekawi bohaterowie, no i sytuacja, której w życiu zawsze się boimy. Książka emocjonalnie poniewiera, ale mimo ustalonego już na samym początku zakończenia, wcale nie jest smutna. To znaczy płaczesz, jak ją czytasz, ale czujesz też wiele pozytywnych uczuć. To jedna z niewielu powieści o umieraniu jakie czytałam, która nie jest sentymentalnie rozmamłana. Jest bardzo prawdziwa. Film byłby niesamowity!

Historia Olka Doby również zasługuje na film z hollywodzkim rozmachem. Jest też tylko jeden aktor, który mógłby go zagrać. Jeśli ktoś z Was zna Toma, to niech mu podsunie ten pomysł. Historia człowieka, który w wieku 67 lat jako pierwszy człowiek na świecie przepłynął Ocean Atlantycki, używając wyłącznie siły swoich rąk (nie wpław oczywiście, a kajakiem) jest szalenie inspirująca. I choć na pierwszy rzut oka wydaje się, że być może nie jest to nośny temat (jeden bohater, wszędzie tylko woda, nic się nie dzieje), to jest dokładnie odwrotnie!  To byłby hit!

Pisałam Wam kiedyś o najlepszych romansach na świecie. Czytanie romansów mam już raczej za sobą, ale nie dlatego, że już nie chcę ich czytać. Fakt, naczytałam się już ich w życiu, ale i dzisiaj nie pogardzę dobrą, romantyczną historią. Problem w tym, że dzisiaj większość książek to erotyki albo naprawdę słabej jakości romanse. Natomiast te z Da Capo były świetne! Bardzo porządne powieści historyczne (nie wszystkie, wiadomo), dobrze napisane, z fajnymi postaciami, z ciekawymi dialogami. Powyżej wkleiłam Wam jedne z moich ulubionych tytułów i każdy z nich chętnie zobaczyłabym na dużym ekranie. Te książki mają przede wszystkim coś, co ja osobiście uwielbiam, a co dzisiaj jest uważane za zło koniecznie czyli happy endy! Wprawdzie Róża została zekranizowana, ale lepiej o tym zapomnieć. Marzą mi się naprawdę dobrze zrobione filmy.

Nie mogło też zabraknąć jednej z moich ukochanych powieści. Ja za wojennymi filmami naprawdę nie przepadam, tak ten z przyjemnością bym obejrzała. Jest wprawdzie ekranizacja z 1970 roku, ale chętnie zobaczyłam wersję współczesną. Podobno ma być serial z George’em Clooney’em, zobaczymy!

Musiałam też umieścić trochę non fiction. Choć nie powinnam wchodzić w ten temat, bo z 12 nagle zrobi się 200 książek, których ekranizacje chciałabym zobaczyć. Ale tej nie mogłam sobie odmówić. Historia Billa Bassa i stworzenia przez niego Trupiej Farmy jest bardzo interesująca i myślę, że powstałby z tego bardzo fajny biograficzny film. Mindhunter był wielkim sukcesem, nie widzę powodu, dla którego z Trupią Farmą miałoby się nie udać. 

Jeśli jesteśmy przy biografiach muszę wspomnieć o Amundsenie. Kręciłabym film o każdym podróżniku, gdybym tylko mogła (a jeszcze chętniej produkowałabym gry). Nie wiem czy powinnam o nim wspominać, bo zaraz wchodzi do kin jego biografia. Ale stwierdziłam, że zostawię go – na dowód, że można się kiedyś doczekać!

Człowiek o 24 twarzach to książka, która zapada bardzo w pamięć. Ja mam do niej sentyment, bo to jeden z pierwszych egzemplarzy recenzenckich, przysłanych mi przez wydawnictwo. Historia Billy’ego Milligana jest tak niesamowita, że trudno w nią uwierzyć! Wiem, jest film Split, ale chyba wolałabym film biograficzny z Leonardo DiCaprio, który kiedyś został zapowiedziany, a potem nastała cisza. Ciągle na niego czekam!

Na koniec dwie wyjątkowe powieści dla młodzieży, które moim zdaniem muszą zostać zekranizowane. Pasztety, do boju! i Serce meduzy to absolutnie wyjątkowe opowieści, które są w stanie uwieść widzów na całym świecie. Chciałabym bardzo, żeby ktoś dostrzegł ich potencjał!

Macie jakieś książki, które chętnie zobaczylibyście na dużym ekranie?