Opowieści na dobranoc dla młodych buntowniczek

Do młodych buntowniczek ze wszystkich stron świata:

wyzwólcie marzenia,

mierzcie wysoko

stawiajcie opór,

a w chwilach zwątpienia

pamiętajcie:

macie rację.

Czasami pojawiają się książki, które wzbudzają we mnie żywy entuzjazm i zachwyt nie tylko tym, jakie są i o czym opowiadają, ale również całą historią powstania. Taka książka przestaje być tylko książką, nośnikiem pewnej historii – a sama staje się opowieścią. Tak dokładnie jest z Opowieściami na dobranoc dla młodych buntowniczek. 100 historii niezwykłych kobiet. 

Przede wszystkim to piękna idea. Ktoś zarzucił książce, że jest tylko dla buntowniczek, a dla chłopców już nie! A ja się z tego bardzo cieszę! Nie da się ukryć, że w bajkach dla dzieci istnieje zdecydowana przewaga męskich bohaterów, które coś znaczą, coś robią, są fajni, mądrzy i biorą los w swoje ręce. Bohaterki zazwyczaj są księżniczkami, które czekają na księcia, by je uratował, a potem żyją długo i szczęśliwie. Być może powoli się to zmienia, nie orientuję się jakoś rewelacyjnie w literaturze dziecięcej, ale nawet jeśli, to takie książki jak Opowieści na dobranoc przyspieszą ten proces. Kiedy o tym pomyślę, nie mogę wyjść ze zdziwienia, że nikt wcześniej tego nie zrobił, że nikt nie wpadł na ten pomysł. Moim zdaniem ta książka powinna się znaleźć w każdej domowej biblioteczce i wbrew temu, co możecie myśleć, powinna też być czytana przez chłopców. Bo czy istnieje lepszy model wychowania chłopca niż ten, by pozwolić mu żyć w świecie, w którym dziewczynka może być kim chce i nie jest ograniczona do kobiecych zajęć? Kiedy zrozumieją to chłopcy, i dziewczętom będzie łatwiej 🙂

Opowieści na dobranoc stały się hitem już na etapie zbiórki pieniędzy. To najlepiej sfinansowana zbiórka w dziejach crowfundingu (zebrano ponad milion dolarów!). Pomysł uwiódł cały świat, co też pokazuje, że problemy przypisywania konkretnych cech i postaw dziewczynom, określanie ich miejsca w społeczeństwie oraz potrzeba mówienia, co im wolno a co nie, jest tendencją i problemem ludzkości jako gatunku, a nie pojedynczych grup czy kultur. Zastanawianie się dlaczego tak jest i skąd się to bierze zostawiam na inną okazję – teraz skupmy się na książce…

Sam fakt napisania krótkich bajek na podstawie życiorysów sławnych kobiet jest genialny! Wielokrotnie pisałam, że prawdziwi ludzie są często bardziej fascynujący niż jakikolwiek wymyślony charakter. To z kolei powoduje jeszcze jedną (ale już ostatnią) dygresję – o samych bajkach i ich roli. Przekształcenie prawdziwego życia, życiorysów ludzi faktycznie żyjących, robiących konkretne rzeczy, często wbrew wielu przeciwnościom wydaje mi się o wiele bardziej wartościowe i rozwijające niż historia o kolejnej królewnie zaklętej w żabę 😉 Po pierwsze każdy z nas może poczuć się jak w bajce (no bo co stoi na przeszkodzie, by napisać własną bajkę o sobie?). Po drugie uczymy się inaczej patrzeć na otaczający świat – w końcu jeśli można z niego zrobić bajkę, to nie może być taki szary i beznadziejny jak nam się czasami może wydawać. Po trzecie – to niesamowicie inspirujące, że w jednym miejscu zebrano tyle niesamowitych osób zajmujących się tak bardzo różnymi dziedzinami nauki, sztuki czy sportu. Każdy, kto choćby przejrzy tę książkę poczuje przypływ mocy, nawet osoba dorosła! A już w ogóle nie wyobrażam sobie, jak bardzo taka książka może zbudować poczucie wartości i pewność siebie małej dziewczynki. 

Więc zamiast Kopciuszka mamy Alicię Alonso, niewidomą baletnicę. Zamiast Śpiącej Królewny jest Jane Austen, której chyba nie trzeba przedstawiać, a zamiast Królewny Śnieżki jest Matilde Montoya, pierwsza lekarka w Meksyku. Do księżniczek Disney’a nic nie mam – sama je uwielbiam 🙂 Księżniczki są ok, ale musi być dla nich równowaga. Jak myślicie, ile bohaterek znam ze stu wymienionych? 29! Tylko 29! Dlatego naprawdę uważam, że te bajki są również dla dorosłych. Każdy powinien otaczać się inspirującymi ludźmi, takimi, którzy skłaniają do sięgania dalej i wyżej, do przełamywania samego siebie, do wiary w swoje siły i możliwości. Im wcześniej zaczniemy, tym lepiej – ale też lepiej późno niż wcale 😉 To bardzo ważne, by mieć w pobliżu siebie osobę, która powie, że możesz wszystko, nawet jeśli to nieprawda 🙂 Dzięki tej książce takich osób poznajemy 100 – i od tej pory nie będzie już wymówek!

Pomysł i treść są świetne, ale trzeba koniecznie podkreślić też wykonanie. Każda bajka jest ilustrowana przepięknym portretem kobiecej bohaterki. Udział w ich tworzeniu wzięło 60 kobiet z całego świata – każdy portret różni się od siebie, jest stworzony inną techniką, innym stylem, jest w zupełnie innej estetyce. Dlatego tak naprawdę bohaterek jest 160, bo przecież ilustratorki też trzeba wziąć pod uwagę, prawda? 🙂

Co mogę jeszcze dodać? Ja ją przeczytałam od deski do deski, ale to też doskonała lektura na 100 kolejnych wieczorów. Można z tego zrobić fantastyczny rytuał, połączony z poznawaniem świata, różnych czasów, potraktować jako wstęp do opowieści o świecie. Zamysł autorek też był taki – na końcu znajdziecie miejsce, by napisać własną bajkę i narysować własny portret. Gdybym była małą dziewczynką, byłaby to moja najulubieńsza książka w biblioteczce. Teraz jestem trochę większą dziewczyną, ale i tak trafi na półkę tych ulubionych 😉 Chciałabym, żeby każda dziewczynka w Polsce w tym roku znalazła pod choinką właśnie tę książkę.

Koniecznie wpadnijcie też na stronę Rebel Girls – będzie druga część, wiecie? 🙂

A w ramach inspiracji podrzucam kilka tekstów o książkach, w których również spotkanie niesamowite kobiety:

◊ Oczywiście musiały się u mnie pojawić kobiety gór – himalaistki czy te, którym udało się wejść na K2

◊ Warto też zapoznać się ze skandalistkami 😉

◊ Tutaj znajdziecie historię kobiet w nauce bardziej humorystycznie, a tu opowieść o kobietach naukowcach bardziej poważnie 🙂

◊ Tu przeczytacie bajki, które zdarzyły się naprawdę

◊ A tu poznacie historie polskich agentek, które zmieniły historię 🙂

Za możliwość przeczytania bardzo bardzo bardzo dziękuję